Piłkarze Roztocza Szczebrzeszyn wygrali w sobotę bardzo ważny mecz z sąsiadem w tabeli. Dzięki temu powiększyli przewagę nad Stalą do pięciu punktów. Teraz wystarczy, że jej nie roztrwonią i na koniec sezonu powinni się cieszyć z utrzymania w IV lidze.
(MAWI)
22.04.2012 18:40
Piłkarze Stali przegrali w sobotę bardzo ważny mecz (WOJCIECH NIEŚPIAŁOWSKI)
– To nasze pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej – cieszy się Zbigniew Pająk, trener Roztocza. – Mam nadzieję, że pozowli ono zawodnikom uwierzyć w siebie i zmotywuje ich do dalszej dobrej gry.
Trzynasta lokata, nawet przy spadku trezch drużyn powinna nam dać utrzymanie, ale nie zamierzamy się nią zadowalać i będziemy walczyć o zajęcie wyższego miejsca – dodaje szkoleniowiec.
Wygrana ze Stalą sprawiła, że w Szczebrzeszynie zrobiło się trochę weselej. – Jak gra się z sąsiadem w tabeli to można nawet mówić o sześciu zdobytych punktach. Nie był to jednak dla nas łatwy mecz. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, a goście mieli swoje szanse, które wybronił patryk Dobromilski. Dopiero jak strzeliliśmy bramkę na 2:0 zarysowała się nasza przewaga – opisuje Pająk.
Zdaniem trenera gospodarzy w sobotnim meczu sprawdził się stary scenariusz. – Mówiłem to już wiele razy. Jeśli pierwsi tracimy bramkę to później ciężko nam się podnieść, a jak pierwsi strzelamy, to potrafimy odnieść zwycięstwo – podkreśla Pająk.
Porażka przybyła zawodników z Poniatowej, którzy jednak nie tracą nadziei na utrzymanie.
– Walczymy dalej – przekonuje Henryk Kamiński, trener Stali. – W Szczebrzeszynie zagraliśmy praktycznie bez obrony, która się kompletnie posypała. Karol Czajka miał ważny egzamin na studiach, Adam Mróz dalej pauzuje za czerwoną kartkę, a Patryk Niezbecki leczy kontuzję.
Mimo tego w pierwszej połowie mieliśmy 3-4 setki. Niestety, dwa proste błędy bramkarza, który nie miał dobrego dnia, przesądziły o naszej porażce. Zwłaszcza ten drugi gol podciął nam skrzydła. Szkoda, ale z Lewartem powinno być już lepiej, a z Janowianką do składu wrócą już wszyscy.
Roztocze Szczebrzeszyn – Stal Poniatowa 2:0 (1:0)
Bramki: Albingier (18), D. Dobromilski (48).
Roztocze: P. Dobromilski – T. Bielec, Paweł Lipiec, D. Dobromilski, Ligaj, Misiarz (82 Kozłowski), Sawic, Duda (75 Krzyszczak), D. Bielec, Wachowicz (65 Hajduk), Albingier (70 Dulbas).
Stal: Zakrzewski – Młyniec, K. Wojnicki, Węgorowski, Jackowski, Miazga, Kowalski, Dziosa, Pikuła (65 Chruściński), Chęciński (60 Wieczorek), Czarnecki.
Żółte kartki: Duda, Albingier (R) – Czranecki (S). Sędziował: Krzysztof Rękas (Chełm). Widzów: 300.
W Tyszowcach wreszcie mają powody do radości. Huczwa rozgromiła wczoraj solidnie grającą tej wiosny Włodawiankę 5:0. Jednego z goli dla gospodarzy strzelił Michaił Somik, który wrócił do zespołu z Ukrainy.
– Przyjechał na moją prośbę – mówi Jacek Paszkiewicz, trener Huczwy. – Trochę z nami potrenuje i zagra jeszcze w jednym, lub dwóch meczach. Nie ma co ukrywać. Mimo 40 lat na karku jest najlepszym pomocnikiem w tej lidze i jego gra robi różnicę – dodaje.
Skąd tak wysoka porażka włodawian? – Nie jest to żadna niespodzianka. Zagraliśmy bez sześciu podstawowych ludzi, a dwóch wystąpiło chorych. Młodzież, która ich zastąpiła nie sprostała zadaniu. Wzmocniona Huczwa zagrała bardzo dobrze. Szkoda tylko, że dobrych okazji dla nas nie wykorzystał Michał Budzyński, bo wynik byłby wtedy inny. Mogło się równie dobrze skończyć 5:5 – tłumaczy Marek Drob, trener Włodawianki.
Huczwa Tyszowce – Włodawianka Włodawa 5:0 (3:0)
Bramki: Iwanicki (16, 23), Somik (37), Cieślik (65), Rejs (68).
Huczwa: Tomczyszyn – Hałasa, Anioł, Orzechowski, Gałan, Mruk, Iwanicki (65 Sioma), M. Kaniewski, Cieślik, Somik (60 Karwacki), Rejs (70 Maliszewski).
Włodawianka: Wereszczyński – Szynkora (46 Ruszkowski), Borys, Nielipiuk, Staszczak, Chaciówka, Smolik, Kuczyński (60 Walko), Musz (65 Żakowski), Zdolski, Budzyński.
Żółta kartka: Staszczak (W). Sędziował: Daniel Osiński (Lublin). Widzów: 250
Komentarze