Po dwóch ligowych meczach żużlowcy Lubelskiego Węgla KMŻ mają na swoim koncie dwie porażki i zajmują ostatnie miejsce w tabeli. W klubie nie ma paniki. Wszyscy liczą, że od meczu z Ostrovią „Koziołki” rozpoczną marsz w górę.
MAREK WIECZERZAK
25.04.2012 00:26
Trener Lubelskiego Węgla KMŻ Grzegorz Dzikowski z optymizmem patrzy w przyszłość (JACEK ŚWIERCZYŃSKI
Życie beniaminka zazwyczaj nie jest łatwe, ale lubelscy kibice nie spodziewali się tak słabego początku w wykonaniu swojej drużyny. KMŻ najpierw oddał punkty Orłowi Łódź, a potem Lechmie Start Gniezno.
– Nie tak to miało wyglądać – przyznaje Grzegorz Dzikowski, trener lubelskich żużlowców.
– Ale pamiętajmy też, że pierwotnie mieliśmy jechać pierwsze mecze u siebie. Zmiany w terminarzu miały wpływ na naszą obecną sytuację. Miejscem w tabeli się jednak nie przejmuję, bo to dopiero początek i wszystko jeszcze możemy zmienić.
Okazja do marszu w górę tabeli nadarzy się 6 maja, kiedy KMŻ pojedzie wreszcie na własnym torze z Ostrovią Ostrów Wielkopolski (godz. 19). Jeśli lublinianie zaprezentują się tak jak w minioną niedzielę w Gnieźnie to punkty zostaną przy Al. Zygmuntowskich.
– W meczach z Orłem i Startem pojechały dwie całkowicie inne drużyny. O Łodzi chcę jak najszybciej zapomnieć, choć zawodnicy powinni o tym pamiętać, żeby wyciągać wnioski na przyszłość. W Gnieźnie pokazali to, czego od nich oczekuję. Myślę, że zmierzamy w dobrym kierunku. Chcemy zbudować solidne podstawy, żeby w przyszłym sezonie walczyć o ekstraligę, o ile w tym roku się nie uda – mówi Dzikowski.
W Gnieźnie w składzie KMŻ znowu zabrakło miejsca dla Karola Barana, choć początkowo miał zastąpić Madsa Korneliussena. – Zmieniłem skład po piątkowym sparingu z Rawiczem, na którym Karol okazał się słabszy od pozostałych zawodników. Dlatego nie miałem gwarancji, iż pojedzie dobrze w pięciu biegach. A ja muszę mieć zawodnika przygotowanego na sto procent, i to na sześć startów – przyznaje szkoleniowiec „Koziołków”.
Baran podpadł Dzikowskiemu, bo w trakcie przygotowań do sezonu nie pojawił się na żadnym treningu i sparingu zespołu. – Stąd też jego forma fizyczna oraz przygotowanie sprzętowe były wielką niewiadomą. Kibice mogą się dziwić niektórym decyzjom przy ustalaniu składu, ale nie wiedzą pewnych rzeczy o zawodnikach, które ja wiem – podkreśla trener KMŻ Lublin.
Teraz wszyscy skupiają się już na ligowym meczu z Ostrovią. Przetarciem przed tą potyczką ma być trening 2 maja, być może z udziałem zawodników z PGE Marmy Rzeszów.
– Pojeździmy około dwóch godzin. I na pewno wieczorem, przy światłach, żeby zawodnicy się do nich przyzwyczaili – zapowiada trener Dzikowski.
Komentarze