Stal Poniatowa przegrała kolejny mecz i znowu zmniejszyła swoje szanse na utrzymanie w IV lidze. W sobotę silniejszy od gospodarzy był Lewart Lubartów, dla którego dwa gole strzelił Borys Kaczmarski. – Ręce opadają – mówi Henryk Kamiński, trener Stali.
MAREK WIECZERZAK
29.04.2012 22:03
W tym sezonie Borys Kaczmarski zdobył dla Lewartu już 14 bramek
(MACIEJ KACZANOWSKI)
– Sam już nie wiem co się z nami dzieje. Znowu zagraliśmy bardzo słabo. Straciliśmy pierwszego gola po błędzie bramkarza, który nie wyszedł do piłki. To nam podcięło skrzydła i nie potrafiliśmy się pozbierać – dodaje.
To trzecie z rzędu zwycięstwo gości. – Mieliśmy sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Sylwek Chęciński i Sebastian Dziosa zmarnowali okazje sam na sam z bramkarzem. Przebił ich jednak Paweł Wieczorek, który nie trafił z metra – złości się Kamiński.
W bramce Lewartu zadebiutował Karol Herda, zastępując Damiana Podleśnego. Ten ostatni wyjechał w ubiegłym tygodniu do Anglii, na testy w Bradford i Southampton. Wróci w sobotę.
– Przez większość meczu kontrolowaliśmy sytuację – mówi Grzegorz Białek, trener Lewartu. – Prowadząc 2:0 mieliśmy jeszcze ze 3-4 klarowne sytuacje. Stal mogła zdobyć w ostatniej minucie honorową bramkę, ale na szczęście Tomek Mitura wybił piłkę po strzale Wieczorka – dodaje.
Lubartowianie mają szansę zakończyć sezon w czołówce. W Poniatowej myślą już tylko o tym żeby utrzymać czternaste miejsce. – Do końca jest jeszcze 9 kolejek, a do zdobycia 27 punktów. Chcemy przynajmniej nie dać się wyprzedzić Unii i Startowi. Jak uda się zająć wyższe miejsce to będzie wielki sukces – uważa Kamiński.
W kolejnym spotkaniu Stal będzie silniejsza, bo do składu wróci już pauzujący za czerwoną kartkę Adam Mróz. Powinni się też pojawić Damian Miazga i Patryk Niezbecki. –Ich brak był ostatnio bardzo widoczny. Niestety, mamy taki skład, że jak wypada nam jeden, czy dwóch doświadczonych zawodników to robi się problem. Młodzież grająca jeszcze pół roku temu w klasie A nie jest jeszcze w stanie ich zastąpić – tłumaczy trener Stali.
Stal Poniatowa – Lewart Lubartów 0:2 (0:1)
Bramki: Kaczmarski (10, 69).
Stal: Ruta – Młyniec, Czajka, Kowalski, Węgorowski, Jackowski, Pikuła (70 Chruściński), K. Wojnicki, Dziosa, Chęciński (46 Wieczorek), Czarnecki.
Lewart: K. Herda – Woźniak (60 Rybak), Mitura, Farotimi, Kłysiak (70 Nogas), Krzyżanowski, Kuzioła, Gutek, Mitaszka (78 J. Bielak), Kaczmarski, Kosmala.
Żółte kartki: Młyniec, K. Wojnicki (S) – Kłysiak (L).
Sędziował: Marek Mirosław (Lublin). Widzów: 200.
Start Krasnystaw nie rezygnuje z walki o utrzymanie w lidze. Wczoraj podopieczni trenera Sławomira Kosiora ograli na swoim boisku Huczwę Tyszowce 3:0, a wszystkie gole strzelił Sebastian Sadowski.
W sumie 21-letni napastnik ma już w tym sezonie na swoim koncie sześć trafień. W odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodziło Startowi nawet to, że przez całą drugą połowę grał w osłabieniu po czerwonej kartce dla Mateusza Banaszkiewicza.
Po końcowym gwizdku sędziego w ekipie Startu zapanowała olbrzymia radość. Dzięki tej wygranej, i jednoczesnej porażce Unii, gospodarze opuścili ostatnie miejsce w tabeli.
– Od początku mieliśmy przewagę i zasłużenie wygraliśmy – mówi Maciej Smolira, kierownik Startu. – Będziemy walczyć do końca i grać dla kibiców. Ci co nie byli na meczu ze Startem niech żałują, bo było co oglądać.
Start Krasnystaw – Huczwa Tyszowce 3:0 (1:0)
Bramki: S. Sadowski (13, 58, 70).
Start: Szpak – Banaszkiewicz, Rachwał, Basiński (90 Liszka), Nowakowski (70 Bielak), Szostak (80 Łuczyn), Witkowski, Chariasz, Błaszczak, Maśluch, S. Sadowski (70 Szponar).
Huczwa: Tomczyszyn – Skórzyński (78 Kaniewski) Anioł, Orzechowski, Gałan (46 Mac), Maliszewski (65 Paszkiewicz), Mruk, Sioma (46 Karwacki), Chałasa, Cieślik, Iwanicki.
Żółte kartki: Banaszkiewicz, Nowakowski (S) – Karwacki (H). Czerwona kartka: Banaszkiewicz (Start, 46 min, za drugą żółtą). Sędziował: Sławomir Olucha (Lublin). Widzów: 200.
Komentarze