Tomasz Jasik zrezygnował z roli trenera Stali Kraśnik (JACEK ŚWIERCZYŃSKI)
Wydawało się, że piłkarze Stali Kraśnik po wyjazdowym zwycięstwie nad Chełmianką pójdą za ciosem i wreszcie zdobędą komplet punktów przed własną publicznością. Niestety, podopieczni trenera Tomasza Jasika przegrali w niedzielę, w fatalnym stylu 1:3 ze Stalą Mielec. Po spotkaniu swoją dymisję złożył szkoleniowiec „niebiesko-żółtych”.
• Pana rezygnacja z roli trenera wynika z fatalnej sytuacji organizacyjnej i finansowej klubu?
– Zdecydowanie tak. Po prostu nie widzę dalszego sensu, żeby się angażować w to wszystko. Szkoda, bo myślałem, że inaczej potoczy się moja praca w Stali. Niestety, w takich warunkach po prostu nie da się trenować. Ten niedzielny mecz z zespołem z Mielca to już było apogeum wszystkiego. Jeżeli przy 30 stopniowym upale nie ma nawet wody dla zawodników to naprawdę jest już totalna przesada. Zresztą ja nie jestem odpowiedzialny za to, co stało się w Kraśniku, a sporo osób kojarzy mnie właśnie z tą fatalną sytuacją. Ciężko jednak grać i wygrywać, kiedy od kilku dobrych miesięcy nie ma wypłat. A skoro nie ma pieniędzy to nie ma też na dojazdy dla piłkarzy i w ten sposób byliśmy w stanie zorganizować ledwie dwa, czy trzy treningi w tygodniu. Na tym poziomie to naprawdę zdecydowanie za mało.
• W niedzielę przegraliście jednak bardzo pechowo…
– To prawda. Dwie bramki straciliśmy praktycznie po wrzutach z autu. Przy pierwszej Joao Carlos wybił piłkę przed siebie i dobiegł do niej jeden z rywali. Jego strzał Karol Kurzępa też powinien obronić, ale puścił piłkę pod pachą. Przy drugiej bramce wszystko także zaczęło się od autu przeciwników, później dwóch naszych obrońców minęło się z piłką i było 0:2. W kolejnych fragmentach mieliśmy niby jakieś sytuacje, Joao Carlos uderzył nawet w słupek, ale to mielczanie trafili po raz trzeci. I był to kolejny gol kuriozum, bo oddaliśmy futbolówkę rywalom, a Karol znowu miał ją na rękach, ale i tak wpadła do siatki.
• W samej końcówce pana piłkarze pokłócili się jeszcze o to, kto ma wykonywać rzut karny.
– To wszystko wynikało z nieporozumienia. Do jedenastki wyznaczony był Tomasz Ryczek, ale piłkę wziął już w ręce Joao Carlos. A że jest Brazylijczykiem to ciężko było mu wszystko wytłumaczyć. W takiej sytuacji, jakiej jest ten klub kłótnie to jednak nic dziwnego. Jeżeli jeden gracz nie dostaje wypłaty od pięciu miesięcy, a inny od trzech, to zawsze będą jakieś nieporozumienia i ja to doskonale rozumiem.
• Co będzie dalej ze Stalą, kto będzie nowym trenerem?
– Ciężko powiedzieć i naprawdę nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży, że klub przetrwa i że chłopaki normalnie pojadą na najbliższy mecz do Świdnika. Najgorzej, że w klubie nie ma po prostu obecnie osoby, która miałaby podjąć jakieś kluczowe decyzje.
• Czym pan się teraz zajmie?
– Muszę od tego wszystkiego odpocząć. Pracuję z młodzieżą w Opolu Lubelskim i mam zamiar poświęcić temu dużo więcej czasu niż ostatnio.
Komentarze