Karolina Michalczuk (w środku) w poniedziałek wylatuje do Chin
(MACIEJ KACZANOWSKI)
W poniedziałek Karolina Michalczuk wyleciała do Chin, gdzie 9 maja rozpoczną się mistrzostwa świata. Bokserka Paco Lublin będzie w Qinhuangdao walczyć o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Uzyskają ją tylko zawodniczki, które w Azji dotrą co najmniej do ćwierćfinałów.
• W jakiej formie jest pani na kilka dni przed mistrzostwami świata w Chinach?
– Formę zweryfikuje ring. Mogę mówić, że czuję się świetnie, ale muszę pokazać to w pojedynkach z rywalkami. Z pewnością jestem bardzo zadowolona z przygotowań do tej imprezy. Dużo pracowałam nad szybkością i czasem reakcji. To jest najważniejsze w mojej kategorii wagowej.
• Nie obawia się pani problemów z aklimatyzacją?
– Nie, ponieważ lecimy tam ponad tydzień wcześniej. Do tego czasu mój organizm powinien przyzwyczaić się zarówno do innego klimatu, jak i do zupełnie odległej strefy czasowej.
• Ile walk będzie trzeba wygrać, aby zakwalifikować się do Igrzysk Olimpijskich?
– Zanosi się, że w Chinach wystartuje około sześćdziesięciu zawodniczek, więc do uzyskania kwalifikacji do Londynu potrzebne będą trzy zwycięstwa. W Qinhuangdao pojawią się wszystkie najgroźniejsze bokserki. Należy uważać na Hinduski, Chinki czy Rosjanki. Groźna może być Sarah Ourahmone z Francji. Nie wiadomo w jakiej formie przyjadą Kubanki. Ostatnio słyszałam, że przygotowały bardzo dobrą formę.
• Jaki jest pani cel na zawody w Chinach?
– Kwalifikacja do igrzysk.
• I mówi to trzykrotna medalistka mistrzostw świata. To brzmi bardzo asekuracyjnie.
– Wolę dmuchać na zimne, niż buńczucznie wypowiadać się dla prasy. Proszę mi uwierzyć, ale o wywalczenie awansu na igrzyska będzie bardzo trudno. Każdy przypisuje mi medal. Ja wolę tak nie mówić, bo jak mi się nie uda, to wtedy mnie zjecie w gazetach.
• Ale Chiny wspomina pani bardzo dobrze...
– Rzeczywiście, bo w 2008 r. zdobyłam w Ningboo mistrzostwo świata. Wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia.
Komentarze