Powoli kibice Orląt muszą chyba zacząć odkładać marzenia o awansie do II ligi na przyszły sezon. W sobotę podopieczni trenera Zbigniewa Grzesiaka zremisowali z Unią Nowa Sarzyna 1:1 i był to już trzeci mecz z rzędu bez kompletu punktów.
Krzysztof Stężała (z piłką) miał w Nowej Sarzynie sporo pracy i raz musiał wyciągać piłkę z siatki
Po dwóch starciach z mocnymi drużynami (Siarką i Izolatorem) piłkarze z Radzynia Podlaskiego tym razem zmierzyli się, co prawda z niżej notowanym przeciwnikiem, ale goście stawili się w Nowej Sarzynie aż bez sześciu podstawowych zawodników.
Kontuzje z gry wykluczyły: Erwina Nowika i Konrada Króla. Z kolei ze względu na nadmiar żółtych kartek pauzować musieli: Rafał Borysiuk, Krystian Wójcik i Robert Kazubski. Na dodatek nie zagrał również Andrzej Danielak.
– Ciężko gra się praktycznie bez połowy drużyny. Nie mieliśmy zbyt wielkiego pola manewru, ale w tych okolicznościach i upalnej pogodzie uważam, że remis z Unią jest sprawiedliwym wynikiem – powiedział po zawodach trener Zbigniew Grzesiak.
Od pierwszego gwizdka bardziej aktywni byli gospodarze, ale pierwszą naprawdę klarowną okazję mieli „biało-zieloni”. Po stałym fragmencie gry piłka spadła idealnie na głowę Dariusza Ptaszyńskiego, ale ten minimalnie przestrzelił. W 28 minucie Unia nie zmarnowała swojej sytuacji. Michał Mistrzyk wystawił piłkę Pawłowi Wtorkowi, a ten dopełnił jedynie formalności uderzeniem z bliskiej odległości. Do gwizdka kończącego pierwszą odsłonę goli i groźnych okazji już nie było.
Po przerwie do natarcia ruszyły Orlęta. Wielkiego pecha przyjezdni mieli zwłaszcza w 52 minucie zawodów. Najpierw po strzale Marka Piotrowicza piłka trafiła w jeden słupek, drugi i po chwili wyszła w pole. Do piłki, zbyt krótko wybitej przez gospodarzy dopadł jeszcze Michalczuk, ale on trafił akurat w… poprzeczkę.
Radzynianie ciągle jednak naciskali i wreszcie w 72 min dopięli swego. Michalczuk wykorzystał dośrodkowanie Piotra Zmorzyńskiego i strzałem głową wyrównał stan meczu. Dopiero w doliczonym czasie gry mocniej zabiły serca sympatyków obu drużyn. Po błędzie Stężały dwustuprocentową szansę miał Piotr Micewisz, jednak nie trafił do pustej bramki.
– W końcówce za bardzo się odkryliśmy i mogliśmy za to zapłacić startą drugiego gola. Ogólnie jestem jednak zadowolony z postawy chłopaków, dobrze zaprezentowali się też nasi juniorzy, którzy dostali szansę. Zabrakło nam też trochę szczęścia, szczególnie przy sytuacji Marka Piotrowicza – dodaje trener Orląt.
Unia Nowa Sarzyna – Orlęta Radzyń Podlaski 1:1 (1:0)
Bramki: Wtorek (28) – Michalczuk (72).
Unia: Zastawny – Winiarski, Łuczak, Oślizło, Lebioda, Pydych, Stręciwilk (69 Micewicz), Telka, Błajda (80 Bąba), Mistrzyk, Wtorek.
Orlęta: Stężała – Wróblewski, Ptaszyński, Zarzecki, Kuśmirek, Struk, Leszkiewicz (85 Struski), Pliszka, Piotrowicz, Puła (60 Zmorzyński), Michalczuk.
Żółte kartki: Łuczak, Winiarski, Pydych, Zastawny (Unia) – Michalczuk, Leszkiewicz, Zarzeczki, Kuśmirek (Orlęta).
Sędziował: Andrzej Zwierzchowski (Rzeszów). Widzów: 200.
Komentarze