Środowisko żużlowe pogrążyło się w żałobie po śmierci angielskiego zawodnika Lee Richardsona. W niedzielę, podczas meczu ekstraligi pomiędzy Betardem Spartą Wrocław i PGE Marmą Rzeszów, żużlowiec uległ ciężkiemu wypadkowi.
Marek Wieczerzak
14.05.2012 14:59
Lee Richardson jeździł w TŻ Lublin w 2003 roku (Archiwum)
– Wyjeżdżając na co dzień na tor nikt z nas nie myśli, że może zginąć. Ale po takich wydarzeniach jak to, na pewno takie myśli się nasuwają. Ale to nasz zawód. Ryzyko jest w niego wpisane – podkreśla Jeleniewski.
W niedzielę lubelska drużyna zmierzy się u siebie z Lokomotivem Daugavpils. Czy podczas meczu uczci pamięć swojego byłego zawodnika? – Na pewno będzie minuta ciszy przed rozpoczęciem spotkania – zapowiada Jacek Ziółkowski, kierownik LW KMŻ. – Rozmawiałem też wstępnie z ks. Janem Kiełbasą na ten temat i mamy się zastanowić, co jeszcze można zrobić. Za wcześnie na szczegóły, bo dopiero wróciliśmy z Łotwy.
Komentarze