W przypadku lubelskich żużlowców powiedzenie, że do trzech razy sztuka zupełnie się nie sprawdziło. W trzecim meczu tego sezonu KMŻ znów nie zdołał wygrać. Sytuacja lublinian staje się powoli nie do pozazdroszczenia, bo z zerowym dorobkiem punktowym zajmują ostatnie miejsce w tabeli I ligi.
MAREK WIECZERZAK
15.05.2012 14:14
Stara banda została tak pocięta, że jej naprawa nie jest łatwa. W efekcie niedzielny mecz z Lokomoti
Trener Lubelskiego Węgla KMŻ zapowiadał, że jego zespół nie jedzie do Daugavpils na wycieczkę. Ale po tym co zaprezentował na łotewskim torze może odnieść wrażenie, że zawodnikom „Koziołków” chodziło wyłącznie o turystykę.
– Rzeczywiście, znowu nie wszyscy byli w dobrej dyspozycji – przyznaje Daniel Jeleniewski, który sam zdobył tylko dwa punkty i bonus.
– Tor w Daugavpils jest bardzo trudny i nie mogłem się do niego dopasować. Do tego doszły problemy ze sprzętem oraz ze zdrowiem. Na czwartkowym treningu w Rzeszowie zwichnąłem kostkę. Przeciwko Lokomotivovi pojechałem na własną odpowiedzialność, ale jak widać, nie był to dobry pomysł.
Na Łotwie nie zawiódł jedynie Robert Miśkowiak. Walkę podjęli też Dawid Stachyra i Paweł Miesiąc. Reszta wypadła poniżej oczekiwań. W tym również Cameron Woodward. Australijczyk dostał szansę jazdy za Madsa Korneliussena. Spisał się podobnie jak Duńczyk w dwóch poprzednich meczach, czyli przeciętnie.
Już w niedzielę Koziołki będą miały okazję do rewanżu i pierwszego zwycięstwa lidze. – To, że jak na razie wszystkie trzy mecze mieliśmy na wyjeździe nie ułatwiało nam zadania. Ale wierzę, że u siebie nadrobimy te straty. W tej lidze o dwa punkty na obcym torze jest bardzo ciężko.
Dopiero w ostatniej kolejce zdobył je Start Gniezno. Wcześniej wszystko wygrywali gospodarze, a raz był remis – zauważa Jeleniewski.
Niestety, lubelscy kibice znowu mogą się poczuć zawiedzeni. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że zaplanowany na niedzielę mecz nie dojdzie do skutku. Powód? Klub nie ma dmuchanej bandy, która jest potrzebna do tego żeby sędzia pozwolił wyjechać zawodnikom na tor.
Banda została zniszczona przez chuliganów w nocy z 5 na 6 maja. Na mecz z Ostrovią udało się ją w trybie awaryjnym ściągnąć z Krosna. Ale nie rozwiązało to problemów działaczy lubelskiego klubu. – Firma, która wykonuje bandy przekazała nam informację, że może dostarczyć nową w terminie do końca czerwca – mówi Jacek Ziółkowski, kierownik LW KMŻ.
– Stara została tak pocięta, że jej naprawa nie jest łatwa. Na chwilę obecną nie ma mowy żeby byłą gotowa na niedzielę. Z wypożyczeniem jej od innego klubu też jest problem, bo ktoś musi wówczas zrezygnować z treningów i meczu – dodaje Ziółkowski.
Od dwóch dni w klubie z Al. Zygmuntowskich trwają gorączkowe próby wyjścia z tej kłopotliwej sytuacji. – Jestem w stałym kontakcie z MOSiR-em i zobaczymy, czy uda się coś zrobić w tej sprawie – tłumaczy kierownik lubelskiej drużyny.
Komentarze