Karetka zabrała pijanego kierowcę z wypadku. Jechał z bronią. Prokurator go wypuścił
Sławomir S., ochroniarz podejrzany o spowodowanie śmiertelnego wypadku po pijanemu, został w piątek zwolniony do domu. Prokuratura kazała mu wpłacić 5 tys. zł poręczenia majątkowego.
- 13.07.2012 15:19

W środę wieczorem mężczyzna przejeżdżał służbowym autem przez miejscowość Jabłonna. Był w pracy, służbę rozpoczął dwie godziny wcześniej. Skręcał w lewo na stację paliw. Wówczas zderzył się z nadjeżdżającym z przeciwka motocyklistą. Siła uderzenia wyrzuciła motocyklistę na kilkanaście metrów. 34-latek był reanimowany. Nie udało się go uratować.
Sławomir S. odniósł lekkie obrażenia. Karetka zabrała go do szpitala. Po zbadaniu alkomatem okazało się, że miał 1,7 promila alkoholu w organizmie.
W piątek, na przesłuchaniu ochroniarz usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku po alkoholu i jazdy po pijanemu. - Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, nie pamiętał jak doszło do wypadku – mówi Sylwester Woźniak, prokurator rejonowy w Świdniku.
Prokuratura nie zdecydowała się na wystąpienie do sądu z wnioskiem o aresztowanie mężczyzny. - Przyznał się, nie ma obawy matactwa – uzasadnia prokurator Woźniak. – Nie było konieczności, żeby stosować wobec niego środka o charakterze izolacyjnym.
Ochroniarz potwierdził podaną wcześniej przez nas informację, że miał przy sobie broń ostrą. Pojechał z nią do szpitala karetką pogotowia, bo policjanci nie zabezpieczyli jej na miejscu wypadku. Prokuratura zapowiada, że będzie wyjaśniać dlaczego do tego doszło. Dopiero w szpitalu broń przejęli pracownicy firmy ochroniarskiej, w której pracuje mężczyzna.
Reklama













Komentarze