Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W areszcie zamknęli niepełnosprawną kobietę. Bo sąd nie wiedział o chorobie

Pięć dni w areszcie spędziła schorowana, poruszająca się na wózku 43-letnia podopieczna Domu Pomocy Społecznej dla Osób Niepełnosprawnych Fizycznie w Lublinie. Poszło o 1000 zł grzywny. Sędziowie nie mają sobie jednak nic do zarzucenia: „Nic nie mogliśmy w tej sprawie zrobić”.
W areszcie zamknęli niepełnosprawną kobietę. Bo sąd nie wiedział o chorobie

Cała historia zaczyna się w 2005 r., kiedy pani Monika pożyczyła 2600 zł ze SKOK im. M. Kopernika. Pożyczki nie spłacała. – Bo nie ja ją zaciągnęłam. Zginął mi wtedy dowód. Ktoś się pode mnie podszył i narobił mi dużo kłopotów – tłumaczy dziś kobieta.

To, czy tak rzeczywiście było, nigdy nie zostało jednak oficjalnie stwierdzone. 43-latka jest osobą bardzo chorą. Przeszła m.in. sześć operacji kolan i bioder. Cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów i toczeń. Ma stwardnienie rozsiane. Jest dializowana. Dlatego sprawy w jej imieniu załatwiał mąż, z którym rozstała się półtora roku temu.

– On mi nic nie mówił o żadnym sądzie, długach i komorniku – zapewnia kobieta, która od roku mieszka w lubelskim DPS. – Nie wiedziałam, że sąd skazał mnie za oszustwa finansowe.

Więzienie w zawieszeniu

W 2007 roku za wyłudzenie pożyczki Sąd Rejonowy Lublin-Zachód skazał kobietę na 9 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 1000 zł grzywny. Gdy pieniądze nie zostały wpłacone, sprawą zajął się komornik, który jednak umorzył postępowanie, bo nie mógł wyegzekwować gotówki od kobiety utrzymującej się z niskiej renty. W 2013 r. sąd zamienił więc karę grzywny na 25 dni pozbawienia wolności. Panią Monikę do aresztu mieli doprowadzić policjanci, bo nie zgłosiła się do niego sama. Gdy jednak mundurowi zobaczyli, w jakim stanie jest kobieta, kazali jej mężowi złożyć do sądu wniosek o odroczenie kary pozbawienia wolności. Mąż takie pismo napisał, a w październiku 2013 roku sąd odroczył wykonanie kary na rok.

„Podejmując rozstrzygnięcie sąd miał na względzie to, że pozbawienie wolności sprowadziłoby zbyt ciężkie skutki, bo jej (skazanej – red.) prawidłowe funkcjonowanie w warunkach izolacji penitencjarnej byłoby znacznie utrudnione” – czytamy w uzasadnieniu. Mimo to w maju tego roku policja znowu otrzymała od sądu nakaz doprowadzenie kobiety do aresztu śledczego, gdzie miała odbyć wyrok. Dlaczego?

– Bo od czasu odroczenia kary do sądu nie wpłynęła żadna informacja dotycząca stanu zdrowia skazanej ani od niej samej, ani od policji, ani od DPS. Nikt nie wystąpił z wnioskiem o ponowne odroczenie odbywania kary ze względu na brak poprawy zdrowia. Nie wnioskowano też o rozłożenia grzywny na raty, czy jej umorzenie – mówi Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.

Było mi wstyd

Koniec końców pani Monika do aresztu trafiła 2 lipca. – Kiedy policja przyszła mnie zabrać do więzienia, nie docierało to do mnie. Było mi wstyd przed dyrekcją. Płakałam i nie wiedziałam, co zrobić – mówi Dziennikowi 43-latka.

– Bez względu na stan zdrowia musieliśmy ją przyjąć, bo 1 lipca zmieniło się prawo – przyznaje mjr Andrzej Fereniec, oficer prasowy Aresztu Śledczego w Lublinie. – Wcześniej, posiłkując się opinią lekarza o zagrożeniu zdrowia, można było takiego skazanego zwolnić. Teraz takiej możliwości już nie mamy. Osadziliśmy chorą w celi przy samym ambulatorium. Razem z nią zamieszkały dwie osadzone, które na co dzień pracują w innym DPS, tak żeby mogły się nią dobrze zaopiekować. Woziliśmy ją też na dializy.

Pani Maria opuściła Areszt Śledczy we wtorek, po odsiedzeniu pięciu dni. Wypuszczono ją dopiero po wpłaceniu grzywny 800 zł.

– To aresztowanie było pomyłką wymiaru sprawiedliwości. Areszt to nie miejsce dla tak chorej kobiety – podkreśla Piotr Góźdź z DPS, w którym przebywa pani Monika. – Nasza podopieczna ma kilka spraw dotyczących długów sprzed lat. Kiedy otrzymuje wezwania do zapłaty, próbujemy w jej imieniu rozwiązać problem. Niestety o tej sprawie, która doprowadziła do jej aresztowania, nic wcześniej nie wiedzieliśmy. Sama też o niej nic nie wiedziała.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama