Poprzedni sezon, pierwszy po powrocie do ekstraklasy, był dla Górnika bardzo ciężki. Łęcznianie do ostatniej kolejki musieli walczyć o utrzymanie. Ostatecznie dzięki ambicji i zaangażowaniu uplasowali się tuż nad strefą spadkową, spychając do niższej ligi Zawiszę Bydgoszcz oraz GKS Bełchatów.
- Stres był duży, ale najważniejsze, że do końca wszystko zależało od nas. Potrafiliśmy zebrać się do kupy i utrzymać ligę. Po ostatnim meczu zeszło z nas ciśnienie - zdradził Sergiusz Prusak, który jako jeden z niewielu piłkarzy nie narzekał na krótką przerwę między rozgrywkami. - Dwa tygodnie to wcale nie tak mało. Szczerze mówiąc, dla mnie ten urlop był nawet za długi, stęskniłem się za piłką i kolegami. Tak naprawdę to w tym roku nie było jeszcze czym poważnie się zmęczyć, bo po długiej zimowej przerwie zagraliśmy ledwie po kilkanaście spotkań.
Rewolucja kadrowa
W Łęcznej wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że drugi sezon często bywa dla beniaminka najtrudniejszy. Dlatego latem zadbano o odpowiednie wzmocnienia. Górnik pozyskał aż ośmiu zawodników, głównie młodych i obiecujących Polaków, wyróżniających się w pierwszej lidze i biedniejszych klubach ekstraklasy.
Wzmocnień nie ma jedynie na bramce, bo tutaj trenerzy Jurij Szatałow i Arkadiusz Onyszko mają nawet kłopot bogactwa. Pewniakiem jest Sergiusz Prusak, a w odwodzie zostają Silvio Rodić oraz Paweł Socha. Ten pierwszy, sprowadzony przed rokiem, kosztował spore jak na możliwości Górnika pieniądze, ale nie zdołał wywalczyć miejsca w wyjściowej jedenastce. Latem był bliski odejścia na Cypr, ale ostatecznie z transferu nic nie wyszło i wrócił do Łęcznej. Z kolei Socha za każdym razem gdy dostawał szansę występu, nie zawodził.
Brazylijczyk za Słowaka
Tak komfortowej sytuacji nie było do tej pory na pozostałych pozycjach. Na szczęście wiele się zmieniło. Tak naprawdę jedyną poważną stratą jest odejście Patrika Mraza do Piasta Gliwice. Słowak nie dogadał się co do przedłużenia kontraktu i wybrał przeprowadzkę na Śląsk. W jego miejsce do Łęcznej ściągnięto doświadczonego Brazylijczyka Leandro, który poprzedni sezon spędził w Koronie Kielce. W barwach tego zespołu wystąpił w 23 meczach ligowych, w których strzelił jednego gola. A wcześniej regularnie grał w znacznie mocniejszej ukraińskiej Premier Lidze, gdzie dla Wołynia Łuck, Tawriji Sewastopol i Howerli Użgorod rozegrał w sumie 74 spotkania.
Pole manewru na boku obrony powinien zwiększyć także Adrian Basta. Były zawodnik GKS Bełchatów może występować zarówno na prawej, jak i na lewej stronie defensywy. Wydaje się, że jest zawodnikiem od razu do pierwszego składu, ale trafił do Górnika zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem nowego sezonu i nie zdążył zagrać w żadnym sparingu. Jeśli miałby wygryźć kogoś ze składu to chyba jednak raczej Leandro niż mającego pewną pozycję na prawej stronie defensywy Łukasza Mierzejewskiego. A w odwodzie pozostaje jeszcze solidny Paweł Sasin.
Nadzieja z Lecha
Na środku obrony sezon rozpocznie prawdopodobnie duet Tomislav Bozić – Maciej Szmatiuk, ale Szatałow ma do dyspozycji także wszechstronnego Lukasa Bielaka i młodego Jana Bednarka. 19-letni kapitan młodzieżowej reprezentacji Polski to jedna z nadziei Lecha Poznań. Póki co do wyjściowej jedenastki Kolejorza było mu jednak za daleko, więc został wypożyczony do Łęcznej. Utalentowany stoper z pewnością zasługuje na regularną grę w ekstraklasie, ale ciężko wyobrazić sobie, żeby rosyjski trener, dotychczas stroniący raczej od stawiania na juniorów, szybko przekonał się do nastolatka na tak newralgicznej pozycji.
W środku pola jest miejsce dla najbardziej zaufanych żołnierzy. Sezon w wyjściowej jedenastce powinni rozpocząć kapitan zespołu Veljko Nikitović oraz Tomasz Nowak. W razie czego gotowi do gry są Bielak, który i na tej pozycji daje radę oraz Radosław Pruchnik. Ten niedoceniany pomocnik w minionym sezonie udowodnił, że ekstraklasa to nie są dla niego zbyt wysokie progi i znakomicie sprawdza się jako specjalista od czarnej roboty. W razie czego śmiało może zastąpić Nikitovicia.
Pole manewru prawdopodobnie poszerzy też Łukasz Tymiński z Jagiellonii Białystok. 24-latek nie był pierwszym wyborem Michała Probierza, ale i tak zdołał rozegrać w minionym sezonie 20 spotkań i strzelić dwie bramki. To bardzo waleczny zawodnik, radzący sobie zarówno na pozycji numer 6, jak i na 8, gdzie wymagana jest nie tylko efektywna gra w destrukcji, ale i zmysł do rozegrania piłki.
Gwiazdor zostaje na dłużej
Lewe skrzydło zarezerwowane jest dla Fedora Cernycha. Litwin, którym poważnie interesowały się Jagiellonia, Lechia Gdańsk oraz kluby zagraniczne, przynajmniej na razie zostaje w Łęcznej. Zmienić to może tylko lukratywna oferta dla klubu i zawodnika. Na razie nie zanosi się jednak na to, żeby ktoś miał wyłożyć na stół przynajmniej pół miliona euro.
- W ogóle nie przejmuje się tym całym zamieszaniem. To rola moich menedżerów. Ja jestem zawodnikiem Górnika i na tym się koncentruję. Chcę jak najlepiej przygotować się do nowego sezonu i znów strzelić kilka bramek dla Łęcznej - deklaruje Cernych.
W tej sytuacji działacze Górnika powinni spróbować jak najszybciej przedłużyć kontrakt ze swoim gwiazdorem, bo w przeciwnym razie, już niedługo może odejść za darmo. Jako następcę Miroslava Bożoka, który odszedł do pierwszoligowej Arki Gdynia, sprowadzono Przemysława Pitrego. I to właśnie ten doświadczony, 33-letni zawodnik ma być alternatywą dla Cernycha.
Kilka tygodni
Numer jeden na prawej stronie (a może i w całym zespole?) to oczywiście Grzegorz Bonin. Problem w tym, że najskuteczniejszy zawodnik zielono-czarnych z poprzedniego sezonu wciąż nie jest gotowy do gry po złamaniu obojczyka. Prawdopodobnie będzie do dyspozycji Szatałowa dopiero za kilka tygodni. Do tego czasu na tej pozycji grał będzie Grzegorz Piesio. Jeden z najlepszych zawodników dwóch ostatnich sezonów pierwszej ligi pół roku temu podpisał kontrakt z GKS Bełchatów, ale po spadku tego zespołu, umowa nie weszła w życie, co wykorzystał Górnik.
26-latek to wszechstronny zawodnik. Może grać na obu skrzydłach, ale jak sam przyznaje, najlepiej radzi sobie za plecami napastnika. - Moja ulubiona pozycja to dziesiątka, mam wtedy największy wpływ na grę zespołu i dobrze się z tym czuję, ale to trener decyduje. Jak będzie trzeba to zagram i w obronie - zapewnia piłkarz.
Niewykluczone, że gdy do pełni zdrowia wróci Bonin, Piesio zostanie przesunięty tam, gdzie najbardziej lubi grać. Na razie na dziesiątce występować będzie jednak inny nowy nabytek: Kamil Poźniak, który trafił do Górnika z Bełchatowa.

Młodzi i ambitni
Najwięcej zmian zaszło w ataku. Nie ma już w Łęcznej Shpetima Hasaniego, który nie chciał zostać w klubie na gorszych warunkach finansowych, ale nikt za nieskutecznym Kosowianinem płakać nie będzie. W jego miejsce przyszli młodzi i ambitni Jakub Świerczok i Bartosz Śpiączka. W poprzednim sezonie zawodnicy Zawiszy oraz Podbeskidzia Bielsko-Biała. To oni mają być lekiem na nieskuteczność Górnika.
Latem z zespołu odeszli także: Filip Burkhardt (GKS Katowice), Nikolajs Kozacuks (Olimpia Kowary), Przemysław Kaźmierczak (koniec kontraktu, kontuzja) oraz Sebastian Szałachowski. Pozbyto się niemal w całości zimowego zaciągu: Josu, Filipp Rudik czy Wołodymyr Tanczyk.
Brakuje czasu na zgranie
Szatałow cieszy się szeroką kadrą, składającą się w sumie z 22 gotowych do gry zawodników. Co prawda nie do końca o równych umiejętnościach, ale każdy z nich może wejść do gry z ławki rezerwowych, nie obniżając poziomu zespołu. A w końcu do kolegów dołączą też leczący kontuzje Bartosz Wiązowski i Marcin Kalkowski.
Główny problem Górnika to obecnie brak zgrania. Po takiej rewolucji kadrowej, przydałby się miesiąc czasu na spokojne treningi i rozgrywanie sparingów. Ale czasu nie ma. Pierwszy ligowy mecz zostanie rozegrany już jutro. Dlatego może minąć sporo czasu, nim zielono-czarni zaczną grać na miarę swoich umiejętności. Jedyne pocieszenie, że to nie tylko ich problem, bo przecież terminarz jest jednakowy dla wszystkich i pozostałe zespoły znalazły się w identycznej sytuacji.
- Jestem pewien, że zdążymy na inaugurację i będziemy gotowi na mecz z Ruchem. Wyglądamy coraz lepiej, z każdym kolejnym spotkaniem jesteśmy bardziej zgrani. Wiadomo, że wciąż dochodzą do nas nowi zawodnicy, ale to w większości Polacy, ograni już w ekstraklasie i pierwszej lidze. Nie będą potrzebowali dużo czasu na aklimatyzację - stwierdził Piesio.
Na mecz od złotówki
Klub z Łęcznej przygotował atrakcyjną ofertę dla kibiców. Najmłodsi (do 13 roku życia) będą mogli obejrzeć mecze już za złotówkę. Nowością są również tańsze bilety dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny. Wielodzietne rodziny mogą nabyć bilety w promocyjnej cenie 5 zł. Podobnie jak w poprzednich sezonach przygotowana została pula bezpłatnych biletów dla poruszających się na wózku oraz fanów ze znacznym stopniem niepełnosprawności.
Ceny biletów ulgowych wahają się od 7 zł (trybuna B) do 20 zł (trybuna c, sektor 3), a normalnych od 10 do 25 zł. Bilety na mecze z Lechem, Legią Warszawa, Śląskiem Wrocław, Jagiellonią i Wisłą Kraków będą droższe o 10 zł. Cena biletu bez karty kibica oraz w dniu meczu wzrasta o pięć złotych. Trwa także sprzedaż karnetów, które kosztują od 70 do 250 zł za rundę oraz od 126 do 450 zł za sezon. Dzieci do 13 roku życia mogą kupić karnet za 10 zł.
Dla kibiców, którzy skorzystają z przedsprzedaży, klub z Łęcznej przygotował specjalne oferty. Każda osoba, która zakupi karnet otrzyma w prezencie szalik pasiak, a posiadacze karnetów w sezonie 2014/2015 oraz wcześniejszych otrzymają rabat w wysokości 2 procent za każdą rundę kontynuacji.
Ambicje piłkarzy
Cele Górnika nie zmieniają się. Zespół ma utrzymać się w lidze. Ale piłkarze twierdzą, że dla nich to za mało i stać ich na więcej.
- Mówi się, że drugi rok jest dla beniaminka najtrudniejszy, ale ja sądzę inaczej. Pierwszy był ciężki, ten powinien być już łatwiejszy. Po kilku wzmocnieniach powinniśmy bić się o czołową ósemkę. Myślę, że stać nas na to - powiedział Sergiusz Prusak
- Ciężko dyskutować ze starszym kolegą. Ja też uważam, że stać nas na coś więcej niż gra o utrzymanie. Górna połówka jest w naszym zasięgu i chyba cały zespół tak myśli - dodał Piesio.
Wywalczenie miejsca w czołowej ósemce będzie jednak szalenie trudne. Poza zasięgiem będą z pewnością Lech, Legia, Lechia, Śląsk i Jagiellonia. Na papierze mocniejsze składy mają także Wisła, Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin oraz Cracovia Kraków. Górnika czeka raczej rywalizacja z zespołami o podobnym potencjale kadrowym, czyli Piastem Gliwice, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Zagłębiem Lubin, Ruchem Chorzów i Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować stwierdzenie, że ktoś z tej szóstki za rok zostanie zdegradowany do pierwszej ligi. Drugie miejsce spadkowe jest wstępnie zarezerwowane dla Korony, która latem została poważnie osłabiona. Wydaje się, że tylko cud (czytaj: bogaty inwestor) mógłby uchronić ją przed przykrym losem.
Krezusi i biedacy
Niezwykle pasjonująco zapowiada się walka o mistrzostwo Polski. U progu sezonu faworytem numer jeden wydaje się Lech, który odpowiednio wcześnie zadbał o wzmocnienia, zdążył się zgrać i w dwóch pierwszych meczach (w Superpucharze z Legią i kwalifikacjach do Ligi Mistrzów z FK Sarajewo) udowodnił, że jest jeszcze lepszym zespołem niż kilka tygodni temu. Ale z powodu jednego nieudanego spotkania nie można przekreślać szans warszawiaków. Nawet jeśli nie odejdzie Ondrej Duda i nie będzie pieniędzy na kolejne wielkie wzmocnienia, to wydanie blisko 2 mln euro na Michała Pazdana oraz Szwajcara Aleksandara Prijovicia, a także ściągnięcie króla strzelców ligi węgierskiej Nemanji Nikolicsa każe traktować ekipę Henninga Berga poważnie. Tym bardziej, że w klubie pozostało wielu znakomitych piłkarzy, a pod względem finansowym Legia to wciąż numer jeden w kraju.
Klub ze stolicy czwarty rok z rzędu jest liderem rankingu „Piłkarska Liga Finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W raporcie badane są przychody klubów ekstraklasy, które w przypadku stołecznego klubu po raz pierwszy przekroczyły poziom stu milionów zł. Przychody z 2014 roku w wysokości 101,5 mln zł pozwoliły Legii osiągnąć ponad dwa razy lepszy wynik niż następny w zestawieniu Lech.
Łączne przychody wszystkich klubów grających w ekstraklasie wyniosły 375 mln zł i ich wysokość była niemal identyczna jak rok wcześniej, a tymczasem aż 13 z 16 klubów zwiększyło swoje wpływy. Swoistym ewenementem jest Górnik Łęczna, który zanotował największy, wynoszący aż 66 procent wzrost. Jest to oczywiście związane z awansem do ekstraklasy i wpływami od sponsora tytularnego rozgrywek T-Mobile oraz transmitującej rozgrywki stacji NC+. Mimo tak znaczącego powiększenia budżetu zielono-czarni nie mogą równać się z krezusami. Z przychodami na poziomie 11 mln złotych plasują się na 15, przedostatnim miejscu w rankingu, wyprzedzając o 0,8 mln zł Piast Gliwice.
Za darmo
Na szczęście w futbolu liczą się nie tylko pieniądze. I tak, jak Górnik nie stoi wcale na straconej pozycji w walce o utrzymanie, tak wyścig o tytuł nie będzie w tym roku pojedynkiem między Legią a Lechem. Do walki zamierzają na poważnie włączyć się także Lechia i Śląsk, a i Jagiellonia po bardzo udanych poprzednich rozgrywkach i wywalczeniu brązowych medali, ma apetyt na coś więcej. Ze szczególną uwagą należy jednak przyjrzeć się ekipie z Dolnego Śląska, która przeprowadziła wyjątkowo przemyślane transfery. W miejsce Portugalczyka Marco Paixao, który po wygaśnięciu kontraktu przeniósł się do Sparty Praga, pozyskano Jacka Kiełba (Korona Kielce), Adama Kokoszkę (Torpedo Moskwa), Czecha Marcela Gecova (Rapid Bukareszt) i Kamila Bilińskiego (Dynamo Bukareszt). Wszyscy byli w poprzednim sezonie wyróżniającymi się zawodnikami swoich zespołów i wszyscy przyszli do Śląska za darmo! Nic tylko bić brawo zarządowi wrocławskiego klubu.
W ogóle, jeśli chodzi o transfery, możemy mówić o pozytywnej tendencji. Kluby dokonują coraz bardziej przemyślanych ruchów, do ekstraklasy zaczęli trafiać poważni zawodnicy. To reprezentanci swoich krajów, wyróżniający się gracze z mniejszych lig czy młode talenty ze sporym potencjałem. Z pewnością nie bez wpływu został nowy przepis, wchodzący w życie od tego sezonu, na mocy którego w jednym czasie na boisku może występować tylko trzech piłkarzy spoza Unii Europejskiej.
Coraz bezpieczniej
Stadiony ekstraklasy stają się także coraz bezpieczniejszym miejscem, które regularnie zaczynają odwiedzać rodziny z dziećmi. Z roku na rok rośnie frekwencja, a maleje liczba niebezpiecznych incydentów. Według raportu przygotowanego przez dr Dominika Antonowicza z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, w minionym sezonie aż 99,8% z 296 spotkań meczów odbyło się bez poważnych incydentów na stadionach. W porównaniu do poprzednich rozgrywek udało się znacznie obniżyć liczbę najpoważniejszych kibicowskich wybryków, szczególnie tych z udziałem pirotechniki (z 68 do 54).
Sześciokrotnie (z 6 do 1) spadła liczba zajść na trybunach, podczas których doszło do użycia przemocy fizycznej, udało się również o połowę (z 4 do 2) zmniejszyć nieliczne przypadki zachowań o jednoznacznie rasistowskim podłożu.
- Sukces polskiego modelu zabezpieczenia meczów Ekstraklasy powinien stać się ważnym punktem odniesienia dla europejskiej i globalnej dyskusji na temat bezpieczeństwa stadionowego - powiedział prof. Clifford Stott, czołowy brytyjski














Komentarze