Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
NASZ CYKL: DZIEWCZYNY Z KALINY, CHŁOPAKI Z KROCHMALNEJ

Dziesiąta pełna zieleni i kontrastów

Na Dziesiątej zamieszkałam w latach 60.ubiegłego wieku. To były przedmieścia Lublina. Ciche, spokojne, bardzo zielone. O tym, że to miasto, przypominała ulica Kunickiego. To był łącznik ze śródmieściem, które wydawało się być bardzo daleko – opowiada pani Elżbieta.
Dziesiąta pełna zieleni i kontrastów

Autor: LWKZ

Zamieszkałam z mamą w małym, murowanym domu na długiej i wąskiej działce przy ulicy Mikołaja Reja. Dom tonął w zieleni: owocowe drzewa, mirabelki, maliny, porzeczki i bez, który rósł wzdłuż ogrodzenia i rozkwitał w maju. Oszałamiający zapach bzu rozchodził się po całej ulicy Reja i dochodzącej do niej ulicy Kochanowskiego. Było jak w ogrodzie botanicznym: świeżo, kolorowo, pachnąco. 

Kąpiele w Czerniejówce

Nasza ulica prowadziła nad rzekę. Mniej więcej od połowy była już gruntową drogą, bardziej wiejską niż miejską, która w naturalny sposób przechodziła w łąkę. To był wielki atut tego miejsca. Można było wyjść z domu w kostiumie kąpielowym i za pięć minut opalać się w wysokiej trawie i kąpać w rzece. Czerniejówka nie była głęboka. Woda sięgała po kolona, może trochę wyżej. Nie było silnego nurtu, nierównego dna. Kąpiel była tu bezpieczna i korzystaliśmy z niej do woli. 

Drewniane wille jak z bajki

Na naszej ulicy najwięcej było powojennych, murowanych domów. Od niewielkich, parterowych, takich jak nasz, po duże, piętrowe, okazałe. Ale prawdziwe perełki można było spotkać na okolicznych uliczkach. Tuż obok, na Kochanowskiego, wznosiła się stylowa, drewniana willa otoczona starymi drzewami. Ta willa wyróżniała się swoją formą, wielkością, zdobieniami. Zawsze zastanawiałam się, ile ma pokoi, ile zakamarków i co kryje poddasze z przeszkolonymi facjatkami. 

Takich imponujących, starych willi powstałych w okresie międzywojennym było na Dziesiątej więcej. To były perełki architektoniczne. Pojawiąjące się pomiędzy murowanymi „klockami” robiły wręcz bajkowe wrażenie. Wyraźnie kontrastowały z PRL-owską szarością i bylejakością, były zadbane, otoczone kwiatami i wypielęgnowanymi krzewami. To dzięki takim willom Dziesiąta zawdzięcza swoją opinię jako dzielnicy eleganckiej i zamieszkałej przez bogatszych mieszkańców. 

Domy stylizowane na dworki

Prawda była nieco inna. Na Dziesiątej mieszkali i bogaci i biedni. To była dzielnica kontrastów i taka pozostała do dzisiaj. Bliżej ulicy Kunickiego dominowały skromne domy gęsto usiane na małych działkach. Przy Świętochowskiego, Zabłockiego czy Słowackiego sporo było drewnianych domów z ogródkami. A na Reymonta, Morsztynów, Nadrzecznej czy Orzechowskiego powstała kolonia domów dla urzędników i pracowników bankowych. To były domy stylizowane na XVIII-wieczne dworki i wyróżniały się. Tym bardziej, że były zbudowane na większych działkach i zatopione w zieleni. Są uliczki, które do dzisiaj wyglądają jak wyjęte z innej, ładniejszej rzeczywistości. A w tamtych czasach to był prawdziwy luksus, inny, lepszy świat. 

Kolejarska dzielnica

Na Dziesiątej od dawien dawna mieszkali też pracownicy kolei, którzy po prostu mieli blisko do pracy. To było widać rankiem na ulicy Kunickiego, gdy kolejarze szli do pracy. No i nieprzypadkowo na ulicy Kunickiego powstał Dom Kultury Kolejarza, który zresztą był fantastyczną kulturalną miejscówką dla wszystkich lublinian. 

Na Dziesiątej mieszkało też sporo rodzin związanych z oświatą i wojskiem. To były rodziny wielopokoleniowe, ale też wraz z rozwojem dzielnicy powstawały nowe osiedla jak np. osiedle Kruczkowskiego z blokami z wielkiej płyty. 

Pętla na Mickiewicza

Ale ulice Reja i Kochowskiego, które były mi najbliższe, znajdowały się nieco dalej od przemysłowego zgiełku. Mogę powiedzieć, że mieliśmy tu sielsko-anielsko, wręcz nudno. Cisza, spokój, łąki, rzeka, mnóstwo zieleni. Najbliższy sklep spożywczy znajdował się na rogu Kunickiego i Orzeszkowej. Na rogu Kunickiego i Mickiewicza była pętla autobusowa, które dopiero w późniejszych latach została przeciągnięta do Abramowic. Ale w tamtym czasie do nas dojeżdżały tylko trolejbusy. 

Na końcu ulicy Reja mieszkał ogrodnik, który sprzedawał sadzonki roślin, kwiaty i warzywa. Wiosną i latem schodziła się do niego cała dzielnica. Było wielkie wybieranie najlepszych sadzonek, targowanie się, kupowanie, a potem sadzenie roślin. Tego spokoju, zwyczajnych chwil bez pośpiechu, zieleni, ciszy, powietrza pachnącego pobliską łąką i bzem z naszego ogrodu bardzo mi brakuje. Choć ulica wygląda dziś podobnie jak przed laty to jednak wokół zmieniło się bardzo dużo. 

Kilka słów o dzielnicy Dziesiątej

Dzielnica Dziesiąta zajmuje teren wsi Dziesiąta, utworzonej w XII w., w drodze osiedlania się ludności niewolniczej, tworzącej „dziesiątle”, czyli grupy skupiające po 10 niewolników. Według informacji przekazanej przez Jana Długosza, we wsi mieszkali sokolnicy, czyli ludzie hodujący i tresujący sokoły potrzebne na książęce polowania. Dziesiąta była własnością monarszą do XIV wieku, kiedy to Kazimierz Wielki przekazał ją na uposażenie archidiakonom lubelskim. Znajdował się tu folwark i dwór, będący rezydencją archidiakonów lubelskich, w którym przebywał także Jan Kochanowski. Poeta z Czarnolasu uwiecznił Dziesiątą we fraszce Do doktora Montana, poświęconej ówczesnemu archidiakonowi Jakubowi Montanie. Na przełomie XIX i XX w. w północnej części dzielnicy wybudowano osiedle przemysłowe. Powstały ubogie kamienice skupione wokół ulicy Władysława Kunickiego, będącej główną, ruchliwą arterią dzielnicy, prowadzącą do Biłgoraja i Przemyśla. Wokół kamienic przy Kunickiego i bocznych uliczkach powstała małomiasteczkowa zabudowa, włącznie z wzniesionymi w okresie PRL-u małymi blokami przy ulicach Czeskiej, Spacerowej, Kwiatowej i Wyścigowej. 

W okresie międzywojennym przy ulicy Nowy Świat, prowadzącej od Kunickiego na Wrotków, powstało nowoczesne osiedle kolejarskie, rozbudowane po II wojnie światowej. Na południe od Nowego Światu, na gruntach tzw. obozu południowego, powstały jednostki wojskowe wraz z blokami mieszkalnymi dla garnizonu, zlokalizowanymi na północnym krańcu ulicy Xawerego Dunikowskiego koło bocznicy kolejowej. 

Główna część dzielnicy, na południe od osiedla przemysłowego, została w okresie międzywojennym zaprojektowana jako miasto-ogród, co jednak nie zostało do końca zrealizowane z powodu wybuchu II wojny światowej. Z drugiej strony charakter miasta-ogrodu nadal jest widoczny, przede wszystkim w układzie ulic dzielnicy. Przed wybuchem II wojny światowej w stylu dworkowym powstały najstarsze domki miasta-ogrodu, w których osiedlili się przede wszystkim dawni legioniści i weterani walk o niepodległość. Tuż po wojnie na granicy osiedla przemysłowego i willowego powstało przy ulicy Kunickiego kilka masywnych bloków oraz budynek szkoły. Na tyłach, przy ulicy Franciszka Mireckiego, zostały ulokowane później baraki socjalne. W kolejnych dziesięcioleciach osiedle domków jednorodzinnych rozrastało się od części przedwojennej coraz bardziej na południe, kosztem dawnej wsi Dziesiąta. W latach 1971 – 1975 na zachodnim krańcu dzielnicy Pracownicza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Kolejarz” zbudowała z wielkiej płyty osiedle im. Leona Kruczkowskiego.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama