Prokuratura ponownie umorzyła śledztwo w sprawie Jana Ł., który zmarł po tym, jak trafił do policyjnej izby zatrzymań w Lublinie. Mundurowi uznali go za pijanego, choć przyczyną jego dziwnego zachowania był krwiak mózgu. Mężczyzna zostawił żonę i szóstkę dzieci.
– Jan Ł. został bezprawnie pozbawiony wolności, znalazł się w trybach policyjnego mechanizmu, w którym nie był traktowany jak człowiek – mówi mecenas Grzegorz Gozdór, reprezentujący rodzinę zmarłego.
"Siedzą z śmierdziuchem"
O przedmiotowym traktowaniu mężczyzny przez policjantów mają świadczyć m.in. nagrane wypowiedzi dyżurnego z KMP w Lublinie: „ k.. wa, pie…lą się dwie godziny…ja nie mam patroli…a one.. się tak bawią k..wa… siedzą z tym śmierdziuchem.”
– Gdyby feralnego dnia Jan Ł. nie spotkał na swojej drodze policjantów, jego szanse na przeżycie byłyby duże – dodaje Gozdór.
Pod koniec grudnia 2012 r. mężczyzna wracał z pracy do domu. Było ślisko. 53-latek przewrócił się i uderzył głową w chodnik. Strażnicy miejscy relacjonowali później, że mężczyzna siedział na schodach w mokrym ubraniu i bełkotał. Mundurowi nie wyczuli od mężczyzny alkoholu. Zatrzymali przejeżdżającą karetkę.
Nie badali go alkomatem
Z akt sprawy wynika, że ratownik rzucił okiem na Jana Ł. i doszedł do wniosku, że ten jest pijany. Wezwał więc policję i odjechał. Kiedy na miejsce podjechali policjanci, próbowali przenieść 53-latka do radiowozu. Mężczyzna dostał jednak bardzo silnych drgawek. Mundurowi zawieźli go szpitala, a później do izby zatrzymań w komendzie miejskiej. Jan Ł. spędził w celi ponad 17 godzin.
– Nikt nie badał go alkomatem. Cały czas leżał nieruchomo. Nikt się nim nie zajął – dodaje Gozdór.
Z akt wynika, że dopiero policjant z kolejnej zmiany zainteresował się zatrzymanym. Okazało się, że Jan Ł. ma trudności z oddychaniem. W nosie miał też skrzepy krwi. Mężczyzna trafił do SPSK 4 w Lublinie, gdzie lekarze zdiagnozowali rozległy krwiak mózgu. Mężczyzny nie udało się uratować. Jan Ł. zmarł w sylwestra. Zostawił żonę z sześciorgiem dzieci.
Najpierw umorzyli
Śledztwo w sprawie śmierci 53-latka wszczęła Prokuratura Lublin Północ. Początkowo postępowanie zostało umorzone. Po zaskarżeniu przez pełnomocnika rodziny i nagłośnieniu sprawy w mediach, śledczy ponownie zajęli się sprawą, z identycznym skutkiem. Pod koniec czerwca raz jeszcze umorzyli śledztwo.
– Nie stwierdzono żadnych przewinień ze strony funkcjonariuszy – zapewnia Paweł Kukuryk, zastępca szefa prokuratury Rejonowej Lublin Północ. – Postępowanie było prowadzone wielowątkowo. Powoływaliśmy biegłego z zakresu medycyny sądowej. Nie stwierdzono znamion przestępstwa.
Z decyzją śledczych nie zgadza się rodzina zmarłego. Ich pełnomocnik złożył już zażalenie w tej sprawie, domagając się wznowienia śledztwa. – Człowiekiem, który leży nieruchomo na podłodze celi, należy się zainteresować, przynajmniej sprawdzić, czy w jego drogach oddechowych nie zbiera się krew – mówi Gozdór. – Prokuratura była w tym postępowaniu niejako „sędzią we własnej sprawie” – na co dzień współpracuje z jednostką policji odpowiedzialną za śmierć Jana Ł.
Chcą 1 mln zł
Zdaniem śledczych, zarzuty kierowane przez pełnomocnika rodziny to jedynie „polemika”.
– Liczymy się też z tym, że w każdej tego typu sprawie mogą się pojawić zarzuty o stronniczość – dodaje prokurator Kukuryk. – Nie było jednak podstaw do przeniesienia sprawy.
Jeszcze dziś prokuratura ma skierować do sądu odpowiedź na zażalenie. Pełnomocnik rodziny zmarłego zapowiada, że niezależnie od losów śledztwa, bliscy Jana Ł. wystąpią z pozwem cywilnym przeciwko policji. Będą się domagać około 1 mln zł.

















Komentarze