O Antonim W. pisaliśmy w Dzienniku kilkukrotnie. Ten 59-letni lekarz jest oskarżony o molestowanie oraz nękanie czterech rezydentek oddziału, którym zarządzał. Jedną z kobiet miał doprowadzić do poddania się innym czynnościom seksualnym – ustalili śledczy.
– Zamknął za mną drzwi gabinetu i zaczął gonić wokół stołu – wyznała nam przed kilkoma miesiącami jedna z poszkodowanych kobiet. – Śmiał się i chciał obmacywać, a ja płakałam i prosiłam, żeby przestał.
Antoni W. nie przyznał się do winy. Potwierdził, że często wzywał kobiety do swojego gabinetu, ale robił to wyłącznie w celach służbowych.
Jak było naprawdę, rozstrzygnie sąd w Lublinie. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 14 października. Wcześniej były ordynator stanie jednak przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Lublinie.
– Naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej zakończył właśnie postępowanie w tej sprawie i skierował do nas wniosek o ukaranie Antoniego W. – potwierdza Marek Stankiewicz, rzecznik prasowy Lubelskiej Izby Lekarskiej. – Zarzuca mu naruszenie kodeksu etyki lekarskiej w punktach określających wzajemne stosunki między lekarzami.
Według rzecznika odpowiedzialności zawodowej Antoni W. pełniąc funkcje kierownicze nie traktował swoich pracowników zgodnie z zasadami etyki. Szkoląc lekarzy nie stanowił dla nich przykładu godnego naśladowania oraz nie dbał o zapewnienie im dobrych warunków pracy. Byłemu ordynatorowi grozi kara od upomnienia do zawieszenia w prawie do wykonywania zawodu.
– W tej chwili mogę tylko zapewnić, że nie zamieciemy tej sprawy pod dywan – podkreśla Stankiewicz.
Być może już we wrześniu zakończy się natomiast proces przed sądem pracy, który Antoni W. wytoczył szpitalowi za to, że gdy sprawa molestowania wyszła na jaw, został dyscyplinarnie zwolniony. Pierwsza rozprawa odbyła się pod koniec lipca. Były ordynator poprosił podczas niej o zawarcie ugody. Szpital zastanawiał się nad tym i ostatecznie propozycję zaakceptował.
– Pismo w tej sprawie trafiło już do sądu – usłyszeliśmy wczoraj w biurze prasowym Sądu Okręgowego w Lublinie. – Zostanie wyznaczony termin posiedzenia, na którym ugoda zostanie ostatecznie sformułowana i podpisana.
I właśnie możliwość podpisania ugody oburzyła niektórych pracowników szpitala. Uważają, że jest ona dowodem na to, że nękane przez ordynatora lekarki zostały pozostawione w walce ze swoim oprawcą same sobie, a szpital umywa ręce. Czy to prawda? Gabriel Maj, dyrektor szpitala na Kraśnickiej, jest na urlopie. Żaden z jego zastępców nie chciał zaś tej sprawy komentować.

Komentarze