Dzięki maskującym barwom ciężko je zauważyć. Urządzenia miały być batem na osoby podrzucające śmieci w krzakach. Tak przynajmniej zapowiadali to strażnicy prezentując nowy nabytek.
Kamery miały być montowane tam, gdzie powstają dzikie wysypiska, a po wykryciu ruchu miały zaczynać nagrywanie i jednocześnie wysyłać zdjęcie strażnikom, by mogli sprawdzić, czy to ktoś ze śmieciami, czy też np. kot.
Jakie są efekty pracy tych fotopułapek?
– Był jeden przypadek, który pomógł nam dotrzeć do sprawcy – mówi Jacek Kucharczyk, komendant Straży Miejskiej. Ale osobę podrzucającą śmieci udało się namierzyć tylko dzięki temu, że wśród odpadów znaleziono jej dane osobowe. A to właśnie w tak prozaiczny sposób wpadają zwykle ci, którzy dostają mandat od strażników.
Dlaczego kamera nie przydaje się bardziej? – Trudność jest taka, że musi być określone miejsce, aby z tego skorzystać – dodaje Kucharczyk.

Komentarze