Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lewart ciągle płaci frycowe

Piłkarze Lewart znowu byli chwaleni za swoją grę. Już po raz czwarty w tym sezonie. Od tego punktów w tabeli im jednak nie przybywa, bo na razie mają na koncie tylko jedno „oczko”
Lewart ciągle płaci frycowe
Lewart po czterech kolejkach III ligi ma na koncie jeden punkt
FOT. MACIEJ KACZANOWSKI

W niedzielę beniaminek długo remisował bezbramkowo z liderem, Stalą Rzeszów. W 60 minucie sam przed bramkarzem rywali znalazł się Wadim Semczuk. Niestety zachował się najgorzej, jak mógł. Uderzył w sam środek bramki i goście mogli głęboko odetchnąć. – Szkoda tej sytuacji, bo naprawdę była szansa, żeby sprawić olbrzymią niespodziankę. A tak, wkrótce my straciliśmy gola – mówi trener Grzegorz Białek.

Kilkanaście minut później Sebastian Brocki głową pokonał Adriana Parzyszka. Lewart zaryzykował w końcówce i do ataku przesunął się nawet Tomasz Mitura. Niestety zamiast bramki wyrównującej Stal wyszła z kontrą i za sprawą Sławomira Szeligi ustaliła wynik na 2:0. Goście mieli jednak trochę szczęścia. – Sędzia oszczędził Arka Barana z drużyny rywali, bo przerwał nam groźną akcję ewidentnym faulem taktycznym. Miał już także na koncie kartkę, więc powinien wylecieć z boiska. Stało się inaczej i rzeszowianie wygrali ostatecznie 2:0. My ciągle gramy dobrze, to co pokazujemy na boisku naprawdę może cieszyć. Za każdym razem jednak czegoś brakuje. Ile możemy płacić to frycowe? – zastanawia się szkoleniowiec drużyny z Lubartowa.

Co ciekawe w ciągu 90 minut arbitrzy nie uznali dwóch trafień. Najpierw Piotra Prędoty, który ponoć pomagał sobie ręką przy strzale. Później sędzia dopatrzył się spalonego po celnym strzale Dawida Niewęgłowskiego. – Podobno Mateusz Kompanicki był na powrotnym spalonym i rzeczywiście jest taka możliwość, bo akcja była bardzo szybka – tłumaczy trener Białek, który ciągle czeka na powrót kontuzjowanych nowych nabytków: Michała Zubera i Michała Walaszka.

W najbliższych dniach trzecioligowców czeka kolejny trudny tydzień, bo na boiska wybiegną dwa razy. W środę Lewart jedzie do Sieniawy na spotkanie z tamtejszym Sokołem. Na razie zespół Pawła Lipca i Grzegorza Szymanka gra w kratkę, ale wygrywa akurat u siebie. W dwóch meczach przed własną publicznością zdobył sześć „oczek”. Z dwóch wyjazdów nie przywiózł jeszcze żadnej zdobyczy.

Z kolei w weekend beniaminek podejmuje zdecydowanie najgorszy zespół grupy lubelsko-podkarpackiej AMSPN Hetman. Zamościanie nie uciułali jeszcze żadnego punktu, a zdobyli ledwie dwie bramki. Stracili aż 15. – Terminarz na początku rozgrywek nie był naszym sprzymierzeńcem, ale daliśmy z siebie wszystko i pokazaliśmy, że możemy być dla każdego niewygodnym rywalem. Teraz musimy wreszcie zacząć punktować – mówi szkoleniowiec Lewartu.


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama