Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szkoły biją na alarm: Dzieci będą głodne, bo nie stać ich na rewolucję w sklepikach

Biednych uczniów nie stać na rewolucję w sklepikach szkolnych – uważają dyrektorzy szkół z naszego regionu.
Szkoły biją na alarm:  Dzieci będą głodne, bo nie stać ich na rewolucję w sklepikach
W Szkole Podstawowej nr 43 w Lublinie ajent zrezygnował z prowadzenia sklepiku już na początku września. Dziś rozdawane jest tu mleko w ramach akcji „Szklanka mleka”

Od 1 września w szkołach można sprzedawać tylko zdrową żywność. Ze szkolnych sklepików, oprócz chipsów i batonów, zniknęły też kanapki z białym pieczywem i majonezem. Na stołówkach niemal nie używa się już soli, cukier zastąpił miód, jest też więcej ryb i cielęcina. Co na to uczniowie? Narzekają, że obiady są niesmaczne i nie chcą ich jeść. Ustawę krytykują też ajenci sklepików, którzy po rewolucji masowo rezygnują z ich prowadzenia. Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej poprosiło dyrektorów szkół o opinie na temat reformy żywieniowej.

– W ubiegłym tygodniu trafiło do nas 1800 takich ankiet. Ich opracowanie zajęło nam kilka dni. Były to bardzo obszerne prace – przyznaje Anna Szczepińska, lubelska wicekurator oświaty.

Dyrektorzy szkół są zgodni – reforma jest niedobra i nieskuteczna. W ankietach piszą, że uczniowie obiady zostawiają nietknięte na talerzach. Jedzą natomiast batony, chipsy i drożdżówki, które przynoszą w z domu lub kupują w drodze do szkoły.

– Krytykują też to, że ustawa zrównała najmłodszych uczniów podstawówek z pełnoletnimi uczniami szkół średnich – zauważa kurator Szczepińska. – Tłumaczą, że w stosunku do osób w różnym wieku rozwojowym nie można stosować tych samych rozwiązań.

Dyrektorzy podkreślają też aspekt finansowy stołówkowej rewolucji. Zauważają, że wielu uczniów korzysta z dofinansowania obiadów z GOPS-ów i MOPS-ów. To, ile te instytucje dopłacają do posiłków, nie zostało zmienione.

– Tymczasem przygotowanie dań z dodatkiem miodu zamiast cukru, czy droższych mięs i ryb wiąże się ze znacznym podniesieniem kosztów takiego posiłku – mówi Szczepińska.

Na alarm biją też dyrektorzy specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych. Wielu uczniów uczęszczających do takich placówek wywodzi się z ubogich środowisk. Nie przywożą z domów żadnej wałówki, jedzą tylko to, co serwuje szkolna stołówka.

– W momencie kiedy dostają niesmaczne obiady rezygnują z ich jedzenia. W konsekwencji może to doprowadzić do niedożywienia i poważnych powikłań zdrowotnych – mówi Szczepińska.
Wyniki ankiet przesłane z 16 wojewódzkich Kuratoriów Oświaty będą analizować przedstawiciele MEN. W oparciu o nie prowadzone będą negocjacje z ministerstwem zdrowia. Szefowie resortów będą rozmawiać, jakie zmiany trzeba wprowadzić. Ustalą m.in. drożdżówki z jakimi dodatkami będą mogły wrócić do szkół. Negocjowana będzie także ilość dodawanej do obiadów soli.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama