Ponad pół wieku temu porzuciła go rzeka. Młyn, który w poprzednim wcieleniu był napędzaną Bystrzycą papiernią też żył wodą. Przestał.
- Są podobno jeszcze dawni pracownicy, którzy znają opowieści o wielkim silniku, który miał pas przez wszystkie piętra i napędzał cały młyn. Ale ja tu pracuję dopiero siedem lat – krzyczy mistrz Arkadiusz Matraszek, który oprowadza po młynie Edwarda Krausse. Dziś to część koncernu Grupy Maspex Wadowice, do którego upaństwowiony młyn wniosła lubelska Lubella.
Mistrz musi krzyczeć, bo młyn pracuje. Wydaje się, że cały budynek wibruje a po jego organizmie krążą pszenica i mąka. W różnych stadiach produkcji. Od ziarna przez kaszę manną, po biały pył najdelikatniejszej tortowej.
Młyn rozdrabnia, sortuje, odsiewa, rozdrabnia, sortuje, odsiewa. Na jednej zmianie pilnują go 2–3 osoby. W ogóle pracuje tu około 30.
Historię widać po oknach. Dziś już nikt takich nie robi - mają charakterystyczny kształt i podział. Między maszynami stoją słupy podtrzymujące konstrukcję XIX wiecznej budowli.
Wyglądają jak stare latarnie. Reszta to XX-wieczna plątanina rur, podajników, sit. Żmijki, pasaże przemiałowe, mlewniki. Wszystko z 1997 roku, roku wielkiej modernizacji młyna.
Przed charakterystycznym budynkiem przy ul. Działkowej rewolucja. Na ścianie wisi baner z napisem „do sprzedania”. - Było kilka telefonów, ludzie pytają ale konkretnych propozycji jeszcze nie ma - mówi Magdalena Gomoła z sekretariatu zarządu PZZ Lubella.

Komentarze