Z uwagi na charakter sprawy, proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Wczoraj zeznawała druga z poszkodowanych lekarek. Na czas składania jej wyjaśnień sąd nakazał Antoniemu W. opuszczenie sali. Jego obecność działała na kobietę deprymująco.
– Zeznania są bardzo obszerne z uwagi na dużą ilość czynów zarzucanych doktorowi W. – wyjaśnia mec. Andrzej Latoch, pełnomocnik pokrzywdzonych kobiet. – Sąd przesłuchał dopiero dwie panie. Pozostałe będą zeznawać w styczniu i lutym.
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód wyznaczył już trzy kolejne terminy rozpraw. W procesie przesłuchanych zostanie kilkudziesięciu świadków. To m.in. współpracownicy doktora oraz pokrzywdzonych lekarek.
Antoni W. kierował oddziałem gastroenterologii w szpitalu przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Z relacji lekarek-rezydentek wynika, że przełożony poniżał je i regularnie napastował na tle seksualnym.
– Kiedy nosiłam dżinsy krzyczał, że mój ubiór jest karygodny i są inne ośrodki, w których mogę dokończyć specjalizację – wspomina jedna z lekarek. – Potem kazał mi nosić mini. Powiedział, że mam piękne nogi i on chce je oglądać.
Poszkodowane kobiety panicznie bały się ordynatora. Robiły wszystko, by kontakt z nim ograniczyć do minimum. Pomimo brania leków uspokajających, nie mogły spać i wymiotowały w reakcji na myśl, że muszą iść do szpitala.
Z relacji jednej z kobiet wynika, że doktor W. molestował ją kiedy była panną, po wyjściu za mąż, a nawet po zajściu w ciążę.
– Jeszcze przed ślubem, na zebraniu powiedział o prawie do sprawdzenia czystości przedślubnej. Stwierdził, że sam musi to zbadać. Mówił o tym publicznie, przy innych mężczyznach – wspominała lekarka.
Sprawa Antoniego W. wyszła na jaw w lutym tego roku. Kobiety postanowiły opowiedzieć o jego zachowaniu dyrekcji szpitala. Lekarz został natychmiast zwolniony, a sprawa trafiła do prokuratury.
Z ustaleń śledczych wynika, że przynajmniej od 2012 roku Antoni W. molestował podległe mu lekarki. 59-latek usłyszał zarzuty dotyczące czterech kobiet. Z akt sprawy wynika, że wszystkie były nękane. Wobec trzech kobiet Antoni W. miał się dopuszczać tzw. „innych czynności seksualnych”. Lekarz walczy o powrót na stanowisko i nie przyznaje się do winy.
Antoni W. nie rozmawia z dziennikarzami. Według jego obrońcy, lekarz spotykał się z rezydentkami tylko zawodowo, np. w celu szkolenia. Oskarżenia mają wynikać z wysokich wymagań zawodowych, jakie ordynator stawiał podwładnym. Antoniemu W. grozi do 3 lat więzienia.














Komentarze