Do zdarzenia doszło w miniony piątek ok. godz. 18. Pan Dariusz wyjeżdżał z parkingu przy ul. Zana 29. Wjechał w ul. Juranda i zatrzymał się na skrzyżowaniu z ul. Zana. Chciał skręcić w lewo.
– Z lewej strony jechał tylko radiowóz, który miał pierwszeństwo przejazdu. Mimo to policjanci zatrzymali się. Jeden z nich zaczął machać do mnie ręką – relacjonuje nasz czytelnik.
Kierowca pomyślał, że mundurowi widząc samochód z obcą rejestracją ustępują mu pierwszeństwa.
– Skorzystałem z uprzejmości i pojechałem. Podziękowałem skinieniem głowy – dodaje pan Dariusz.
Mocno się jednak zdziwił, gdy po chwili zobaczył w lusterku niebieskie sygnały radiowozu. Okazało się, że na skrzyżowaniu mundurowi wcale nie chcieli ustąpić mu pierwszeństwa.
– Policjanci zauważyli samochód, który z włączonym lewym kierunkowskazem próbował wjechać na ul. Zana. Tymczasem przed skrzyżowaniem z ul. Juranda ustawiony jest znak nakazujący skręt w prawo – wyjaśnia nadkom. Renata Laszczka-Rusek z lubelskiej policji. – Policjanci zatrzymali się i wskazali ręką na znak. Pomimo tego kierowca skręcił w lewo, w ul. Zana.
Wtedy mundurowi postanowili ukarać kierowcę mandatem.
– Odmówiłem jego przyjęcia. Wtedy rozpoczęło się straszenie mnie grzywną w wysokości 1000 zł oraz odholowaniem auta na mój koszt – opowiada pan Dariusz. – Mandatu ostatecznie nie przyjąłem.
Policja: zgodził się przyjąć mandat
Mundurowi relacjonują tę sytuację nieco inaczej. – Kierujący zgodził się z decyzją policjantów i postanowił przyjąć mandat – mówi nadkom. Laszczka-Rusek. – Podczas kolejnych czynności na komisariacie zmienił zadanie. Stwierdził, że jest szansa, by sąd potraktował go łaskawiej.
Pan Dariusz i policjanci trafili na komisariat, ponieważ zapisy w jego prawie jazdy nie zgadzały się z danymi w systemie policji. Trzeba więc było rozwiać wątpliwości.
– Kierowca został poinformowany, że w przypadku braku uprawnień do kierowania zatrzymywane jest prawo jazdy, a pojazd odholowywany – wyjaśnia nadkom. Laszczka-Rusek.
Kierowca nie kryje żalu do policjantów.
– Wyjeżdżając z parkingu nie miałem szans zobaczyć znaku nakazu jazdy w prawo – zapewnia pan Dariusz. – Jest źle ustawiony i było ciemno. A na skrzyżowaniu są linie przerywane.
Świadomie działanie?
Jak dodaje, policjanci nie chcieli wrócić z nim na skrzyżowanie, by obejrzeć, jak ustawiony jest znak. Sugeruje też, że funkcjonariusze świadomie pozwolili mu na złamanie przepisów.
– Być może się mylę, ale słyszałem, że policjanci sekcji ruchu drogowego mają nakaz wypisania w skali miesiąca określonej ilości mandatów – kwituje pan Dariusz. I dodaje: – Kierowcy nie są bandytami. Nie wszystkich uda się zastraszyć mandatem 1000 zł i odholowaniem pojazdu.
Czasem wystarczy trochę dobrej woli i życzliwości względem zatrzymanego.
– Naruszając przepisy kierujący tłumaczą się różnie. Zazwyczaj, że bardzo się spieszyli więc nie spojrzeli na oznakowanie. Ale z tłumaczeniem, że to policjanci nakazali kierowcy jechać łamiąc przepisy, spotykam się po raz pierwszy – komentuje nadkom. Laszczka-Rusek.
Sprawą wkrótce zajmie się sąd.














Komentarze