- Gdybym wiedziała, że reforma zostanie odwołana, zrobiłabym wszystko żeby nie posłać syna do szkoły. To całe zamieszanie najbardziej odbija się na dzieciach. Syn praktycznie każdego dnia pyta mnie, czy nie będzie musiał zostać w klasie na drugi rok - denerwuje się matka dziecka, które jako sześciolatek poszło do jednej z lubelskich szkół.
Procedura
W tym roku szkolnym po raz pierwszy obowiązkowo do pierwszych klas poszły dzieci sześcioletnie.
W samym Lublinie tornistry miało założyć 3749 dzieci urodzonych w 2009 roku. Aż 1115 z nich zostało jednak w przedszkolach. Żeby do tego doprowadzić, rodzice maluchów szturmowali poradnie psychologiczno-pedagogiczne.
- Potrzebna była opinia pedagoga, psychologa i logopedy - opowiada mama 7-letniego już dziś Adasia. - Procedura trwała kilka tygodni i była dosyć kłopotliwa. Zdecydowałam jednak o tym, żeby ją rozpocząć, bo moje dziecko ma duże problemy logopedyczne. Potwierdzili to zresztą fachowcy. Okazało się, że Adaś ze względu na rozwój mowy do szkoły jeszcze się nie nadawał.
Kobieta przyznaje jednak, że decyzja, czy wykorzystać otrzymane już zaświadczenie o odroczeniu należała do jednej z najtrudniejszych w jej życiu.
Problem
- Syn był niepocieszony. Jeszcze teraz zdarza mu się z tego powodu płakać. Nie rozumie, dlaczego koledzy z jego przedszkolnej grupy mogą już chodzić do szkoły, a on nie. Dopytuje, czy jest od nich gorszy i zapewnia, że doskonale by sobie poradził - relacjonuje kobieta. - Serce mi się kraje, ale wydaje mi się, że mimo wszystko dobrze robiłam słuchając rad specjalistów. Martwi mnie jednak, że odroczenie ze szkoły osłabiło jego wiarę we własne możliwości.
Okazuje się jednak, że dzieci, które poszły do szkoły, wcale nie mają mniej stresów. - Syn doskonale daje sobie radę z nauką, ale na całodziennym pobycie w szkole cierpi jego psychika. Nie radzi sobie z rozstaniami z nami. Ponieważ oboje z mężem pracujemy, dziecko po lekcjach chodzi do świetlicy, w której jest dla niego za głośno. Boi się też większych od siebie chłopców, którzy biegają po korytarzach i mogą go potrącić - opowiada mama innego ucznia. - Dlatego szkoły nie lubi. Płacze, kiedy musi do niej iść. Codziennie rano skarży się na ból brzucha. Zrobiliśmy badania i okazało się, że wszystko jest w porządku. Ból brzucha to tylko objaw stresu. Dla lekarzy „tylko”. Dla nas to jednak poważny problem.
Pozostawienie
Wiele sześciolatków, które poszły do szkoły radzi sobie jednak doskonale. Ci, którym nie idzie, mogli do końca grudnia zostać cofnięci do przedszkoli. Statystyk, ilu rodziców zdecydowało się na ten krok jednak nie ma. Urzędnicy lubelskiego wydziału oświaty mówią tylko, że było ich niewielu. Na przykład w szkole podstawowej nr 2 na 144 uczniów klas pierwszych cofnięto dwoje dzieci.
- Taki powrót powinien odbyć jak najszybciej, żeby dziecko nie odebrało tego jako porażki - mówiła Danuta Giletycz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Lublinie. Dyrektorka nie jest przekonana też do kolejnego ministerialnego „ułatwienia dla rodziców”: możliwości pozostawienia pierwszaków, które sobie nie radzą na drugi rok w tej samej klasie. - Zostanie w klasie pierwszej może przynieść wiele szkody, bo przez dziecko może to zostać odebrane tak, że się nie sprawdziło. Obawiam się też, że nadopiekuńczy rodzice mogą podejmować decyzje nie kierując się obiektywnym dobrem i potrzebami dziecka.
Pierwszoklasiści
Przed pochopną decyzją przestrzegają bowiem psychologowie. Podkreślają oni, że to najgorsze z możliwych rozwiązań, które utwierdzi dziecko w poczuciu własnej klęski.
- Pozostawianie pierwszoklasistów na drugi rok wydaje mi się pomysłem, co najmniej kontrowersyjnym - mówi Agata Matuszewska, dyrektor Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Trampolina”. - Dzieci, które zostaną w pierwszej klasie, gdy ich koledzy z grupy dostaną promocje do klasy drugiej, będą czuły się gorsze, słabsze, mniej mądre. Nie wiem też, czy dobrym pomysłem jest pozostawienie decyzji rodzicom. To nauczyciele pracujący z uczniem są najbardziej obiektywni i widzą, czy dziecko osiągnęło odpowiedni poziom, by pójść dalej.
Pakiet
O takim kroku myśli teraz jednak wielu rodziców dzisiejszych pierwszoklasistów. Ponieważ reforma sześciolatków została cofnięta, w przyszłym roku szkolnym do pierwszych klas pójdą dopiero siedmiolatki. Co za tym idzie pierwszych klas będzie znacznie mniej niż teraz, a wielu nauczycieli nauczania początkowego może stracić pracę.
Żeby temu przeciwdziałać samorządy namawiają rodziców do posłania do szkół sześciolatków (będą mogli to zrobić jeśli zechcą). Zachęty są różne. 500 zł wyprawki dla każdego sześciolatka i siedmiolatka, który we wrześniu rozpocznie naukę w pierwszej klasie oraz pakiet badań prozdrowotnych zaoferuje samorząd Sosnowca.
Aż tysiąc złotych chcą przekazać rodzicom pierwszoklasistów władze Opola. W Lublinie zamiast pieniędzy dyrektorzy szkół i urzędnicy będą przekonywali do podjęcia takiej decyzji już w marcu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się też, że w wielu szkołach nauczyciele namawiają już rodziców dzisiejszych pierwszoklasistów do pozostawienia dzieci na drugi rok w tej samej klasie.
Postępy
- Na pierwszych zebraniach słyszałam od wychowawczyni, że wszystko jest w najlepszym porządku i postępy w nauce są duże. Teraz nagle dowiedziałam się, że dziecko sobie nie radzi i powinnam jak najszybciej przemyśleć decyzję o pozostawieniu go na drugi rok. Oczywiście dla dobra dziecka - denerwuje się matka pierwszoklasisty. - Jestem zaskoczona, ale i przerażona, bo o takiej możliwości dowiedziały się także dzieci. Rozmawiają tylko o tym i śmieją się już z kolegów, których potencjalnie może to czekać.
MEN szacuje, iż we wrześniu 2016 roku, oprócz dzieci siedmioletnich - którym w tym roku jako sześciolatkom odroczono obowiązek szkolny (jest ich 91 tys., czyli 21 proc. rocznika) - do I klasy trafi ok. 10-15 proc. sześciolatków, których rodzice będą chcieli skorzystać z tego, że klasy będą mniej liczne oraz 10-15 proc. dzieci, będących obecnie w klasach I, które na wniosek rodziców będą zapisane ponownie do klas pierwszych.














Komentarze