Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Grożą lubelskim biznesmenom. "Powiesili wieniec pogrzebowy, zaczęliśmy się bać"

Wieniec pogrzebowy na ogrodzeniu domu, SMS-y z groźbami i wybite szyby w samochodzie – w ten sposób prześladowana jest rodzina przedsiębiorców. Wszystko wskazuje na to, że za nękanie odpowiada osoba, która półtora roku wcześniej żądała od biznesmenów miliona złotych
Grożą lubelskim biznesmenom. "Powiesili wieniec pogrzebowy, zaczęliśmy się bać"
Rodzina o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy zwróciła się także do Krzysztofa Rutkowskiego

Pierwsze SMS-y zaczęły przychodzić w listopadzie 2014 roku do przewodniczącego rady nadzorczej firmy. – To był zwykły szantaż. Żądano od nas wtedy miliona złotych, ale nie wiadomo, za co. Szantażysta nigdy tego nie napisał – mówi pani prezes dużej lubelskiej spółki, zajmującej się obrotem stalą i materiałami budowlanymi. Kobieta odebrała wtedy żądania jako nękanie, chęć uprzykrzenia życia jej i jej rodzinie. Dlatego o sprawie powiadomiono policję.

– Ponieważ w SMS-ach nie było gróźb karalnych, a same wiadomości przestały przychodzić po kilku dniach, sprawa umarła śmiercią naturalną – mówi prezes.

Najprawdopodobniej ta sama osoba zaatakowała teraz ponownie. W nocy z 4 na 5 lutego ktoś wybił okna w samochodzie zaparkowanym na posesji pani prezes. – Wszystko wskazuje na to, że rzucono kamieniem, który roztrzaskał trzy szyby i uszkodził drzwi w drugim aucie – relacjonuje bizneswoman.

Na ogrodzeniu posesji brata kobiety, który jest jej wspólnikiem, ktoś powiesił wieniec pogrzebowy. Na szarfie umieszczono napis: „Od przyjaciół z Warszawy”. Pani prezes zauważyła też, że jest śledzona. Z różnych numerów telefonów zaczęły płynąć zaś SMS-y.

– To były już ewidentne groźby. Pisano, że to jeszcze nie koniec. Że powybijane szyby to dopiero początek. Pytano, jak się teraz czujemy – wylicza kobieta. – To wszystko sprawiło, że zaczęliśmy się bać. Do takich sytuacji absolutnie nie powinno dochodzić. Dlatego znowu powiadomiliśmy policję.

– Mogę tylko potwierdzić, że takie zgłoszenie wpłynęło i zajmujemy się sprawą. Ze względu na dobro postępowania szczegółowych informacji w tej sprawie nie udzielamy – ucina nadkomisarz Paweł Leśny z Komendy Powiatowej Policji w Świdniku.

Pani prezes dodaje, że podejrzewa, kto stoi za atakiem. Zanim sprawa nie zostanie wyjaśniona chce być jednak oszczędna w wypowiedziach wskazujących sprawcę. Przyznaje tylko, że o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy zwróciła się także do Krzysztofa Rutkowskiego, który prowadzi biuro detektywistyczne.

– Prowadzimy działania, mamy także wytypowane osoby, które mogą stać za wyraźnie zorganizowaną akcją zastraszania, ale na razie nie chcę mówić o szczegółach – mówi Rutkowski i zapowiada na dzisiaj konferencję prasową w tej sprawie.

Dla Dziennika

Ewa Urbanowicz-Jakubiak, rzecznik prasowy Okręgowej Izby Radców Prawnych w Lublinie

– Karą za groźby karalne może być grzywna, kara ograniczenia wolności, a nawet kara pozbawienia wolności do lat 2. Jeśli wartość zniszczonego mienia będzie przekraczać 1/4 najniższego miesięcznego wynagrodzenia, będziemy mieli do czynienia z przestępstwem, za które grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Na ogrodzeniu posesji brata kobiety, który jest jej wspólnikiem, ktoś powiesił wieniec pogrzebowy. Na szarfie umieszczono napis: „Od przyjaciół z Warszawy”. Pani prezes zauważyła też, że jest śledzona. Z różnych numerów telefonów zaczęły płynąć zaś SMS-y.

– To były już ewidentne groźby. Pisano, że to jeszcze nie koniec. Że powybijane szyby to dopiero początek. Pytano, jak się teraz czujemy – wylicza kobieta. – To wszystko sprawiło, że zaczęliśmy się bać. Do takich sytuacji absolutnie nie powinno dochodzić. Dlatego znowu powiadomiliśmy policję.

Na ogrodzeniu posesji brata kobiety, który jest jej wspólnikiem, ktoś powiesił wieniec pogrzebowy. Na szarfie umieszczono napis: „Od przyjaciół z Warszawy”. Pani prezes zauważyła też, że jest śledzona. Z różnych numerów telefonów zaczęły płynąć zaś SMS-y.

– To były już ewidentne groźby. Pisano, że to jeszcze nie koniec. Że powybijane szyby to dopiero początek. Pytano, jak się teraz czujemy – wylicza kobieta. – To wszystko sprawiło, że zaczęliśmy się bać. Do takich sytuacji absolutnie nie powinno dochodzić. Dlatego znowu powiadomiliśmy policję.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama