Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Radny miał uderzyć sąsiadkę. Krzyczał: „Wyrzuć telefon w rzepak”

Pani Justyna z gminy Dzwola twierdzi, że pobił ją radny Stanisław Szuba i jeden z jej sąsiadów. Radny Szuba zaprzecza i skarży się: „To jest człowiek nie do życia. Ze wszystkimi jest skłócona”. Wójt Wiesław Dyjach stara się załagodzić sytuację i uciąć plotki, które zalewają wieś na południu Lubelszczyzny.
Kliknij aby odtworzyć

Pani Justyna pokazuje trzy filmy.

- Zostałyśmy zaatakowane. Ja i mama! – skarży się.

Na nagraniach widać Stanisława Szubę, radnego gminy Dzwola, który szarpie się z dwiema kobietami. Matka i córka rejestrują zajście telefonem, krzyczą: „poszedł stąd”, „odsuń się”, „gdzie po zbożu”, „budowniczy dróg”, „bije po rękach”, „na policję cię zgłosimy”, „nagrałam, jak mnie bijesz po rękach i po twarzy”, „mało mi ręki nie złamał”, „przywalił tak, że aż mi telefon wypadł”. 

Radny Szuba wyjmuje smartfona i gdzieś dzwoni. Do przepychanki włącza się inny mieszkaniec Dzwoli, który przynajmniej dwukrotnie zamachuje się na telefon pani Justyny. Na miejscu pojawia się wójt Wiesław Dyjach. Polityk stara się rozładować sytuację. Prosi wszystkie strony o spokój. Ale kobiety są rozemocjonowane. Nie dają za wygraną. Dogryzają wójtowi. Ten wciąż usiłuje tonować nastroje. Sugeruje konieczność wezwania policji. Albo zawieszenie broni. I udanie się do domów.

W tle odzywają się radny Szuba i ten drugi mieszkaniec Dzwoli. Mężczyźni ponownie podejmują próbę siłowego pozbawienia pani Justyny telefonu. Jeszcze raz interweniuje wójt Dyjach. Wreszcie towarzystwo się rozchodzi. Ale wieś zaczyna plotkować. Czy pani Justyna została pobita? I jeśli tak, to czy pobił ją radny Szuba? A może pani Justyna go sprowokowała i podkoloryzowała całą historię?

Skrót z trzech nagrań rejestrujących wydarzenia z 14 maja w gminie Dzwola

Unieruchomienie palca

Do tamtego zdarzenia doszło 14 maja. Chwilę przed godziną 14.00. O 17.20 pani Justyna pojechała na SOR w Samodzielnym Publicznym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Janowie Lubelskim. Lekarze rozpoznali uraz małego palca u prawej ręki, założyli szynę aluminiową. Zalecili unieruchomienie palca przez dziesięć dni i okłady z Altacetu. Kobieta otrzymała zwolnienie lekarskie na okres od 14 do 22 maja i skierowanie do poradni ortopedycznej, gdzie doktor do urazu dopisał jeszcze naderwanie torebki.

Pani Justyna udała się na Komendę Powiatową Policji w Janowie Lubelskim, żeby złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstw z pięciu artykułów kodeksu karnego. Zeznała, że gmina prowadziła roboty budowlane częściowo na należącym do niej terenie. Przedstawiła dokumenty, z których ma wynikać, że działo się to bez podstawy prawnej. Mówiła policjantom, że ciągnik z frezarką drogowo-wgłębną niszczył jej uprawy, wysypywał kamienie na grunt i zasiane zboże. Wcześniej zdewastowany miał zostać znak graniczny między działką pani Justyny a działką gminy Dzwola. 

Relacjonowała funkcjonariuszom, że gdy zaczęła nagrywać całe zamieszanie, rzucił się na nią przechadzający się wokół robót radny Stanisław Szuba. Miał bić ją po rękach i głowie, wykręcać jej dłoń, w końcu wyrwać telefon i rzucić nim na drogę w kamienie, bezpośrednio pod traktor. Pani Justyna opowiadała, że poczuła silny ból małego palca prawej ręki i próbowała sięgnąć po smartfona. A wtedy radny Szuba miał jeszcze raz zaatakować ją i jej mamę. Podobne zarzuty przedstawiła innemu mieszkańcy gminy Dzwola, który miał podejść ją od tyłu, wykręcić jej rękę, szarpać ją, wyrwać telefon, wyrzucić w rzepak. Ból palca pani Justyny, wedle jej historii, się nasilił, poczuła zawroty głowy.

Radny Stanisław Szuba na miejscu zdarzenia

Aktywny uczestnik konfliktu

W ostatni dzień czerwca pani Justyna otrzymała postanowienie o umorzeniu dochodzenia przez policję z Janowa Lubelskiego. Biegły sądowy stwierdził, że kobieta nie odniosła obrażeń ciała w rozumieniu dyspozycji kodeksu karnego. Śledczy argumentowali, że nie ma powodów, dla których sprawą miałaby zająć się prokuratura. 

- Pokrzywdzona może samodzielnie żądać ukarania sprawców, wnosząc prywatny akt oskarżenia w tej sprawie – napisali.

Policjanci sceptycznie podeszli do nagrań zdarzenia z 14 maja.

- Na nagraniu pokrzywdzona występuje jako aktywny uczestnik konfliktu. Prowokuje, naraża własne zdrowie i życie, stając przed pracującą maszyną. Na wideo zarejestrowano moment, w którym jeden z mężczyzn próbuje wyrwać telefon, i moment jego odrzucenia. Jednak nie widać, kto dokładnie to zrobił. Pokrzywdzona nie utrwaliła całego przebiegu zdarzenia. Z uzyskanego nagrania nie wynika, aby radny gminy Dzwola zareagował agresją, rzucił się na nią, szarpał za ręce, bił po rękach, wykręcał ręce, wyrywał telefon i rzucał nim na kamienistą drogę pod traktor, ani by podszedł od tyłu, szarpał i wyrzucił telefon w rzepak – czytamy w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu dochodzenia wydanym przez Komendę Powiatową Policji w Janowie Lubelskim. 

Uderzali po rękach

Pani Justyna przyjmuje mnie w domu niedaleko centrum wsi Dzwola. Towarzyszą jej rodzice. Jest po czterdziestce. Żyje z rolnictwa. Elokwentna, rzeczowa, podpiera się chronologicznie uporządkowanymi dokumentami.

- Radny Szuba nas zaatakował. Mama mówiła, że w pewnym momencie chciał ją wręcz przerzucić. Z tym drugim mieszkańcem Dzwoli dwukrotnie wytrącali mi telefon. Przy wójcie Dyjachu obaj mężczyźni znowu uderzali mnie po rękach – utrzymuje pani Justyna. 

Złożyła zażalenie na postanowienie o umorzeniu dochodzenia.

- Wskazałam, że opinia biegłego jest nierzetelna. Ignoruje dokumentację od ortopedy. Wniosłam też o przesłuchanie świadków. Policja nie przesłuchała nikogo. Ani mojej mamy, która była naocznym świadkiem. Ani kierowcy ciągnika. Ani drugiego mieszkańca, który stał w pobliżu. Umorzyli sprawę, twierdząc, że na nagraniu z telefonu nie widać momentu uderzenia i tego, kto wyrywa mi telefon od tyłu. Przecież to nie moja wina, że w wyniku szamotaniny nagrywanie się wyłączyło! – złości się kobieta. 

Robią to siłą

Prowadzi mnie przez pole na miejsce majowej szarpaniny. Oglądamy szutrową drogę między polami. Pani Justyna tłumaczy genezę afery wedle swojej perspektywy.

- Ta droga została wybudowana na gruntach rolnych. To samowola budowlana, co potwierdził Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Przed Powiatowym Inspektoratem toczy się w tej sprawie postępowanie administracyjne. Jeśli sprawa nie zostanie zalegalizowana albo nie zapadnie decyzja o rozbiórce, wszelkie dalsze prace tu prowadzone są nielegalne – przekonuje pani Justyna, która powołuje się również na wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego. 

Prace władz gminy Dzwola na drodze szutrowej uważa za nielegalne. A mimo wszystko jako największy problem postrzega coś zupełnie innego: urzędnicy rzekomo lekceważą bowiem konieczność poszerzenia drogi dojazdowej do jej domu, znajdującej się po drugiej strony jej działki.

- Ma ona obecnie zaledwie dwa metry i osiemdziesiąt pięć centymetrów szerokości, przy samej naszej bramie wiedzie nad skarpą. Mało tego, gmina ją degraduje, próbując przekształcić ją w drogę wewnętrzną, mimo że istnieją uchwały i decyzje mówiące, że to droga gminna publiczna. Nie zgadzam się na pozbawienie nas jedynego dojazdu. Tym bardziej przy jednoczesnym zagarnięciu gruntu kilkaset metrów dalej, wylewaniu betonu, sypaniu kamieni. Gdyby chcieli budować legalnie, powinni przejąć grunt, wywłaszczyć nas i zapłacić. A oni robią to siłą – mówi kobieta. 

Dojazd do posesji pani Justyny

Teczka ze skargami

Wychodzę z domu pani Justyny. Idę tą drogą o dwustu osiemdziesięciu pięciu centymetrach szerokości. Faktycznie jest wąska. I istotnie nieco dalej widocznie się rozszerza. Mijam Delikatesy Premium. Zbliżam się do klimatyzowanego, niedawno otwartego budynek urzędu gminy Dzwola.

W gabinecie przyjmuje mnie wójt Wiesław Dyjach. Funkcję pełni od 2018 roku. Dzwola pod jego rządami prężnie się rozwija: powstała obwodnica, postawiono wiatraki, wylano nowe drogi. W tym budynku urzędu, wybudowanym bez zadłużania budżetu ani o złotówkę, też dużo się dzieje, tętni życie, dzieci dzień w dzień zapełniają choćby tutejszą bibliotekę.

- Spraw związanych z tą panią publicznie nie komentuję – ucina wójt Dyjach. 

Ale rozmawiamy przez ponad godzinę. Polityk zapewnia, że wszystko, co powie mogę wykorzystać. Stanowisko władz gminy jest takie: 14 maja prowadzono prace renowacyjne drogi szutrowej i zagęszczano nawierzchnię walcem drogowym. Roboty te miały mieć miejsce wyłącznie na działce stanowiącej własność gminy Dzwola, więc nie wymagały ani zgłoszeń, ani pozwoleń, ani uchwały. Wójt uczulał też, żeby ciągnik z frezarką drogowo-wgłębną nie zahaczał o sąsiednio położony teren działki pani Justyny.

Wraz z jednym z pracowników urzędu oglądamy wypis z księgi wieczystej i wydruk z Geoportalu, który ma przedstawiać rzeczywisty przebieg pasa drogowego. Ten drugi oznaczony jest informacją, że ma wyłącznie charakter poglądowy i nie stanowi oryginalnego dokumentu urzędowego. Wójt i jego podwładny zapewniają jednak, że niczym nie różni się od oficjalnych dokumentów dostępnych w Wydziale Geodezji i Kartografii w Starostwie Powiatowym.

- W ocenie wójta gminy Dzwola pokrzywdzona bezpodstawnie zakwestionowała prowadzenie prac na działce gminnej i podjęła działania uniemożliwiające ich realizację. Weszła bezpośrednio w strefę pracy sprzętu i stanęła pod kołami pracującego ciągnika, co spowodowało przerwanie robot, zakłóciło ich przebieg i naraziło jej własne zdrowie i życie – czytamy w piśmie Komendy Powiatowej Policji w Janowie Lubelskim o umorzeniu dochodzenia. 

W urzędzie gminy Dzwola słyszę, że pani Justyna jest znana w okolicy z konfrontacyjnego charakteru. Zalewa administrację setkami skarg. Urzędnicy założyli specjalną teczkę na jej pisma. I ponoć udzielają jej długich odpowiedzi. A potem przychodzą kolejne podania, petycje, wnioski, zażalenia.

- Tej pani nie da się ani zadowolić, ani dojść z nią do konsensu – pada.

Za renowacją drogi szutrowej, której sprzeciwia się pani Justyna, rzekomo opowiada się większość mieszkańców Dzwoli. Podobno zyskaliby bardziej komfortowy dojazd do swoich posesji.

Wójt Wiesław Dyjach na miejscu zdarzenia

Prawo czy bezprawie?

Wracam do pani Justyny i przedstawiam jej przebieg spotkania z wójtem Wiesławem Dyjachem. 

- Nie jestem zdziwiona. Wójt faktycznie twierdzi, że nastąpił podział i gmina przejęła grunt. Jednak pod względem prawnym i geodezyjnym nigdy nie wytyczono drogi na tym obszarze. Istniał tam stary znak graniczny, tak zwany kopiec geodezyjny na rogu pola parafialnego, około trzydziestu metrów od mojej działki. Ten kopiec przetrwał wieki. Został zniszczony przez człowieka wynajętego przez gminę, który kopał tam małą koparką. Na mapach z Geoportalu, które wójt pokazuje policji, nie można się opierać w świetle prawa. To tylko rysunek poglądowy. Wójt nie przedłożył żadnych realnych dokumentów – mówi pani Justyna. 

Pytam, czy zgodziłaby się, gdyby wójt gminy Dzwola zaproponował kompromis: renowacja drogi szutrowej w zamian za poszerzenie i naprawę dojazdu do jej domu.

- Ja niczego nie blokuję inwestycji dla samego blokowania. Chcę tylko, żeby wszystko odbyło się legalnie. Niech nas wywłaszczą z tej części pod drogę, odetną geodezyjnie tyle, ile potrzeba. Ja przecież płacę od tego podatek! Oni jednak najpierw sypią kamienie, przesuwają granice siłą, a potem twierdzą, że to nie moje. Najpierw przyszedł sołtys do mojego ojca po zgodę na wysypanie kamieni. Ojciec odmówił. Po dwóch, trzech latach przyszli do mnie. Też odmówiłam. Mimo braku zgody wysypali kamienie i wylali beton. Na zdjęciach widać, jak bezprawnie poszerzają drogę.

- Czego w takim razie oczekuje pani od gminy?

- Chcę, żeby urząd przestał degradować naszą drogę dojazdową. W świetle prawa to droga gminna publiczna i powinna spełniać odpowiednie parametry. Dziś ma niecałe trzy metry szerokości, jest zarośnięta. Muszę prosić o przycinanie gałęzi, żeby nie niszczyć samochodów i ciągników. Walczymy o to od dwudziestu dwóch lat. Chcę doprowadzenia drogi do stanu zgodnego z prawem. Wójt zasłania się papierami, które rzekomo posiada, ale to gmina wcześniej składała uchwały potwierdzające publiczny status tej drogi – przekonuje pani Justyna.

Wójt Wiesław Dyjach uważa, że szerokość dojazdu do posesji pani Justyny jest wystarczająca, żeby zmieścił się tam samochód. Wiele razy zastanawiał się, czy nie przeznaczyć gminnych środków na poszerzenie tej drogi. Po rozmowach ze architektami i inżynierami uznał jednak, że to finansowo nieopłacalne. 

Ciągnik z frezarką drogowo-wgłębną na miejscu zdarzenia

Człowiek nie do życia

Radny Stanisław Szuba mieszka nie dalej niż sto metrów od pani Justyny. Wita mnie uściskiem dłoni, siadamy na drewnianej huśtawce ogrodowej, łaszą się do niego pies i kot.

- Zaatakował pan tę kobietę?

- Nie, nic podobnego. 

- Co tam więc zaszło?

- Ona po prostu pchała się w środek. Wchodziła gdzieś tam między koła ciągnika z agregatem. Od razu wszystko nagrywała telefonem. Darła się, że ją bijemy, bo przyleciał też sąsiad. Krzyczała, że złamałem jej albo wybiłem palec. 

- A złamał albo wybił pan?

- A gdzie tam!

- Uderzył ją pan?

- Nie uderzyłem.

- Policja pana przesłuchiwała?

- Nie, nikt mnie nie przesłuchiwał. Wszyscy ją tutaj dobrze znają, cała okolica wie, jaka jest. 

- Jaka?

- Mocno konfliktowa.

- Jak to się objawia?

- To jest człowiek nie do życia. Żyją we trójkę z rodzicami jak w jakiejś bańce. Nie wiem, jak ona sobie wyobraża przyszłość, przecież w środowisku trzeba żyć z ludźmi. Jest skłócona ze wszystkimi. 

- Od czego zaczął się ten konflikt? 

- Kiedyś po drugiej stronie mieszkał jej stryj. Dopóki żył, walczyli o to, żeby ta droga była. Stryj miał przez ich podwórko przejście, żeby wyganiać krowy na pastwisko. Jak stryj zmarł i został tam tylko najmłodszy syn, który był policjantem, wszystko jej się odmieniło. Postanowiła zlikwidować dojazd i przejście. Ten syn też już zmarł, działka została sprzedana i z tamtej rodziny nikogo tam nie ma, a ona dalej walczy, żeby tej drogi nie było. 

- Wielu mieszkańcom zależy na renowacji tej drogi szutrowej?

- Wszystkim. To jest droga dojazdowa, a nawet pożarowa. Jak działki są ułożone, każdy widzi. Jak ja bym tam wjechał kombajnem? W życiu. A ona mówiła, że będziemy samolotami latać. 

- Dał się pan jednak trochę sprowokować podczas tamtej dyskusji, prawda? 

- Tak, tak. Myśmy się w ogóle nie chcieli w to włączać. Chcieliśmy po prostu, żeby ta droga została zrobiona, bo były tam straszne doły. Ona przez swoją działkę nie dała nic zrobić. Poniosły mnie wtedy nerwy, to było niepotrzebne. Całość trwała może z dziesięć minut, zaraz przyjechał wójt. Kierowca tego dużego ciągnika w życiu czegoś takiego nie widział, żeby mu ktoś przejazd blokował. Wójt przyjechał, usunęliśmy się, ona odeszła i ciągnik pojechał. Ale ten odcinek na jej rzekomej działce został zostawiony. 

- Na filmie widać, że kilka razy się pan zamachuje. Strącił jej pan ten telefon? 

- Chciałem jej ten telefon wytrącić, bo dlaczego miała mnie filmować? Zamachnąłem się, ale mi się nie udało. Gdybym ją uderzył, to telefon by wypadł. Wtedy wpadł ten drugi sąsiad, jakoś jej to wytrącił i wyrzucił w rzepak. Nawet sam mu krzyczałem: „Wyrzuć daleko w rzepak, niech leci”. Nie patrzyłem, jak ona go potem znalazła. Mowy nie ma o żadnym biciu z mojej strony. Może uderzyła się gdzieś sama, jak się pchała między te koła ciągnika.

- Policja badała sprawę i ją umorzyła. Pani Justyna złożyła jednak zażalenie do prokuratury.

- Napisała zażalenie? Myślałem, że założy sprawę z powództwa cywilnego. Ale to nie jest takie proste. Z nią się po prostu nie da dogadać, ona zawsze musi mieć swoje, krzyczeć i wszystko nagrywać. 

- Rozumiem pan jednak choć trochę, dlaczego ona tak bardzo nie chce tej drogi? 

- Bo twierdzi, że to idzie po jej gruntach. Ja widziałem księgę wieczystą u wójta i to jest droga gminna aż do końca pola. Dopiero dalej biegnie po naszych działkach. Gdyby wszystko było w porządku, trzeba by dzielić wszystkie działki. 

- Dopatruje się pan tu szerszego konfliktu sąsiedzkiego?

- Ona potrafiła oskarżyć sąsiada nawet o to, że ma za niski garaż na swojej działce i ten człowiek musiał go podnosić i sztukować blachą. Oni mieszkają na końcu drogi. Kiedyś robili tam asfalt, ja na jej miejscu otworzyłbym bramę i poprosił: „Róbcie dalej”. A oni zamknęli bramę i koniec, asfalt wylano tylko do bramy, dalej nie wolno było nawet wstąpić. Jak dzieci bawiły się przy ich bramie, to też krzyczeli, że nie wolno. A teraz narzekają, że jest wąsko. To są ludzie skrajnie konfliktowi, trudno ich w ogóle racjonalnie określić. Z sąsiadem można żyć źle, ale zawsze można się dogadać. Z nimi się nie da. 

Jak to na wsi

Gdy rozmawiam z panią Justyną na drodze szutrowej na tyłach jej domu, z daleka nadjeżdża rower. 

- O, ten jedzie – milknie kobieta. 

Po chwili obok nas pedałuje ten drugi mieszkaniec gminy Dzwola, którego widać na filmiku z 14 maja. On głowa w jedną stronę, ona w drugą.

- I tak sobie żyjecie?

- Ano tak, jak to na wsi.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama