Nominację z rąk premier Beaty Szydło odebrał 8 grudnia. Dwa tygodnie wcześniej znalazł się w gronie trzech osób, które lokalni działacze PiS zarekomendowali partyjnej centrali. Już samo to było sporym zaskoczeniem, bo niespełna 39-letni Przemysław Czarnek nie funkcjonował do tej pory w życiu publicznym. Jako prawnik współpracował z biurem posła PiS z Zamościa Sławomira Zawiślaka. Na co dzień był zaś wykładowcą w Katedrze Prawa Konstytucyjnego KUL. Co ciekawe w zapowiedziach medialnych swojego biura prasowego jest dziś przedstawiany jako profesor. Jego stopień naukowy to zaś doktor habilitowany.
Dekomunizacja w urzędzie, flaga Unii w szufladzie
Bardzo szybko okazało się, że Przemysław Czarnek nie zamierza pozostawać w cieniu, a rola zwykłego przedstawiciela rządu w terenie mu nie odpowiada. Na początku lutego głośno zrobiło się o zarządzonej przez niego „dekomunizacji”. Z pocztu wojewodów, który na ścianie urzędowego sekretariatu wisiał od 2008 roku zniknęły portrety tych, którzy swoje funkcje pełnili w okresie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
– Ktoś, kto sprawował najwyższe urzędy w państwie totalitarnym, nie zasługuje na takie upamiętnienie. To akt sprawiedliwości wobec osób, które były prześladowane przez ówczesny system – mówił nam wtedy Przemysław Czarnek dodając, że urząd wojewódzki to nie miejsce na muzeum PRL.
Niemal w tym samym czasie wojewoda schował do szuflady eksponowaną w jego gabinecie flagę Unii Europejskiej. Tłumaczył to niepotrzebną jego zdaniem debatą na temat aktualnej sytuacji w Polsce, jaka miała miejsce w Parlamencie Europejskim. Zapewniał, że flaga wróci na swoje miejsce, gdy unijne instytucje zaczną zajmować się najważniejszymi sprawami w Europie. Zaniepokojonemu szefowi lubelskich struktur PSL europosłowi Krzysztofowi Hetmanowi, który deklarował przechowanie sztandaru w bezpiecznym miejscu odpowiedział: „To jest moja flaga i nikomu jej nie oddam”.
Na wojennej ścieżce z marszałkiem
Strategia polityczna wojewody Przemysława Czarnka skupia się ostatnio na krytyce posunięć marszałka województwa z PSL Sławomira Sosnowskiego. Poszło o zwolnienie szefowej Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej prof. Elżbiety Starosławskiej, której Czarnek bronił podczas debaty zorganizowanej przed szpitalem przez Telewizję Trwam, krytykując działania zarządu województwa. Prawdziwa bomba wybuchła na początku maja, gdy okazało się, że wojewoda stwierdził nieważność uchwały w sprawie „dyscyplinarki” dla byłej dyrektor COZL, uzasadniając to m.in. nie przeprowadzeniem dogłębnej analizy prawnej.
Marszałek nie jest wojewodzie dłużny w dawaniu razów. Przed tygodniem zwołał konferencję, podczas której skarżył się, że województwo dostało od rządu tylko 7 mln zł zamiast oczekiwanych 54 na remont wałów wiślanych. Wojewoda na drugi dzień osobiście wziął udział w kilkugodzinnym przeglądzie infrastruktury przeciwpowodziowej na Wiśle. – Wcale nie jest tak źle, jak twierdzi marszałek – zakomunikował.
Wcześniej wojewoda Czarnek pogroził palcem także radnym koalicji PO-PSL w sejmiku województwa. Kiedy ci przyjęli stanowisko o uwzględnianiu nawet niepublikowanych wyroków Trybunału Konstytucyjnego, za pośrednictwem mediów pouczył ich, że za podejmowanie decyzji niezgodnych z prawem sejmik może zostać rozwiązany.
Jak na razie wojewoda nie zajmuje się krytyką rządów Krzysztofa Żuka w Lublinie. Oficjalnie pojawił się tylko jeden zgrzyt. Urząd Wojewódzki w styczniu dzieląc pieniądze na tzw. schetynówki, oznajmił że na remont ul. Narutowicza, miasto Lublin z wnioskowanych 3 mln zł, dostanie... 70 tys. zł. Na większe środki będzie mogło liczyć jeśli pojawią się oszczędności przetargowe u innych samorządów.
Wojewoda do Ratusza?
Tymczasem wobec wzmożonej aktywności wojewody zaczęły pojawiać się komentarze, że lubelskie PiS wreszcie znalazło godnego kandydata, który skutecznie mógłby rywalizować jesienią 2018 roku o fotel prezydenta Lublina z rządzącym drugą kadencję Krzysztofem Żukiem. Bo mimo że PiS zazwyczaj wygrywa wybory w Lublinie, to indywidualne starcia z Żukiem kandydaci tej partii sromotnie przegrywają. W ostatnich, w 2014 r., Grzegorz Muszyński zdobył zaledwie 30 proc. głosów, kiedy Żuk aż 60 proc. i wygrał już w I turze.
– To nie są tylko spekulacje. Byłoby głupotą, gdybyśmy nie wykorzystali potencjału, jaki wytwarza Przemysław Czarnek. Niemal na pewno znajdzie się na liście w najbliższych wyborach samorządowych, ale na konkrety jest jeszcze za wcześnie – mówi nam jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Czy może chodzić o walkę o prezydenturę w Lublinie? – Niewykluczone, ale musi jeszcze popracować, żeby zbudować swoją pozycję, bo z Żukiem łatwo wygrać nie będzie – dodaje nasz rozmówca.
Wojewoda zapewnia nas, że na razie skupia się na bieżącej pracy. – W przyszłości jestem jednak gotowy na inne scenariusze, jakie będzie rysowała moja partia – mówi Przemysław Czarnek. – Jest oczywiste, że decyzje w sprawie kandydata na prezydenta Lublina będą zapadać w Warszawie po szerokich konsultacjach z lokalnymi działaczami. Jeśli to miałbym być ja, to z pewnością to rozważę. Ale dobrych kandydatów, którzy mogliby wystartować w tych wyborach jest co najmniej kilku.
To, że pełnienie funkcji wojewody może być trampoliną na inne stanowisko pokazuje przykład Wojciecha Wilka. W sytuacji, gdy Platforma Obywatelska w wyborach parlamentarnych zanotowała gorszy wynik niż przed czterema laty i w okręgu lubelskim straciła jeden mandat, jemu udało dostać się do Sejmu, w dużej mierze dzięki sprawowanej przez ponad dwa lata roli.
– Osoba na tym stanowisku jest w stanie zbudować dużą rozpoznawalność. Sytuacja obecnego wojewody jest trochę inna, bo upraszczając, jego poprzednik w osobie marszałka miał koalicjanta, dlatego jego aktywność nie była postrzegana w kontekście rywalizacji politycznej – ocenia dr Wojciech Maguś, politolog z UMCS. – Aktywność Przemysława Czarnka pozwala postawić prognozę, że będzie nową twarzą PiS w regionie, co może mu dać okazję do skutecznej rywalizacji w wyborach samorządowych.
Bardzo szybko okazało się, że Przemysław Czarnek nie zamierza pozostawać w cieniu, a rola zwykłego przedstawiciela rządu w terenie mu nie odpowiada. Na początku lutego głośno zrobiło się o zarządzonej przez niego „dekomunizacji”. Z pocztu wojewodów, który na ścianie urzędowego sekretariatu wisiał od 2008 roku zniknęły portrety tych, którzy swoje funkcje pełnili w okresie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Komentarze