Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Filip Luberecki (Motor Lublin): Na pewno nie będę chciał odejść na siłę

Rozmowa z Filipem Lubereckim, piłkarzem Motoru Lublin
Filip Luberecki (Motor Lublin): Na pewno nie będę chciał odejść na siłę
Filip Luberecki jest już w Motorze od 3,5 roku

Autor: Łukasz Wójcik/Motor Lublin

• Po letniej rewolucji okazuje się, że jesteś zawodnikiem z najdłuższym stażem w drużynie. Jak się z tym czujesz? 

– Normalnie (śmiech). W sensie, szybko strasznie to minęło. Czas szybko przeleciał. Szatnia się dynamicznie zmienia, jak to w piłce. Jestem tu już 3,5 roku. Nie mam z tym żadnego problemu, raczej czuję się komfortowo. Dobrze mi się żyje w Lublinie, dobrze mi się gra na Arenie, więc to nic wielkiego.

• Jako ostatni pamiętasz czasy drugoligowe, więc najwięcej możesz powiedzieć, jak Motor zmienił się na przestrzeni ostatnich lat... 

– To prawda. Tylko ja zostałem z drugiej ligi, kilku zawodników grało jeszcze w pierwszej. Jacques Ndiaye przyszedł rok po mnie. To ogólnie fajna historia, przejść z drugiej ligi do ekstraklasy, gdzie teraz zacznie się już trzeci sezon na tym najwyższym poziomie. Przez ten czas mnóstwo zmian zaszło w szatni i w klubie. Jeżeli chodzi o zaplecze, to jest przepaść. Jak przychodziłem, to siłownia w ogóle nie była zbudowana. Teraz mamy dużo więcej możliwości, jeżeli chodzi o regenerację. Jest coraz więcej ludzi w sztabie, który z biegiem lat ciągle się powiększał. Kolejna sprawa, to obozy. Pamiętam, że pierwszy w zimie mieliśmy na miejscu. Teraz już byliśmy dwa razy w Turcji. Można powiedzieć, że bardzo dobrze się to rozwinęło. Media to też zupełnie inna historia, w drugiej lidze, jeżeli dobrze pamiętam, to była tak naprawdę jedna osoba. Teraz ludzi odpowiedzialnych za te klubowe media jest zdecydowanie więcej. Fajnie, że klub idzie cały czas do przodu, trzeba to utrzymać. Chapeau bas dla właściciela, że Motor idzie w takim kierunku.

• A spodziewałeś się tej rewolucji w składzie i sztabie? 

– Oczywiście, że pod koniec sezonu byłem świadomy, że wielu zawodników może odejść. Wiedzieliśmy, że zostało im dwa miesiące kontraktu, więc spodziewałem się, że może tak być, bo sporo umów nie było przedłużonych. Potem doszła zmiana praktycznie całego sztabu. Taka jest piłka, dynamiczna, trzeba się dobrze zaadaptować do zmian. Jestem tu chwilę, a jednak sporo przeżyłem. Teraz będę miał trzeciego trenera. Był Goncalo Feio, Mateusz Stolarski, a teraz Mariusz Misiura. Taki jest zawód piłkarza, musisz się szybko zaadaptować.

• Roszada na stanowisku pierwszego trenera była dla was w szatni zaskoczeniem czy mieliście jakieś przecieki? 

– Na pewno było zaskoczenie, bo trener miał jeszcze rok kontraktu, więc nic na to nie wskazywało. Podjęto decyzję o zmianie sztabu i to zrobiono. Teraz nasze zadanie jest takie, żeby się zaadaptować.

• Trener Mateusz Stolarski po zakończeniu sezonu 25/26 przyznał, że utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie, to był sukces Motoru. Też tak uważasz? 

– Pod koniec rozgrywek zaczęło być naprawdę gorąco, nie oszukujmy się, że nie. Wygrany mecz z Wisłą Płock i remis z Cracovią tak naprawdę dały nam utrzymanie. Liga była bardzo wyrównana, każdy punkt ważył naprawdę sporo, dlatego ja też uznaję to za sukces. Liga się rozwija, widać, ile kluby są teraz w stanie wydać na nowych zawodników i jakie nazwiska pojawiają się znowu w Polsce. Także z tego względu, uratowanie ligowego bytu trzeba ocenić pozytywnie.

• W pewnym momencie na wiosnę mieliście jednak serię siedmiu meczów z rzędu bez porażki i po cichu zaczęło się mówić o europejskich pucharach... 

– Powiem szczerze, trochę oglądam czy to Canal+, czy inne programy na temat naszej piłki. Chyba z 10 drużyn było łączonych z pucharami i 10 ze spadkiem. Czy mieliśmy te siedem meczów z rzędu bez porażki, czy dwie-trzy kolejne przegrane, to u mnie się nic nie zmieniało. Zawsze nastawienie było takie samo. Ludzie pisali, że Lechia zagra w pucharach, a ostatecznie spadła z ligi. To mnie nie ruszało, bo nie myślałem o pucharach, ani o spadku, byłem pewny, że się utrzymamy. Wiadomo, że jak passa była dobra, to szliśmy w górę, bo różnice między drużynami były minimalne. Teraz możemy sobie pogdybać, co by było gdybyśmy nie stracili punktów w jednym czy drugim meczu. To już jednak nie ma sensu, trzeba teraz skupić się na nowych wyzwaniach.

• Jest nowy sztab, nowa drużyna, a czy wiecie już po tym krótkim okresie przygotowawczym i czterech sparingach, jak ma grać nowy Motor? 

– Trener powiedział otwarcie, że nie chce nas w ogóle zmieniać. Jedyne co chciałby, aby zmienić, to liczba straconych bramek – w poprzednim sezonie było ich aż 53. To jest za dużo, my sami chcemy to zmienić. Ofensywa ma być taka sama, mamy grać dalej do przodu, żeby piłka była przyjemna dla oka, żeby kibice przychodzili i nas dalej wspierali. Dlatego większą uwagę skupiamy na defensywie, żeby tych bramek nie tracić aż tak dużo. Wiadomo, że w okresie przygotowawczym pracuje się nad wszystkim, ale w głowach trzeba przede wszystkim skupić się na obronie.

• Jak w szatni odebraliście transfer Bartosza Bereszyńskiego? Jeszcze nigdy do Motoru nie przychodził reprezentant kraju, który ma na koncie aż 59 występów w kadrze, a do tego zawodnik z doświadczeniem w Serie A... 

– Duże nazwisko, że tak powiem, ale człowiek, jak każdy inny. Bartek nawiązał bardzo dobre relacje w szatni. Mogę powiedzieć, że nie dostrzegam u niego jakiegoś wielkiego ego, można z nim normalnie pogadać, ja też łapię z nim kontakt. Dużo zrobił i wielki szacunek za taką karierę, chciałbym zrobić taką, jak on. Teraz jest z nami i wszyscy walczymy o te same cele razem.

• On najlepsze lata spędził jako boczny obrońca, ty też jesteś bocznym obrońcą, więc pewnie liczyć na jakieś podpowiedzi? 

– Jasne, ale na razie widać, że Bartek chce złapać te zachowania w naszym modelu gry na środku obrony. Wiadomo jednak, że kiedy nadarzy się okazja, to będę chciał się podpytać o parę rzeczy, jak grać na boku obrony na tym wyższym poziomie.

• Będzie ci podpowiadał, o ile zostaniesz w drużynie. Wiceprezes Motoru Łukasz Jabłoński mówił niedawno, że nie zanosi się na twój transfer, ale czy możesz powiedzieć, że na sto procent zostaniesz w Lublinie? Czy jednak, jak to w piłce bywa – sporo może się jeszcze wydarzyć do końca okienka transferowego? 

– No dokładnie, jest dużo czasu, wszyscy wiemy, jaka jest piłka. Nie ma nigdy gwarancji, tym bardziej podczas okienka transferowego. Czuję się jednak w Motorze bardzo dobrze, na pewno nie jest tak, że na siłę będę chciał odejść. Po prostu wiele rzeczy musi się zgadzać.

• W pewnym momencie pojawiały się w mediach informacje, że jesteś praktycznie dogadany z Koroną Kielce. Możesz zdradzić czy coś rzeczywiście było na rzeczy? 

– Ja osobiście nie miałem żadnego kontaktu ze strony Korony, ale mój agent jest synem Jacka Zielińskiego, trenera drużyny z Kielc. Może tam coś było mówione, tego nie wiem. Natomiast w mediach już wcześniej przekazywałem, że raczej chcę odejść do zagranicznego klubu, a nie polskiego. Może Koronie wpadł taki pomysł do głowy? Na pewno nie było jednak czegoś takiego, że zapłacili klauzulę i się ze mną dogadywali. Ja to wszystko neguję, nic takiego się nie wydarzyło.

• W ostatnich latach regularnie słychać o zainteresowaniu twoją osobą. Jeżeli dobrze pamiętam, to było już o przenosinach do MLS, do Championship i do Austrii. A tym masz jakiś ulubiony kierunek na kolejny krok w karierze?

– Po prostu kierunek, gdzie poziom będzie wyższy, bo grając z lepszymi, sam stajesz się lepszy. Kierunek, gdzie będzie jasny plan dla mnie, regularna gra lub rywalizacja z kimś na podobnym poziomie. Może jeszcze klub grający w europejskich pucharach? Takiego konkretnego kierunku czy ligi nie mam. Raczej tam, gdzie będą mnie chcieli i będą mieli na mnie dobry pomysł.

• Transfer Brighta Ede do Hiszpanii was zaskoczył? 

– Ja prywatnie rozmawiałem z Brightem i wiedziałem wcześniej, że może odejść. Dlatego osobiście nie jestem zaskoczony. Po transferze nie miałem okazji jeszcze z nim dłużej pogadać, złożyłem mu tylko gratulacje, niech się rozwija, w tym nowym otoczeniu.

• Wygraliście w okresie przygotowawczym wszystkie cztery mecze kontrolne, ale czytałem już kilka komentarzy kibiców, że jak się wygrywa wszystko w sparingach, to potem w lidze jest w „łeb"... 

– Nie, ja zupełnie nie mam takich myśli (śmiech). Każdy mecz to oddzielny rozdział, oczywiście prawo serii istnieje, ma się lepsze morale w szatni, jak się wygrywa, ale prawdziwą weryfikacją zawsze jest liga. Zobaczymy od pierwszego meczu, jaki tak naprawdę jest nasz poziom.

• Co byłoby dobrym wynikiem dla tej nowej drużyny w sezonie 26/27? 

– Uważam, że sztab bardzo dużo pracuje, nasz model gry mamy wyrobiony, wiemy, jak chcemy grać. Te zmiany nie wpłyną na nasze wyniki jakoś szczególnie. Nie wydaje mi się, że będzie tak, że na początku będą gorsze wyniki, a potem lepsze. Moim zdaniem to nie ma znaczenia. Osobiście sądzę, że może się powtórzyć taki sezon, jak poprzedni – bardzo wyrównany. Czas wszystko zweryfikuje. Ciężko w tym momencie postawić przed drużyną jakiś konkretny cel, naprawdę.

• Na pewno czeka was trudna inauguracja. Widzew tym razem specjalnie nie szalał na rynku transferowym, ale jednak sprowadził Karola Świderskiego. Można powiedzieć, że role się trochę odwróciły. W zimie oni zrobili rewolucję w kadrze, a w lecie tym tropem poszedł Motor... 

– Jak patrzę na terminarz, to każdy mecz będzie trudny. Uważam, że takie są realia ekstraklasy, co jest akurat bardzo dobre – i do oglądania i do rywalizacji i do rozwoju dla zawodników. Fajnie, że ta liga tak wygląda.

• Ostatnio przegraliście w Łodzi 0:2 po kiepskim występie... 

– Chyba nawet jednym z gorszych meczów w naszym wykonaniu. Na pewno teraz będziemy chcieli pokazać, że to był tylko wypadek przy pracy. Dużo rzeczy się zmieniło i to w obu drużynach. Teraz krok po kroku, w treningu będziemy wdrażali rzeczy konkretnie pod Widzew. Chcemy wyjść i wygrać, jak w każdym spotkaniu, bo każdego można pokonać.

• A twoim zdaniem klub z Łodzi będzie teraz walczył o zupełnie inne cele niż na wiosnę poprzednich rozgrywek? 

– Jak powiedziałem, że ciężko przed nami stawiać jakieś cele w tym momencie, to tak samo uważam z Widzewem. Naprawdę, może być tak, że znowu większa część ligi będzie walczyła po dwóch meczach o puchary, a po dwóch kolejnych o utrzymanie.

• Powiedz jeszcze czy sporo się zmieniło, jeżeli chodzi o pracę sztabu szkoleniowego? 

– Organizacyjnie troszkę tak, ale piłka w piłce jest bardzo podobna. Trenerzy się różnią, trener Misiura daje nam więcej rad, jest bardziej doświadczony, zwraca uwagę na inne rzeczy. Miałem z nim jedną rozmowę i patrzy na różne rzeczy pod innym kątem. Wiele z tej rozmowy wyciągnąłem, ale jakie to będzie miało przełożenie na boisko, przekonamy się w najbliższym czasie.

• Nadal wszystko jest analizowane, nawet na treningach? 

– W tym temacie nic się nie zmienia. Tak teraz wygląda piłka – analizy są wszędzie, czy to grupowe, czy indywidualne. Analizy treningów, to też nic nadzwyczajnego. Przecież na zajęciach ćwiczymy już różne scenariusze pod kątem konkretnego meczu. Jak to zrobimy dobrze na treningu, to potem wyjdzie dobrze podczas walki o punkty. Jeżeli jeszcze wszędzie tego nie ma, to wkrótce na każdym poziomie, to już będzie norma.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama