• Jest pan pierwszym prezesem LOT-u z Lublina. Zgadza się?
- Zgadza. W Lublinie się urodziłem w 1977 roku. Rodzice: tato Jerzy - lekarz i mama Danuta - farmaceutka. Oboje pracowali w PSK-4. Mieszkaliśmy z rodzicami na Czechowie przy ulicy Harnasie. W Lublinie chodziłem do szkół podstawowych numer 16 i 44. To lata mojej radosnej i niekiedy burzliwej młodości. Tego się nigdy nie zapomina.
• Potem rodzina przeniosła się do Radomia. A po maturze w były studia w Cambridge.
- Najpierw było liceum Jana Kochanowskiego w Radomiu. Potem stypendium Szkół Zjednoczonego Świata oraz elitarna katolicka szkoły średnia Downside School w Wielkiej Brytanii, gdzie zdałem maturę. W roku 1995 rozpocząłem studia ekonomiczne na Uniwersytecie Cambridge, Pembroke College. Byłem stypendystą Pembroke College, Cambridge Overseas Trust, Cambridge European Trust oraz brytyjskiej firmy logistycznej Foster Yeoman Ltd. W czasie studiów pracowałem w Union Bank of Switzerland w Zurychu oraz JP Morgan & Co w Londynie.
• Po powrocie do kraju?
- Kolejno w firmie Foster Yeoman Ltd. jako Business Development Manager oraz Yeoman Poland Sp. z o.o. jako członek zarządu. Założyciel i prezes zarządu spółki Kolej Bałtycka S.A., jednego z pierwszych niezależnych przewoźników kolejowych towarów w Polsce. Od września 2005 roku założyciel i dyrektor zarządzający firmy Freightliner PL Sp. z o.o., będącej częścią jednej z najbardziej dynamicznych grup kolejowych w Europie, posiadającej ambitne plany inwestycji i rozwoju działalności na rynku polskim.
• Odejdźmy na chwilę od tego wątku. Czy zna pan inną linię lotniczą podobnej wielkości jak LOT o podobnej fluktuacji kadry zarządzającej, w tym prezesów?
- Historia LOT-u podobna jest do wielu spółek, w których nieefektywne zarządzanie znacząco odbiło się na finansowej kondycji przedsiębiorstwa. Jednak mimo wcześniejszych kłopotów, dzięki podjętym środkom naprawczym LOT jest na dobrej drodze aby wyjść na prostą. Należy z przeszłości wyciągnąć stosowne wnioski i skupić się na budowaniu rentownego biznesu, który w przyszłości zacznie przynosić trwałe zyski. To właśnie zakłada nowa strategia rozwoju LOT-u do 2020 roku.
Nie chciałbym wdawać się w dyskusje na temat przeszłości LOT-u i roztrząsać decyzji moich poprzedników. Chciałbym przede wszystkim skupić się na obecnej sytuacji spółki i stojącymi przed nami wyzwaniami. Po zakończonym bolesnym procesie restrukturyzacji spółki udało się z sukcesem rozpocząć jej rozwój. Znacząco przyczyniliśmy się do poprawy kondycji firmy, poprawiając strukturę kosztową i eliminując niepotrzebne wydatki. Narzuciliśmy żelazną dyscyplinę względem kosztów. Moim celem jest sprawić, by spółka mogła zarabiać i rozwijać się samodzielnie - to jest w tym momencie największym priorytetem. Cieszę się niezmiernie, że już widoczne są pierwsze pozytywne efekty tych działań.
• Co różni pańską strategię menadżerską od poczynania poprzedników?
- W przeszłości zarządzałem prywatnym przedsiębiorstwem - udało mi się założyć i z sukcesem rozwinąć spółkę kolejową. Choć to nie to samo co biznes lotniczy, nadal pozostaję w obszarze działalności operacyjnej, który znam doskonale. Dzięki temu wiem, jak ważna jest dyscyplina kosztowa, efektywne dysponowanie zasobami jakie mamy oraz nastawienie na generowanie wpływów. Tym podejściem staram się zarazić moich współpracowników. Każdą złotówkę, jaka jest w ich rękach, powinni oglądać po stokroć zanim zostanie wydana. Czyli, jednym słowem, pieniądze firmy powinni traktować jak swoje własne. Tylko w ten sposób, uda nam się sprawić, że LOT nie wpadnie już w kłopoty, jakie miał w przeszłości. Swojemu zespołowi nieustannie powtarzam, odwołując się do porównania do gry komputerowej, że LOT już wykorzystał swoje wszystkie dodatkowe życia: sprzedaliśmy już wszystkie wartościowe zasoby, otrzymaliśmy pomoc publiczną. Jedyne co nam pozostaje, to zacząć funkcjonować jak prywatne, zdrowe przedsiębiorstwo. W prowadzeniu biznesu operacyjnego jakim niewątpliwie jest LOT, niezwykle ważne są uniwersalne cechy i umiejętności, takie jak umiejętność twardego negocjowania, utrzymywanie żelaznej dyscypliny kosztowej czy wreszcie głębokie przekonanie, że uda nam się osiągnąć zamierzony cel. Tak samo, jak byłem przekonany, że uda mi się zbudować z sukcesem przewoźnika kolejowego i zrobiłem to, tak samo jestem głęboko przekonany, że uda nam się zbudować zdrowy, konkurencyjny i trwale rentowny LOT.
• Do tej pory dominował pogląd, że jedynym lekarstwem dla tej niezwykle kosztownej linii jest jej sprzedaż innemu przewoźnikowi. Jaka jest pańska opinia?
- Nowa strategia LOT-u do 2020 roku opiera się w swoich założeniach na samofinansowaniu naszego rozwoju. Dotyczy to zarówno pozyskiwania nowych samolotów, dzięki leasingowi operacyjnemu, jak również uruchamiania nowych połączeń. Pragnę podkreślić, że LOT nie jest w sytuacji, w której potrzebuje inwestora, który będzie miał za zadanie uratować LOT przed upadkiem. Szukamy partnera mniejszościowego, który zechce uczestniczyć w rozwoju spółki i nadać temu rozwojowi szybszego tempa.
• Niedawno usłyszeliśmy o planach podwojenia w ciągu czterech lat liczby pilotów z 420 do 820 i personelu pokładowego z 700 do 1700 osób oraz rozbudowaniu floty do 70 maszyn; w tym 16 dreamlinerów oraz zwiększenia przewozów z 5 do 10 mln rocznie. Jak to można osiągnąć? Skąd mają pochodzić środki na taką ekspansję?
- Na rynku jest bardzo dużo kapitału. Dużo ważniejsza od samych pieniędzy jest reputacja i zaufanie. Między innymi dzięki swoim poprzednim osiągnięciom mam tę reputację i jestem w stanie przekonać naszych partnerów, że warto z nami współpracować. Mówię tutaj o leasingodawcach, którzy nie mają problemu, by umożliwić LOT-owi pozyskiwanie samolotów bez konieczności ich zakupu. Już dziś mogę powiedzieć, że w przyszłym roku naszą flotę zasilą nowe Boeingi 737, jak również dwa nowe Dreamlinery - wszystkie w oparciu o bardzo korzystny dla LOT-u umowy leasingowe. Oczywiście, jeśli mowa jest o nowych samolotach, to i oznacza to zwiększenie liczby pilotów i członków personelu pokładowego. Jeśli zaś chodzi o liczbę pasażerów to nie jest to jedynie wytwór naszej wyobraźni. Tylu pasażerów jest nam potrzebnych by odzyskać udział w rynku w Polsce do poziomu zaledwie 25 proc. w 2020 roku. To minimum, które pozwoli LOT-owi skutecznie konkurować na rozwijającym się rynku.
• Odżywa koncepcja Centralnego Portu Lotniczego o docelowej przepustowości 50 mln pasażerów z lokalizacją pomiędzy Warszawą i Łodzią. Kto miałby finansować taką inwestycję? Czy zyskałaby aprobatę Unii Europejskiej? Co miałoby się stać w przypadku jej realizacji z Okęciem i Modlinem?
- Warszawa jest obecnie ważnym węzłem przesiadkowym dla wielu tysięcy pasażerów w regionie. Co roku ponad 40 proc. wszystkich podróżnych, którzy korzystają z naszych usług nie zatrzymuje się w Warszawie, ale przesiada się na kolejne rejsy. Docelowo ten odsetek urośnie do 50 proc. Wiemy - nie podlega to dyskusji, że za kilka lat pojawią się naturalne bariery dla tego rozwoju, bo przepustowość Lotniska Chopina zwyczajnie się wyczerpie. Będziemy więc zmuszeni przenieść nasze operacje na inne centralnie położone lotnisko w Polsce. Najważniejsze dla tej inwestycji jest, by nowe lotnisko znajdowało się na jednej z głównych dróg komunikacyjnych i by było jak najmniej przeszkód środowiskowych do jego budowy i dalszego rozwoju. Centralny Port Lotniczy powinien być jednym z najważniejszych filarów nowej strategii dla sektora lotniczego w Polsce.
• Co się zmieniło w LOT-cie od początku tego roku?
- Gdy obejmowałem stanowisko prezesa LOT dopiero co zakończył się trudny proces restrukturyzacji spółki. Firma stała przed poważnym wyzwaniem, czyli rozwojem swojej działalności. Udało nam się z sukcesem ten rozwój rozpocząć, to jest tylko w tym roku otworzyć 23 nowe połączenia. Poprawiliśmy strukturę kosztową spółki, czyli wyeliminowaliśmy niepotrzebne wydatki. Udało nam się pozyskać kilka ważnych elementów, bez których dalszy rozwój byłby utrudniony. Wzmocniliśmy też naszą stronę sprzedażową i marketingową - szczególnie w Polsce, tak żeby zacząć aktywnie walczyć o serca pasażerów. To wszystko przynosi już pierwsze efekty. W czerwcu LOT odrobił stratę i zaczął zarabiać na lataniu. W sierpniu ogłosiliśmy nową strategię, która zakłada dalszy, rentowny rozwój naszej firmy.
• Zapowiedział pan powrót do zaniechanych połączeń Warszawa-Newark i Rzeszów-Newark. Kiedy się to stanie?
- Polacy mieszkający w Nowym Jorku i generalnie w całej Ameryce Północnej to dla nas bardzo ważna grupa klientów. W poprzednich latach nie była wystarczająco doceniana. Chcemy być linią pierwszego wyboru dla każdej osoby, która wybiera się w podróż do Polski. Newark to strategiczne lotnisko z punktu widzenia osób mieszkających w obrębie suburbii Nowego Jorku oraz stanów New Jersey i Pensylwania, dla których dojazd do zatłoczonego lotniska JFK na nowojorskim Queensie jest zwyczajnie zbyt długi. Znakomitą część tych osób stanowi Polonia. W związku z błędną decyzją o skasowaniu połączeń do Newark wielu z naszych rodaków przesiadło się na pokłady samolotów innych linii lotniczych. Zamierzamy sprawić, by LOT ponownie stał się linią pierwszego wyboru dla każdego, kto wybiera się w podróż ze Stanów Zjednoczonych do Polski. Jest nam niezwykle miło móc przywrócić to połączenie. Będziemy obsługiwać je z Warszawy najpierw cztery, a potem pięć razy w tygodniu. W sprawie połączeń z Rzeszowa trwają jeszcze analizy. Jestem jednak optymistą.
• Czy planujecie jakieś inne połączenia do Stanów? Jak chcecie walczyć na trudnym rynku transatlantyckim z konkurencją?
- Branża lotnicza to niezwykle wymagający i konkurencyjny obszar biznesu. Wkładamy jednak wiele wysiłku w to, aby nasza oferta wyróżniała się na tle ofert innych przewoźników. Wiemy, że pasażerowie z Ameryki cenią sobie przede wszystkim swój czas, wysoki komfort podróży, dobrą cenę i możliwości dogodnych przesiadek w dalszych kierunkach w Europie. Dziś LOT ma wszystkie narzędzia, by móc taką ofertę zapewnić. Jako jedyni oferujemy bezpośrednie połączenia ze Stanów Zjednoczonych do Warszawy, będącej jednocześnie centralnym hub-em przesiadkowym z szeroką ofertą krótkich przesiadek do wielu destynacji w Europie Środkowo-Wschodniej i na Bliski Wschód. Mimo konkurencji nasze samoloty latające przez Atlantyk są wypełnione niemal po brzegi. Jako jedyni w Europie wszystkie połączenia dalekiego dystansu wykonujemy Dreamlinerami, będącymi w dalszym ciągu najbardziej technologicznie zaawansowanymi samolotami świata.
• Co z wizerunkiem LOT-u, jako linii kosztownej?
- Pragniemy z tym wizerunkiem zerwać. Dlatego nasi pasażerowie mogą liczyć na liczne i atrakcyjne promocje cenowe. Ameryka Północna jest dla nas jednym z absolutnie kluczowych rynków, dlatego oprócz połączenia do Newark ogłosiliśmy też rejsy do Los Angeles. To pierwsze w historii regularne połączenie do Kalifornii - regularne, bo LOT latał w przeszłości w rejsy czarterowe. Na Zachodnim wybrzeżu nasz Dreamliner pojawi się 3 kwietnia, a połączenie będzie realizowane cztery razy w tygodniu. Bilety są już w sprzedaży. Serdecznie zapraszam na pokłady naszych samolotów. Nie zawiedziecie się.

















Komentarze