• O pańskiej obecności w radzie miasta zadecydował łut szczęścia. Spodziewał się pan tak wyrównanej rywalizacji z mało rozpoznawalnym kandydatem konkurencyjnego komitetu?
Paweł Matras: – Walka była wyrównana - to fakt, jednak pragnę zauważyć, iż jako jedyny byłem popierany przez partię polityczną, co spowodowało, że ludzie sympatyzujący z partiami typu PO, Nowoczesna, SLD itp. popierali kandydata z ugrupowania Janusza Grobla. Uważam więc swój wynik za satysfakcjonujący.
• Jak to się stało, że zajął się pan polityką i działalnością publiczną? Niedzielne wybory były już drugimi, w których brał pan udział, a nie zdążył pan nawet skończyć studiów.
Zaczynałem w samorządzie szkolnym, a pierwsze wybory wygrałem dostając się do Młodzieżowej Rady Miasta. Zawsze interesowałem się tym co dzieje się wokół mnie i często zadawałem pytania dlaczego jest tak, a nie inaczej. Gdy uważałem, że coś jest nie w porządku, czy dzieje się źle, starałem się interweniować. W związku z tym założyłem stowarzyszenie ,,Przyjazne Włostowice”, w ramach którego udało mi się wspólnie z mieszkańcami zmienić pewne rzeczy i osiągnąć zamierzone cele. Do tej pory skuteczność naszych działań zaskakuje wiele osób. Jeszcze studiuję zaocznie i nie uważam tego za jakąkolwiek wadę. W obecnej radzie miasta jest wiele osób, które mają tylko wykształcenie średnie i nikt nie zwraca na to uwagi.
• W trakcie kampanii część mieszkańców zarzucała panu brak wystarczającego przygotowania i doświadczenia potrzebnego do wypełniania funkcji radnego.
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Nie będąc radnym udało mi się rozwiązać wiele problemów, które trapiły mieszkańców Włostowic, np. budowę przejścia dla pieszych w okolicach Biedronki, skuteczne zablokowanie masztu komórkowego w centrum osiedla, czy przywrócenie biletów studenckich. Wielokrotnie zgłaszałem projekty w ramach budżetu obywatelskiego. Wiele z nich przeszło, chociażby ostatni, na kompleks sportowo-rekreacyjny przy SP nr 4 za ponad 40 tysięcy złotych. Wiele lat współpracowałem z parlamentarzystami m.in. z poseł Małgorzatą Sadurską, a obecnie z posłem Krzysztofem Szulowskim. Podczas mojej codziennej pracy mam styczność z ludźmi i ich problemami.
• W ostatniej dekadzie miasto wydało setki milionów złotych na różnego rodzaju inwestycje. Mógłby pan wymienić przykłady tego, za co można pochwalić władze, a za co je skrytykować?
Najbardziej cieszę się z budowy ulicy Ceglanej. Stanowi ona część obwodnicy, czyli drogi alternatywnej dla miasteczka holenderskiego i jest bardzo potrzebna. Cieszy mnie też budowa kompleksu sportowego przy Szkole Podstawowej nr 11. Niezadowolony jestem natomiast z wykonania puławskiej Mariny, bo okazuje się że po tak krótkim czasie użytkowania, wymagany jest remont parkingu, który ma kosztować około 1,6 mln złotych. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Kolejna bardzo zła inwestycja to plac zabaw przy ulicy 6 Sierpnia za 722 000 zł. Ta kwota moim zdaniem jest za wysoka jak na obiekt tego typu.
• Jakie potrzeby dostrzega pan na os. Włostowice i co dla mieszkańców tej części miasta władze powinny zrobić w pierwszej kolejności?
Ważne jest też to, aby w południowej części Włostowic powstał plac zabaw. Na dzień dzisiejszy w okręgu wyborczym, z którego startowałem, nie ma żadnego takiego miejsca, gdzie mogłyby się spotkać rodziny. Najbliższe to Szkoła Podstawowa nr 4. Kwestia ławek i koszy na śmieci też jest istotna, szczególnie dla osób starszych, które spacerując, czy idąc do lekarza, nie mogą nawet na chwilę usiąść i odpocząć. Chciałbym doprowadzić także do powstania kolejnego okręgu w ramach budżetu obywatelskiego oddzielając os. Niwa i Włostowice oraz aktywnie włączyć się do planowanych konsultacji z mieszkańcami w sprawie Straży Miejskiej.
• Jedną z inwestycji, o których pan wspominał, podobnie jak pański konkurent, była budowa południowej obwodnicy. Uważa pan, że jej brak w przyszłorocznym budżecie to błąd?
Tak, jednak wynika to z faktu iż poprzedni radny nie podjął działań, aby władze zrobiły krok w tym kierunku. Po to wybieramy radnych z okręgów wyborczych, aby mogli oni reprezentować różne rejony miasta i potrzeby mieszkańców. Ja uważam, że droga alternatywna dla miasteczka holenderskiego powinna powstać.
• Skoro już mówimy pańskim poprzedniku. W radzie miasta zastąpi pan jednego z najbardziej doświadczonych puławskich samorządowców, Zbigniewa Śliwińskiego. Chciałby pan pójść w jego ślady i zostać w radzie na kolejne pięć, sześć kadencji?
Na razie nie zastanawiam się nad tym. Teraz najważniejsze dla mnie jest to, aby doprowadzić do zrealizowania potrzeb, o których mówiłem podczas kampanii wyborczej.
• O pańskiej obecności w radzie miasta zadecydował łut szczęścia. Spodziewał się pan tak wyrównanej rywalizacji z mało rozpoznawalnym kandydatem konkurencyjnego komitetu?
Paweł Matras: – Walka była wyrównana - to fakt, jednak pragnę zauważyć, iż jako jedyny byłem popierany przez partię polityczną, co spowodowało, że ludzie sympatyzujący z partiami typu PO, Nowoczesna, SLD itp. popierali kandydata z ugrupowania Janusza Grobla. Uważam więc swój wynik za satysfakcjonujący.
• O pańskiej obecności w radzie miasta zadecydował łut szczęścia. Spodziewał się pan tak wyrównanej rywalizacji z mało rozpoznawalnym kandydatem konkurencyjnego komitetu?
Paweł Matras: – Walka była wyrównana - to fakt, jednak pragnę zauważyć, iż jako jedyny byłem popierany przez partię polityczną, co spowodowało, że ludzie sympatyzujący z partiami typu PO, Nowoczesna, SLD itp. popierali kandydata z ugrupowania Janusza Grobla. Uważam więc swój wynik za satysfakcjonujący.

















Komentarze