O tym, że działający w Lublinieod 2012 r. sklep ma zostać zlikwidowany, pracowników poinformowano pod koniec listopada. – Najpierw mówiło się o restrukturyzacji, która ma nas uzdrowić i o tym, że zwolnień nie będzie. Dosłownie trzy dni później dostaliśmy wypowiedzenia – relacjonuje pani Zofia, która w lubelskim sklepie pracowała od jego otwarcia.
– Szefostwo prosiło nas żebyśmy pracowali do końca i tak też było. Nikt nie poszedł na zwolnienie. Chcieliśmy zachować się jak ludzie i pomóc do końca firmie, z którą związani byliśmy przez lata – opowiada pani Małgorzata, która w sklepie przy ul. Mełgiewskiej przepracowała 4,5 roku. – Dlatego tym bardziej jest nam przykro, że tak źle nas potraktowano – dodaje.
Zrozpaczone kobiety przyszły wczoraj do naszej redakcji. Pokazywały swoje wypowiedzenia, z których wynika, że firma zobowiązała się wypłacić im wraz z ostatnią pensją (płatną 31 grudnia) także odprawę w wysokości dwumiesięcznego wynagrodzenia. Do ich kieszeni miało też trafić odszkodowanie – również w wysokości podwójnej pensji.
– W zależności od zajmowanego stanowiska mówimy o różnych sumach. Szacujemy, że każdy z pracowników powinien otrzymać średnio 6-10 tys. zł – mówi pani Anna, związana z lubelskim sklepem niemal od pięciu lat. – Tych pieniędzy jednak nie dostaliśmy. Nasza sytuacja jest tragiczna, bo nie możemy pobierać zasiłku dla bezrobotnych. Żeby nie stracić części pieniędzy z urzędu pracy powinnyśmy zarejestrować się dopiero w marcu.
– Nie wiemy, co zrobimy pod koniec stycznia. Wtedy pojawią się przecież kolejne rachunki za media i mieszkanie. Nie będziemy w stanie ich jednak zapłacić, bo nie mamy ani odprawy, ani zasiłku – denerwuje się pani Anna.
Pod koniec roku Praktiker zlikwidował sklep w Lublinie i Rzeszowie. Wcześniej zamknięto markety we Wrocławiu, Pile i Poznaniu. Na początku grudnia firma informowała, że świadczenia pracownicze są „realizowane na bieżąco”, czyli nie ma żadnych opóźnień w wypłacaniu wynagrodzeń. Co się zmieniło?
– Obecnie w Praktiker Polska Sp. z o.o. w restrukturyzacji są zatrudnione 1404 osoby. Wszyscy pracownicy firmy otrzymali wynagrodzenia za grudzień 2016 roku jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Także ci, których objęła redukcja zatrudnienia – informuje Marta Ziobro, kierownik działu marketingu firmy. – Wszystkie inne świadczenia, w tym odprawy, będą regulowane.
Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi. Informacje o tym, kiedy gotówka trafi do pracowników lubelskiego sklepu mają być znane dopiero po 10 stycznia. – Firma musi mieć na uwadze dobro wszystkich pracowników, zarówno tych, których objęła redukcja zatrudnienia, jak też tych, których praca pozwala na dalsze normalne funkcjonowanie spółki – dodaje Ziobro.
– To skandal – komentują pracownicy lubelskiego sklepu. – Ustalenia były inne. Jesteśmy ogromnie rozczarowani i nie wykluczamy, że wspólnie zgłosimy tę sprawę w sądzie pracy.
Zwolnieni z Almy też czekają
O zaległe wynagrodzenie wciąż walczą też pracownicy zamkniętych w październiku delikatesów Alma, które działały w Tarasach Zamkowych i Galerii Olimp. – Nie dostaliśmy odpraw. Kwoty, na jakie czekamy, zaczynają się od 3 tys. zł i rosną w zależności od zajmowanego stanowisko i stażu pracy – mówi nam jedna z pracownic lubelskiego sklepu. – Mamy nadzieję na odzyskanie pieniędzy, ale boję się, że może to trwać wiele miesięcy. W spółce wciąż trwa postępowanie sanacyjne i nie ma możliwości wypłaty środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
O tym, że działający w Lublinieod 2012 r. sklep ma zostać zlikwidowany, pracowników poinformowano pod koniec listopada. – Najpierw mówiło się o restrukturyzacji, która ma nas uzdrowić i o tym, że zwolnień nie będzie. Dosłownie trzy dni później dostaliśmy wypowiedzenia – relacjonuje pani Zofia, która w lubelskim sklepie pracowała od jego otwarcia.
– Szefostwo prosiło nas żebyśmy pracowali do końca i tak też było. Nikt nie poszedł na zwolnienie. Chcieliśmy zachować się jak ludzie i pomóc do końca firmie, z którą związani byliśmy przez lata – opowiada pani Małgorzata, która w sklepie przy ul. Mełgiewskiej przepracowała 4,5 roku. – Dlatego tym bardziej jest nam przykro, że tak źle nas potraktowano – dodaje.

Komentarze