Władze Nałęczowa złożyły do Urzędu Marszałkowskiego projekt warty 11,7 mln złotych i liczyły na 9,9 mln złotych dofinansowania. Tymczasem cała pula środków z RPO na ten cel była niewiele wyższa. Projekt zdobył jednak zaledwie 65 punktów na 100 możliwych i znalazł się na miejscu, które nie dawało żadnych szans na pozyskanie unijnej dotacji.
Pod koniec ubiegłego roku urzędnicy złożyli obszerne odwołanie, wytykając oceniającym błędy, które kosztowały ich miliony. Zarząd województwa postanowił więc powołać innego, niezależnego eksperta i zlecił ponowną ocenę wniosku dotyczącego rewitalizacji parku. Ten nie miał wątpliwości, że wniosek jest dobry. Przyznał aż 90 punktów na 100 możliwych.
– Nasze argumenty zostały uwzględnione w całości. Gdyby taka ocena była wystawiona od razu, podpisywalibyśmy już umowę i moglibyśmy startować z przetargiem. Szkoda, że dopiero po naszym proteście przypisano nam te zaległe 25 punktów. Nasz projekt był znakomity, a całe to zamieszanie może znacznie opóźnić tę ważną dla nas i całego regionu inwestycję – mówi Artur Rumiński, zastępca burmistrza Nałęczowa.
Skąd tak znaczna różnica pomiędzy pierwszą, a drugą oceną nałęczowskiego wniosku?
Dwaj eksperci, inne oceny
– W mojej ocenie nie można mówić o naszej pomyłce. Zarząd województwa powołuje niezależnego eksperta, który ocenia wnioski pod względem merytorycznym, przyznając punkty. Ten poprzedni nie uwzględnił 20 z 22 obiektów dziedzictwa kulturowego, co mogło być wynikiem nieprecyzyjnych zapisów w samym wniosku. To natomiast zaważyło na punktacji – tłumaczy Paweł Florek z Departamentu Zarządzania RPO w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie.
Za ponowną ocenę odpowiadał już inny ekspert. Ten zakwalifikował 22 obiekty i przyznał o 25 punktów więcej, co wywindowało wniosek na drugie miejsce na liście, tuż za projektem z Łęcznej. W Nałęczowie liczą więc na to, że 10-milionowa dotacja jeszcze w tym roku zostanie im przyznana. Niestety, Urząd Marszałkowski tego nie potwierdza.
– Reguły gry są takie, że na procedurę odwoławczą mamy 10 procent z całej puli środków w konkursie, czyli 1,1 mln złotych i tylko o takich pieniądzach możemy dzisiaj mówić w kontekście Nałęczowa. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy teraz zdjęli środki innym samorządom, bo to nie jest zgodne z regulaminem konkursu – tłumaczy Paweł Florek. – Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie zabezpiecza potrzeb tego projektu, ale składając go, władze Nałęczowa musiały liczyć się z takim scenariuszem – dodaje.
Będzie proces?
– To chyba jest jakiś żart – odpowiada Artur Rumiński, zastępca burmistrza Nałęczowa, który nie wyklucza wejścia na drogę sądową przeciwko Urzędowi Marszałkowskiego w Lublinie.
Nie byłby to jedyny samorząd, który nosi się z takim zamiarem. Swój protest w sprawie konkursowej oceny wniosku złożył także Urząd Miasta w Lublinie, który liczył na rewitalizację terenów zielonych na os. Bronowice.
Istotne wydaje się także to, że gdyby nie błędna ocena wniosku Nałęczowa, pieniędzy wystarczyłoby zarówno na rewitalizację w Łęcznej, jak i u nich. Na pokrycie potrzeb tych dwóch najwyżej (z dzisiejszej perspektywy) ocenionych projektów, zabrakłoby jedynie 0,5 mln złotych, co mogłoby zostać zniwelowane oszczędnościami poprzetargowymi. Teraz sytuacja jest jednak zupełnie inna.
Kompromisem mogłoby być zwiększenie środków w całej puli. – Rozważamy taką możliwość, natomiast ta operacja wymaga zgody Komisji Europejskiej. Będziemy rozmawiać na ten temat z Brukselą podczas zbliżających się negocjacji Regionalnego Programu Operacyjnego – zapewnia Paweł Florek.
Władze Nałęczowa złożyły do Urzędu Marszałkowskiego projekt warty 11,7 mln złotych i liczyły na 9,9 mln złotych dofinansowania. Tymczasem cała pula środków z RPO na ten cel była niewiele wyższa. Projekt zdobył jednak zaledwie 65 punktów na 100 możliwych i znalazł się na miejscu, które nie dawało żadnych szans na pozyskanie unijnej dotacji.
Pod koniec ubiegłego roku urzędnicy złożyli obszerne odwołanie, wytykając oceniającym błędy, które kosztowały ich miliony.

















Komentarze