Sprawa Natalii Sidor z Lublina dotyczy sprzedaży 400 sztuk odzieży outletowej za około 4,9 tysięca złotych małżeństwu z Goraja - Dawidowi i Żanecie. Klienci uznali towar za „brudny, dziurawy, zniszczony”. Sprzedająca twierdzi, że był to standardowy outlet. Kupujący przekazali jej zażalenia. Ani jednak nie złożyli formalnej reklamacji, ani nie odesłali towaru.
Jak czytamy w „Gazecie Biłgorajskiej”, małżeństwo z Goraja relacjonowało później w sądzie, że długo bezskutecznie wydzwaniali do firmy Sidor, aż w końcu pojechali z towarem do Lublina, ale sprzedawcy nie znaleźli. Natalia Sidor broni się, że nic takiego nie miało miejsca. Dawid i Żaneta zgłosili sprawę na policję we Frampolu.
Śledztwo trwało kilkanaście miesięcy. Sidor przynajmniej osiem razy odbierała telefony od „ludzi podających się za policjantów”, jak mówi, ale nie wiedziała, z kim naprawdę ma do czynienia, więc czekała na wezwanie wysłane na adres firmy. Nic nie przyszło. 8 lutego 2024 roku została zatrzymana na Okęciu. 1 lutego 2025 roku sytuacja powtórzyła się w Porcie Lotniczym Lublin. Funkcjonariusze - jak się dowiadujemy - usiłowali zdobyć adres do doręczenia wezwania.
Sidor utrzymuje, że niczego nie ukrywała, ale korespondencji i tak nie otrzymała. 10 lipca 2025 roku została zakuta w kajdanki przez policjantów w magazynie swojej firmy przy ulicy Smoluchowskiego w Lublinie. - Wydali za mną list gończy i nakaz aresztowania. Prokurator wnioskował o zastosowanie wobec mnie dwumiesięcznego aresztu – opowiada Sidor.
Przewieziono ją do Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju, gdzie złożyła zeznania i otrzymała postanowienie o uchyleniu tymczasowego aresztowania. - Policjanci już bez kajdanek odwieźli mnie do siedziby firmy – wspomina kobieta.
W trakcie śledztwa zabezpieczono i zwrócono kupującym całą kwotę transakcji. Sam towar został jednak przez małżeństwo z Goraja... zutylizowany i siłą rzeczy nie stanowi niezbijalnego dowodu. Obie strony deklarują, że były i są gotowe zakończyć sprawę ugodą. Mimo to prokuratura skierowała akt oskarżenia o oszustwo. Śledczy wskazują, że zwrot pieniędzy nie wyklucza przestępstwa, a działania były konieczne do ich odzyskania.
Prowadzący sprawę prokurator Ireneusz Gmyz z Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju podkreślał też w rozmowie z nami, że funkcjonariusze mieli problem z doręczeniem wezwań i ustaleniem miejsca pobytu oskarżonej. Sidor utrzymuje, że nie unikała kontaktu, a zastosowane wobec niej środki, w tym zatrzymania i list gończy, były nieproporcjonalne do skali przewinienia. Prokurator Gmyz odrzucił możliwość polubownego zakończenia sprawy, argumentując to... szantażem ze strony pani Sidor. Sprawa trafiła do sądu i wciąż pozostaje nierozstrzygnięta.
Wyjaśnić opinii publicznej
Po publikacji naszego reportażu, który zawierał rozmowę z prokuratorem Ireneuszem Gmyzem z Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju, skontaktowała się z nami pani Natalia Sidor. Przekazała obszerne sprostowanie wypowiedzi prokuratora Gmyza sporządzone przez jej adwokata Edmunda Falandysza.
- Prokurator mówi: „Chciała umorzenia ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu”. Tymczasem pani Natalia Sidor wnosiła o umorzenie postępowania wobec braku danych dostatecznie uprawdopodabniających popełnienie przestępstwa. Prokurator dodaje: „I w trakcie postępowania zaczęła mnie szantażować. Powiedziała, że jeśli się nie zgodzę, doniesie o sprawie do mediów i będzie podejmować wobec mnie różne działania. Stwierdziłem, że nie będę ulegał takiemu naciskowi. Nie może być tak, że ktoś grozi nagłośnieniem sprawy i w ten sposób wymusza decyzję prokuratora. W związku z tym zdecydowaliśmy się skierować sprawę do sądu”. Prokurator zdecydował się na wniesienie aktu oskarżenia w dniu 27.08.2025 roku, a posiedzenie sądu w przedmiocie rozpoznania wniosku o umorzenie postępowania odbyło się w dniu 29.12.2025 roku. To na tym posiedzeniu obrońca oskarżonej przedstawił wszelkie uchybienia prokuratury i wskazał, że sprawa nadaje się do mediów wobec tak rażącego naruszenia procedur i opinia publiczna powinna się dowiedzieć, dlaczego tak się wydarzyło, a pan prokurator Ireneusz Gmyz powinien to opinii publicznej wyjaśnić - pisze mecenas Falandysz.
Nie wykonano żadnych czynności
Adwokat Natalii Sidor polemizuje też z kolejną wypowiedzią prokuratora Gmyza: „Policja ustaliła z nią adres do doręczeń, nawet odebrano od niej oświadczenie, gdzie będzie odbierać korespondencję. Mimo to nie stawiła się i nie odbierała pism”.
- W tym miejscu należy wskazać, że w aktach sprawy nie ma żadnego dowodu na to, żeby pani Natalia Sidor nie odebrała jakiejkolwiek kierowanej do niej korespondencji. Wręcz przeciwnie, odebrała wszystkie wezwania i pisma kierowane do niej z policji, prokuratury czy sądu. Pierwsze wezwanie do Natalii Sidor jest w aktach sprawy na k. 123 teoretycznie z 03.01.2024 roku, jednak nie ma w aktach sprawy potwierdzenia nadania lub odbioru przedmiotowego dokumentu. Następnie na k. 124 jest tożsame wezwanie w drugim egzemplarzu. Powyższe wskazuje na fakt, iż jeden egzemplarz miał być wysłany do Natalii Sidor, a drugi miał pozostać w aktach sprawy.
Powyższe dowodzi też, że przedmiotowe wezwanie w ogóle nie zostało wysłane, skoro są dwa egzemplarze tożsamej treści w aktach sprawy i brakuje jakichkolwiek informacji na temat wysyłki lub odbioru dokumentu. W dalszej części akt jest notatka z 23.01.2024 roku wskazująca na próbę kontaktu telefonicznego z Natalią Sidor. Natalia Sidor nie wiedziała, kto do niej dzwoni i nie uznawała za wiarygodne zapraszanie na przesłuchanie w formie telefonicznej i wskazywała na wysyłkę wezwań za pośrednictwem poczty. Brak w aktach w dalszym ciągu potwierdzenia listownego przesłania wezwania na przesłuchanie do Natalii Sidor.
Następnie tego samego dnia, a więc w dniu 23.01.2024 roku, wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów Natalii Sidor. W dniu 07.03.2024 roku prokurator Ireneusz Gmyz wydaje postanowienie o przedłużeniu okresu dochodzenia wobec konieczności przedstawienia zarzutów i przesłuchania Natalii Sidor w drodze pomocy prawnej wobec miejsca zamieszkania podejrzanej. W dniu 28.03.2024 roku wydano postanowienie o zawieszeniu dochodzenia powołując się na zeznania Heleny Paszkowskiej, która zeznała, że wnuczka mieszka u chłopaka, ale nie wie gdzie. Tymczasem Helena Paszkowska wskazała adres miejsca prowadzenia działalności Natalii Sidor - ulica Mariana Smoluchowskiego nr 1, 20-474 Lublin. Jednak pod tym adresem nie dokonano żadnych czynności, nie wysłano żadnej korespondencji. Dalsze czynności prokuratora polegające na zatrzymaniu, wystawieniu listu gończego, tymczasowym aresztowaniu Natalii Sidor były oparte na przeświadczeniu, że nie wiadomo gdzie Natalia Sidor przebywa, w sytuacji gdy Natalia Sidor odbierała każdą kierowaną do niej korespondencję i nie wykonano żadnych czynności pod wskazanym i znanym policji i prokuratorowi adresem wykonywania działalności gospodarczej Natalii Sidor - przekonuje Falandysz.
Złamanie zasad państwa prawa
Mecenas Edmund Falandysz informuje, że do Natalii Sidor w toku postępowania skierowano tylko dwa listy, które zresztą odebrała. Pierwszy zawierał postanowienie o zawieszeniu dochodzenia. Drugi był pismem z terminem zeznań wyznaczonym na 30 sierpnia 2024 roku. Problem w tym, że odebrała je w terminie ustawowym… 5 września 2024 roku. Zadzwoniła na Komisariat VI Policji w Lublinie, ale nic nie wskórała i niczego się nie dowiedziała.
- W protokole posiedzenia Sądu Rejonowego w Biłgoraju jest adnotacja, że „podejrzana Natalia Sidor – nie stawiła się”. W uzasadnieniu postanowienia o poszukiwaniu podejrzanej listem gończym wskazano, że podejrzana nie przebywa w miejscu swojego zamieszkania, nie odbiera wysyłanej na wskazany przez nią adres korespondencyjny, w sytuacji gdy Natalia Sidor odebrała każdą kierowaną do niej korespondencję. Natalię Sidor zatrzymano pod adresem wykonywania działalności gospodarczej przy ulicy Smoluchowskiego, gdzie do tamtej pory, przez ponad dwa lata, nie wykonano żadnych czynności. Niniejsza sprawa stanowi przykład rażącego naruszenia podstawowych zasad państwa prawa, a jednocześnie dramatu osoby prowadzącej legalną działalność gospodarczą, potraktowanej jak groźny przestępca bez rzetelnych dowodów.
Aparat represji?
Mecenas Edmund Falandysz zgadza się z twierdzeniem, że Natalia Sidor jest niesprawiedliwie traktowana przez wymiar sprawiedliwości.
- Po odebraniu przesyłki Pan Z. otworzył tylko jeden karton, po czym uznał, że część odzieży „nie nadaje się do sprzedaży”. Policja nigdy nie zabezpieczyła rzekomego przedmiotu przestępstwa, czyli odzieży. Na posiedzeniu sądu Pan Z. oświadczył, że… wyrzucił całą odzież do śmieci. Tym samym nie istnieje żaden dowód materialny, który mógłby potwierdzić zarzuty. Warto też zaznaczyć, że wszystkie osiem zdjęć rzekomych ubrań, które miały być wadliwe, zostały przekazane policji dwa lata po zdarzeniu, w sierpniu 2025 roku, wcześniej policja nie dokonała żadnych oględzin rzeczy ani nie posiadała zdjęć wadliwych ubrań.
- Obrona nieoficjalnie uzyskała informacje, że pan Dawid Z. może być powiązany rodzinnie z osobami pracującymi w Komisariacie Policji we Frampolu, gdzie złożył zawiadomienie, za pośrednictwem którego to uzyskał zwrot wpłaconych środków w ciągu kilku dni. Powstaje więc zasadnicze pytanie: dlaczego zwykły spór gospodarczy, przy braku dowodów materialnych i przy wartości zaliczki 400 złotych, został przekształcony w sprawę karną z pełnym aparatem represji państwowej? - pyta retorycznie adwokat Edmund Falandysz.














Komentarze