Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Marcin Sasal (Motor Lublin): Skład na Podhale? Dużo znaków zapytania

ROZMOWA Z Marcinem Sasalem, trenerem Motoru Lublin
Marcin Sasal (Motor Lublin): Skład na Podhale? Dużo znaków zapytania

Autor: TOMASZ LEWTAK/MOTORLUBLIN.EU

  • Przed tygodniem zagraliście z Radomiakiem na naturalnej nawierzchni, ze Świtem na sztucznej, a za parę dni wrócicie na główną płytę Areny Lublin, żeby rozpocząć ligę. To chyba nie jest komfortowa sytuacja?

– To nie wszystko, bo pewnie przed pojedynkiem z Podhalem nie będziemy mieli żadnego treningu na normalnej trawie. Nie jest to dla nas idealna sprawa, ale z pogodą nie wygramy. Najważniejsze, że nikt nie złapał kontuzji w tym ostatnim sparingu. Graliśmy w ekstremalnych warunkach, dlatego cieszę się, że wszyscy dotrwali do końca w dobrym zdrowiu.

  • W meczu ze Świtem zabrakło przede wszystkim skuteczności, bo mogliście spokojnie wygrać to spotkanie...

– Nie jestem zadowolony. Mieliśmy sporo okazji, często utrzymywaliśmy się przy piłce, ale zdobyliśmy tylko jednego gola. Po powrocie Konrada Nowaka nasza siła w ataku pewnie będzie większa. Nie chcieliśmy ryzykować odnowienia urazu i szykujemy Konrada na ligę. Pewnie nie będzie mógł wystąpić przed 90 minut, ale nad tym jeszcze będziemy się zastanawiali. Mamy jednak różne alternatywy.

  • Ma pan dużo znaków zapytania, jeżeli chodzi o jedenastkę na sobotni mecz z Podhalem?

– Po meczu z Radomiakiem byłem bliżej składu na ligę, a w tej chwili zupełnie wróciliśmy do innej rzeczywistości. Niektórzy zawodnicy pokazali się z bardzo dobrej strony, a ci którzy byli faworytami do jedenastki wręcz przeciwnie. W związku z tym będziemy musieli na najbliższych treningach coś z tym zrobić. Na pewno decyzje zapadną inne niż miałbym ten skład wystawić zaraz po sparingu ze Świtem. Znaków zapytania jest naprawdę dużo.

  • Także na pozycji bramkarza?

– Oczywiście, bo zarówno Paweł Socha, jak i Andrzej Sobieszczyk popełniają błędy. Chyba trzeba będzie mieć szczęście, żeby wylosować tego, który nie popełni ich w najbliższym meczu.

  • Czy jakieś transfery są jeszcze możliwe?

– Wątpliwa sprawa, żeby ktoś do nas dołączył. Na odejścia też się nie zanosi. Na niektórych pozycjach jesteśmy na styku. Dla przykładu przeciwko Świtowi nie mógł zagrać przeziębiony Patryk Słotwiński i od razu nie mamy zmiennika na lewą obronę. Cały mecz musiał zagrać Przemek Szkatuła i spisał się dobrze. Plus można postawić przy jego nazwisku. Kołderka jest naciągnięta maksymalnie i niedobrze byłoby gdyby ktoś pożegnał się z zespołem. Wówczas mielibyśmy braki.

  • A sytuacja z Leonidem Otchenaszenko? Jego odejście było raczej niespodziewane...

– Sprawa z Leonem toczyła się tak naprawdę od grudnia. Rozmawialiśmy dość długo o tej rundzie. Potem wszystko było po stronie zawodnika. Prawdę mówiąc sam dowiedziałem się o tym ze strony internetowej Motoru. Jadąc na trening przeczytałem, że odszedł bramkarz. Leon miał się nad wszystkim zastanowić i to była jego decyzja, zresztą pożegnał się ze wszystkimi w sposób profesjonalny. Podziękowaliśmy sobie, bo to nie jest tak, że nic nie wniósł do drużyny. Bronił w ośmiu meczach, z których chyba siedem wygraliśmy. To było ważne. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli i to także jego zasługa. Chcieliśmy, żeby u nas został, ale trzeba pamiętać, że mamy trzech bramkarzy. Jeden zawsze musiałby siedzieć na trybunach. W przypadku awansu kontrakt Pawła Sochy zostanie przedłużony. Dopiero przyszedł do nas Andrzej Sobieszczyk. A Leon był tylko wypożyczony. Gdyby na stałe był naszym graczem, to pewnie sytuacja wyglądałaby inaczej. A tak mogłoby się zdarzyć, że ogrywalibyśmy zawodnika dla innego klubu bez możliwości jego zatrzymania. To nie byłaby dobra sytuacja dla Motoru.


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama