Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lublin to żużel. Tłumy kibiców na meczach Speed Car Motoru Lublin

Pełne trybuny i atmosfera wielkiego sportowego święta - takie obrazki towarzyszą tegorocznym meczom żużlowców Speed Car Motoru Lublin. Za sukcesem frekwencyjnym idą wyniki sportowe, bo po czterech kolejkach drużyna zajmuje pierwsze miejsce w tabeli Nice 1. Ligi Żużlowej. I choć kibice coraz śmielej mówią o awansie do Ekstraligi, klubowi działacze tak daleko w przyszłość nie patrzą i sumiennie wykonują swoją pracę

Lubelski żużel ma blisko siedemdziesięcioletnią historię. Największe sukcesy świętował na początku lat 90. To w barwach Motoru Lublin na polskich torach debiutował wielokrotny mistrz świata Hans Nielsen.

Na pierwszym meczu z jego udziałem trybuny stadionu przy Al. Zygmuntowskich wypełniły się po brzegi. To było 1 kwietnia 1990 roku, a wielu kibiców lekko nie dowierzało w zapowiadany przyjazd utytułowanego Duńczyka spodziewając się, że to po postu prima aprilis.

W lubelskim klubie nikt jednak nie żartował, a w Lublinie zapanowała prawdziwa żużlowa gorączka. W następnym sezonie drużyna w składzie m.in. z Nielsenem, Leigh Adamsem, Antoninem Kasperem, Markiem Kępą, Jerzym Mordelem i Dariuszem Śledziem sięgnęła po wicemistrzostwo Polski.

Lata posuchy

Następne lata były niestety równią pochyłą. Sezon 1995 zakończył się spadkiem i rozwiązaniem Motoru. Kolejne kluby kontynuujące żużlowe tradycje w Lublinie balansowały między pierwszą a drugą ligą, czyli w rzeczywistości drugim i trzecim poziomem rozgrywek. Nadzieje na powrót do czasów świetności odżyły w 2004 roku, gdy zespół rywalizujący pod nazwą TŻ Sipma walczył w barażach o awans do Ekstraligi, jednak przegrał z ZKŻ Zielona Góra.

Choć po latach świetności pozostały tylko wspomnienia, na mecze żużlowe w Lublinie wciąż przychodzili najwierniejsi kibice czarnego sportu. W 2008 i 2016 roku i oni musieli obejść się smakiem, bo z powodu problemów finansowych kolejnych klubów, miejscowa drużyna nie przystępowała do rozgrywek. Podczas ostatniego rozbratu z ligowym ściganiem za reaktywację lubelskiego żużla wzięli się działacze mającego sukcesy w motocrossie Klubu Motorowego Cross Lublin na czele z Piotrem Więckowskim. Do współpracy udało się namówić Jakuba Kępę, syna wspomnianego już wcześniej Marka, który miał spore doświadczenie w organizacji żużlowych imprez w całym kraju. Przykładem niech będzie mecz Polska-Mistrzowie Świata, który w październiku 2013 roku z trybun przy Al. Zygmuntowskich obejrzało ponad 10 tysięcy osób.

Stworzona przez nich drużyna w ubiegłym roku pod szyldem Speed Car Motor Lublin zajęła drugie miejsce w drugoligowych rozgrywkach. W barażowym dwumeczu, na przekór niedowiarkom, dwukrotnie pokonała Stal Rzeszów i wywalczyła upragniony awans na zaplecze najlepszej ligi świata.

Kibice w komplecie

Tegoroczne rozgrywki beniaminek z Lublina rozpoczął bardzo dobrze. Na inaugurację na własnym obiekcie zremisował z uznawanym za faworyta pierwszej ligi Orłem Łódź 45:45. Następnie, także przed swoją publicznością, pokonał Car Gwarant Start Gniezno 54:35. W trzeciej kolejce lublinianie przywieźli dwa punkty z Gdańska, gdzie wygrali z uważanym za jednego z pretendentów do awansu Zdunek Wybrzeżem 47:43. W ostatni piątek z Lublina na tarczy wyjechał inny potentat: spadkowicz z PGE Ekstraligi ROW Rybnik. Motor wygrał 48:42 i umocnił się na pierwszym miejscu.

Wynik sportowy to jedno, ale na uwagę zasługuje sukces frekwencyjny. Każde z trzech spotkań przy Al. Zygmuntowskich oglądał komplet publiczności. Lubelski stadion obecnie może pomieścić 8219 kibiców. Biletów na mecz z Orłem w kasach zabrakło na godzinę przed rozpoczęciem zawodów. Przed starciem z drużyną z Gniezna skończyły się dzień wcześniej.

- Jestem tym bardzo pozytywnie zaskoczony i podbudowany. Po cichu liczyliśmy na komplet na inaugurację sezonu, czy na meczu z ROW-em Rybnik, choć w tym drugim przypadku rozgrywanie meczu w piątek o dość wczesnej godzinie wiązało się z pewnymi obawami, że nie wszyscy zdołają dotrzeć na stadion. Ale ostatecznie frekwencja była bardzo miła niespodzianką - mówi Jakub Kępa, dyrektor sportowy Speed Car Motoru.
Wizja przyszłości

Co przyciąga tłumy kibiców na trybuny?

- Na pewno dobrze zbudowana drużyna i wynik sportowy. Efekty przynosi też nasza ciężka praca organizacyjna. Wkładamy sporo serca w to, aby było coraz lepiej. To wszystko pozwala przyjść na stadion i obejrzeć widowisko w niezłych warunkach. Choć do ideału jeszcze sporo brakuje - przyznaje Jakub Kępa.

Przed obecnym sezonem, dzięki pieniądzom z budżetu obywatelskiego, na stadionie zamontowano trzy tysiące krzesełek. Na torze dosypano 300 ton nowej nawierzchni, pojawiła się też nowa maszyna startowa. Po zakończeniu rozgrywek planowane są prace związane ze zmianą geometrii toru, co powinno przełożyć się na bardziej widowiskową jazdę. Ale prawdziwym spełnieniem marzeń kibiców byłaby przebudowa obiektu. W ubiegłym roku działacze przedstawili koncepcję areny mogącej pomieścić blisko 14 tysięcy osób. Ale droga do realizacji tego projektu wydaje się być długa i wyboista.

- W najbliższym czasie czekają nas rozmowy na temat modernizacji, ale to nie jest ten etap, żeby cokolwiek zdradzać. Na pewno marzy mi się, żeby móc zaprosić więcej kibiców niż obecnie, ale to jest wizja przyszłości. Na razie skupiamy się na aspekcie sportowym - mówi dyrektor sportowy klubu.

Samochody w gotowości

Wysoka frekwencja na tegorocznych meczach nie jest dziełem przypadku. - Już końcówka poprzedniego sezonu w drugiej lidze pokazała, że w Lublinie jest ogromny głód żużla. Tych ludzi trzeba zachęcić do tego, żeby przyszli na stadion. Osiem tysięcy osób nie dowie się o meczu tylko dlatego, że poinformujemy o tym na Facebooku i napiszą o tym media. W tym roku już na początku kwietnia wystartowaliśmy z mocną kampanią - mówi Kamil Balcerek z firmy Robimy Marketing, odpowiedzialny w Speed Car Motorze za działania promocyjne.

W całym Lublinie pojawiło się kilkadziesiąt billboardów z zaproszeniem na trzy pierwsze mecze sezonu. W klubie zrezygnowano natomiast z umieszczania przy ruchliwych skrzyżowaniach barierek z banerami informującymi o terminach spotkań. Pod względem informacyjnym sprawdzały się one doskonale, ale uwagi do tego typu nośników miały osoby zajmujące się estetyką miasta.

- Szukaliśmy sposobu na to, żeby tych kilkaset dodatkowych reklam jednak pojawiło się na mieście. Wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać samochody naszych kibiców i okleić ich szyby plakatami. Z pomocą przyszli nasi sponsorzy, którzy sfinansowali druk naklejek. Każda firma mogła umieścić na nich swoje logo, zapraszając na mecze żużlowe. W ten sposób okleiliśmy ponad 400 aut. Kampania kwietniowa dobiegła końca, a kibice już dzwonią i pytają, czy będziemy rozdawać kolejne naklejki, bo ich samochody są gotowe. Oczywiście szykujemy ciąg dalszy tej akcji - mówi Balcerek.

Fajnych mamy kibiców

Na uwagę zasługuje nie tylko frekwencja, ale i atmosfera na trybunach. - Podpisując tu kontrakt wiedziałem, że na mecze w Lublinie przychodzi wielu kibiców. Ale nie spodziewałem się aż takich tłumów i tego, że na każdym meczu będzie komplet widzów. Druga sprawa to ten fantastyczny doping, aż chce się tu jeździć. Ten hałas, jaki słyszymy, robi olbrzymią różnicę - mówi Andreas Jonsson, lider Speed Car Motoru. Doświadczony Szwed na polskich torach ściga się od 1999 roku.

Lubelskich fanów nie mogą nachwalić się także przyjeżdżający na Al. Zygmuntowskie goście. - Fajnie było widzieć pełny stadion. Dzisiaj było dwóch zwycięzców: Motor i jego kibice. A w zasadzie trzech, bo wygrał także żużel - mówił na konferencji prasowej po meczu z ROW-em jego lider Troy Batchelor. Pod wrażeniem był także prezes klubu z Rybnika Krzysztof Mrozek, który w jednym z wywiadów podkreślił, że do tej pory nie zdarzyło się, aby jego zespół na obcym stadionie był witany tak gromkimi brawami. „Fajnych macie kibiców” - powiedział witając się w parku maszyn z trenerem lubelskiej drużyny Dariuszem Śledziem, co uchwyciła kamera klubowej telewizji.

Książę znalazł Kopciuszka

O Speed Car Motorze mówi się jednak nie tylko w żużlowym środowisku. Po inauguracyjnym meczu z Orłem o lubelskim żużlu głośno było za sprawą pewnej kibicki, która na trybunach zgubiła... szpilkę. Na klubowym Facebooku pojawiło się zdjęcie „pantofelka” z podpisem: „Książę czeka na Kopciuszka”.

- Już po spotkaniu omawialiśmy jego szczegóły we wspólnym gronie. Wtedy ktoś z ekipy porządkującej obiekt przyniósł znaleziony na stadionie damski but. Zrobiliśmy zdjęcie, które opublikowaliśmy z myślą, żeby właścicielka mogła odzyskać zgubę. Ubraliśmy to w słowa, nawiązując do bajki o Kopciuszku. Jak to bywa w mediach społecznościowych, wpis zaczął być udostępniany i przekazywany dalej. Historia zaczęła zataczać coraz szersze kręgi - opowiada Kamil Balcerek.

Nietypowe poszukiwania opisały nie tylko lokalne, ale też ogólnopolskie media. Mówiono o nich m.in. na antenie RMF FM, do klubu przyjechała także z kamerą ekipa Teleekspresu. Wreszcie Piotr Więckowski i wychowanek lubelskiej drużyny pojawili się w studiu „Pytania na śniadanie” w TVP2, gdzie spotkali się z kibicką, która zgubiła „pantofelek”. Pasował jak ulał.

- To nie była codzienna historia. Dla wielu osób postronnych obecność kobiety w szpilkach na stadionie mogła się wydawać abstrakcyjną sytuacją. To nie była akcja marketingowa robiona na siłę. Po prostu spontanicznie opublikowaliśmy post, który narobił pozytywnego zamieszania. Ale biorąc pod uwagę to, ile ludzi przychodzi na nasze mecze nie wykluczamy, że w tym sezonie jeszcze coś ciekawego się wydarzy - śmieje się Balcerek.

Nie myślą o Ekstralidze

Dobry początek sezonu rozbudził fantazję lubelskich kibiców. Podczas meczów coraz głośniej można usłyszeć rozmowy o powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zresztą mówią o tym nie tylko fani. - Jesteśmy liderem, chcemy nim zostać do końca sezonu i awansować. Tak, jak rok temu w drugiej lidze - powiedział tuż po meczu z ROW-em startujący w barwach Speed Car Motoru Brytyjczyk Robert Lambert.
Działacze takich zapowiedzi na razie unikają. - Na tę chwilę nikt z nas nie myśli o Ekstralidze. Skupiamy się na tym, żeby awansować do fazy play-off - podsumowuje Jakub Kępa. - Jeśli się w niej znajdziemy, to będziemy myśleć o tym, co dalej. Cieszy mnie postawa chłopaków i to, że nawet jeśli poszczególnym zawodnikom przydarzają się słabsze mecze, to drużyna nawzajem się uzupełnia. Taki był nasz plan przy kompletowaniu składu, żeby zbudować zgrany zespół.

8219

tylu kibiców może pomieścić stadion przy Al. Zygmuntowskich. Na trzech pierwszych meczach tego sezonu wypełnił się w całości

110 920
osób obejrzało transmisję meczu Speed Car Motoru z Orłem Łódź w Polsacie Sport

120 900
a tyle zasiadło przed telewizorami podczas relacji ze spotkania z Car gwarant Startem Gniezno

12 353
fanów ma strona Speed Car Motoru na Facebooku

2,476
punktu na bieg zdobywa średnio w tym sezonie Andreas Jonsson. To trzeci indywidualny wynik w całej lidze. (Za biegowe zwycięstwo można zdobyć 3 pkt., za drugie miejsce - 2 pkt., za trzecie - 1 pkt., a za czwarte - 0 pkt.)

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama