Coraz głośniej o tym, że były marszałek może ubiegać się o mandat radnego województwa. Wśród działaczy stronnictwa pojawił się pomysł, by wykorzystać rozpoznawalność i popularność lidera lokalnych struktur partii i wzmocnić jego nazwiskiem listy do sejmiku.
Europoseł straci, partia zyska?
Sam Hetman przyznaje: – Mogę potwierdzić, że rozważam taki scenariusz. Wybory odbędą się na pięć miesięcy przed upływem mojej kadencji w Parlamencie Europejskim, ale w tej kwestii jest wiele argumentów „za” i wiele „przeciw” – mówi nam europarlamentarzysta. – Nie jest powiedziane, że akurat moje nazwisko „pociągnie” listy PSL, ale na pewno znacznie by je wzmocniło. Jak każda partia polityczna dyskutujemy nad różnymi strategiami i jedną z nich jest wariant, w którym biorę udział w wyborach.
Nie ulega wątpliwości, że Hetman na zamianie Parlamentu Europejskiego na sejmik województwa straciłby finansowo. Miesięczne zarobki europosła wynoszą ok. 8 tys. euro brutto, czyli ok. 35 tys. zł. Jako radny miałby zagwarantowaną jedynie dietę w wysokości ok. 2 tys. zł brutto.
Nawet gdyby PSL utrzymał się przy władzy, a on sam ponownie został marszałkiem, to po zapowiedzianych przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego cięciach płac w samorządach, zarabiałby ok. 7 tys. zł „na rękę”. Ale na takim ruchu mogłoby stracić także samo stronnictwo. Mandat Hetmana w europarlamencie przypadłby bowiem senatorowi Józefowi Zającowi, który w 2016 roku opuścił klub parlamentarny PSL na rzecz klubu PiS. Obecnie jest zaangażowany w działalność ugrupowania Jarosława Gowina Porozumienie.
Ale ludowcy nie wykluczają, że oprócz obecnych radnych (w 2014 roku z list PSL do sejmiku weszło aż 12 osób) w wyborach wystartują także inni rozpoznawalni kandydaci. Mowa m.in. o szefie struktur w Lublinie, byłym wiceministrze rozwoju Marcelim Niezgodzie oraz byłym pośle Henryku Smolarzu.
– Te kandydatury są brane pod uwagę – przyznaje Hetman. Obaj politycy w razie uzyskania elekcji i przy założeniu, że obecna koalicja utrzyma się przy władzy, także musieliby zrezygnować z aktualnych posad. Niezgoda jest dyrektorem Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości, a Smolarz kieruje Regionalnym Biurem Energii. Obie jednostki podlegają marszałkowi województwa.
Koalicja Obywatelska
Wiadomo, że ludowcy nie przystąpią do wyborów pod wspólnym szyldem z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Lubelscy działacze lewicy liczą, że partyjna centrala zmieni jednak zdanie i pozwoli im na zawarcie koalicji na szczeblu lokalnym. Ale w tej chwili wydaje się, że bardziej możliwym wariantem jest porozumienie z Platformą Obywatelską i Nowoczesną.
– Listy chcemy ogłosić do końca czerwca. Ale mogę potwierdzić, że prowadzimy rozmowy z przedstawicielami Sojuszu i widzimy miejsce dla wielu kandydatów tej partii – mówi nam Krzysztof Grabczuk, wiceprzewodniczący lubelskiej PO.
Według naszych informacji, na „jedynkę” na liście komitetu, który w całym kraju wystartuje pod nazwą Koalicja Obywatelska, w okręgu bialskim mógłby liczyć jedyny obecnie radny wojewódzki z SLD Riad Haidar. W okręgu podlubelskim wysoka pozycja mogłaby przypaść szefowi lubelskich struktur lewicowej partii Jackowi Czerniakowi. Z kolei pierwsze miejsce w Lublinie zarezerwowane jest dla Jacka Burego z Nowoczesnej. Przed czterema laty startował z niego Krzysztof Żuk, który według nowej ordynacji wyborczej nie może jednocześnie kandydować na prezydenta Lublina i do sejmiku. W poprzednich wyborach był prawdziwą lokomotywą, zdobywając blisko 25 tys. głosów.
Swoich kandydatów wciąż nie ogłosiło Prawo i Sprawiedliwość. Według przygotowanych na zlecenie ugrupowania badań sondażowych, może ono liczyć na liczbę mandatów, jaka pozwoli na samodzielne rządzenie w województwie. Liderem listy w Lublinie będzie najprawdopodobniej szef klubu radnych PiS w sejmiku Andrzej Pruszkowski. Mówi się także o kandydaturze wojewody Przemysława Czarnka.
Coraz głośniej o tym, że były marszałek może ubiegać się o mandat radnego województwa. Wśród działaczy stronnictwa pojawił się pomysł, by wykorzystać rozpoznawalność i popularność lidera lokalnych struktur partii i wzmocnić jego nazwiskiem listy do sejmiku.
Europoseł straci, partia zyska?
Sam Hetman przyznaje: – Mogę potwierdzić, że rozważam taki scenariusz. Wybory odbędą się na pięć miesięcy przed upływem mojej kadencji w Parlamencie Europejskim, ale w tej kwestii jest wiele argumentów „za” i wiele „przeciw” – mówi nam europarlamentarzysta. – Nie jest powiedziane, że akurat moje nazwisko „pociągnie” listy PSL, ale na pewno znacznie by je wzmocniło. Jak każda partia polityczna dyskutujemy nad różnymi strategiami i jedną z nich jest wariant, w którym biorę udział w wyborach.


Komentarze