Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Setki tysięcy drzew może pójść pod topór. "Po wycince kierowcy zawsze jeżdżą szybciej"

Setki tysięcy przydrożnych drzew w całym kraju może pójść pod topór. Szykuje się zmiana w prawie ułatwiająca wycinkę. Ekolodzy protestują, a fachowcy od bezpieczeństwa na drogach są w tej sprawie podzieleni.
Setki tysięcy drzew może pójść pod topór. "Po wycince kierowcy zawsze jeżdżą szybciej"
Przydrożne drzewa pomagają walczyć z suszą – przypominają ekolodzy. – Jest to szczególnie ważne na obszarach intensywnego rolnictwa, gdzie praktycznie jedyne drzewa rosną właśnie przy drogach. Drzewa przydrożne podwyższają plony roślin uprawnych (o 10-20 proc.) i hamują siłę wiatrów wysuszających glebę – czytamy w petycji Instytutu Drzewa

Autor: Maciej Kaczanowski

Kwestia przydrożnych drzew nabrała charakteru politycznego. W maju poseł Marcin Horała (PiS) złożył interpelację w sprawie zagrożeń w ruchu drogowym powodowanych przez przydrożne drzewa.

– Należy pamiętać, że większość dróg i drzew była budowana i sadzona kilkadziesiąt lat temu. Natężenie ruchu było wtedy mniejsze, a drogi miały inne parametry techniczne. Wówczas też nie zagrażało to bezpieczeństwu uczestników ruchu. Dzisiaj jest inaczej – odpowiedział mu Marek Chodkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. – Jednocześnie należy zauważyć, że ustawa o ochronie przyrody należy do właściwości Ministra Środowiska – dodał.

Ministerstwo Środowiska potwierdza, że trwają prace nad projektem ułatwiającym drogowcom wycinkę drzew rosnących w pasach drogowych. Projekt jest w fazie wstępnej, niebawem trafi do konsultacji międzyresortowych.

Sam pomysł liberalizacji prawa w tej materii przyprawia ekologów o grozę. Jednym głosem krzyczą, że zbliża się powtórka lex Szyszko, czyli masowa wycinka drzew.

– Obecne przepisy rozsądnie równoważą potrzeby modernizacji dróg oraz zachowania drzew. Dalsza ich liberalizacja nie poprawi bezpieczeństwa, natomiast może prowadzić do nadmiernej utraty drzew przydrożnych – alarmuje dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec z Wrocławia, dyrektor Instytutu Drzewa i współpracownik Fundacji EkoRozwoju. – Tymczasem obecność drzew utrzymuje sprzyjający rolnictwu mikroklimat, przeciwdziała skutkom zmian klimatycznych i podtrzymuje bioróżnorodność – podkreśla.

Fachowcy od bezpieczeństwa są w tej kwestii podzieleni.

– Nasadzenia prowadzone kilkadziesiąt lat temu miały kilka celów: chronić przed nawiewaniem śniegu na szosę, odbierać nadmiar wody, przeciwdziałać oślepianiu kierowców – mówi Andrzej Gwozda, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Lublinie. – Dzisiaj budując drogi stosujemy nowoczesne systemy odwadniania i siatki przeciwśnieżne. Dlatego uważam, że przydrożne drzewa są niepotrzebne, a przede wszystkim niebezpieczne.

W jego opinii drzewa powinny być nasadzane w odległości 20-30 metrów od drogi. Rzecz w tym, że w Polsce nie ma tak szerokich pasów drogowych. – Dziś po każdej wycince musimy przeprowadzić nasadzenia kompensacyjne, czyli posadzić tyle samo, takich samych drzew – dodaje dyr. Gwozda.

– Drzewa nie zabijają. To kierowcy wpadają na drzewa – mówi z kolei Radosław Jaskulski, instruktor w Szkole Auto Śkoda. – Z badań wynika, że drzewa rosnące przy drodze wpływają na ograniczenie prędkości, bo kierowca podświadomie odczuwa, że porusza się po wąskiej drodze i naturalnie zmniejsza prędkość. Po wycince kierowcy zawsze jeżdżą szybciej. Ze względów bezpieczeństwa nie jestem zwolennikiem masowej wycinki przydrożnych drzew.

Członkowie Instytutu Drzewa i Fundacji EkoRozwoju wystosowali list otwarty do ministra środowiska Henryka Kowalczyka w obronie przydrożnych drzew. Poparło go już kilkadziesiąt różnych organizacji społecznych. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama