Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Przeszłość nie jest czarno biała. Lubelscy naukowcy przeciwko upolitycznieniu historii

O tym, że laurkowa historia „Żołnierzy wyklętych” nie jest prawdziwa, podobnie zresztą jak to, że Polacy samodzielnie zdobyli Monte Cassino, chcą mówić historycy z Lublina. W proteście przeciwko polityce historycznej stworzyli portal, który w inny sposób od dominującego dziś, ma opowiadać o przeszłości.
Przeszłość nie jest czarno biała. Lubelscy naukowcy przeciwko upolitycznieniu historii
Na portalu ohistorie.eu opublikowano dotychczas kilkanaście tekstów, a kolejne znajdują się w redakcji

Na portalu ohistorie.eu i jego fanpage’u na Facebooku opublikowano dotychczas kilkanaście tekstów, a kolejne znajdują się w redakcji. Historycy chcą, by najrzadziej co miesiąc pojawiały się dwa kolejne artykuły.

Skąd pomysł na jego założenie?

– W ubiegłym roku zauważyliśmy, że na polu szeroko rozumianej historii dzieją się bardzo niepokojące rzeczy – przyznaje prof. dr hab. Rafał Wnuk z KUL. – Polityka historyczna zaczęła być używana dla budowania poparcia przez ugrupowania polityczne. Coraz częściej naruszana była przez polityków i administrację państwową autonomia badań naukowych.

Zacząć rozmawiać

Wśród przykładów pada m.in. próba wyrzucenia z pracy w lubelskim oddziale IPN Macieja Sobieraja, który poddał w wątpliwość, że mjr NSZ Leonard Zub-Zdanowicz, jako dezerter z AK w czasie wojny, powinien być patronem ulicy w Lublinie.

– Mimo że opierał się na wiarygodnych badaniach i ustaleniach naukowych – podkreśla prof. Wnuk. – Mieliśmy też do czynienia z brutalnym atakiem administracji państwowej na działalność naukową i edukacyjną bardzo szanowanej i dobrze działającej placówki, jaką jest Muzeum na Majdanku, w związku ze zmianą jego nazwy. To był kolejny moment, który nas zaniepokoił. A liczba tych sygnałów z każdym tygodniem narastała. Potem były też wystąpienia wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka uczestniczącego w marszach Obozu Narodowo-Radykalnego, odwołującej się do tradycji skrajnie nacjonalistycznej, szowinistycznej i antydemokratycznej. W końcu zmuszenie do odejścia z pracy w IPN dr. Adama Puławskiego badającego silnie dziś zideologizowany problem stosunku polskiego podziemia i władz emigracyjnych do zagłady Żydów. Tak narodziła się potrzeba części środowiska naukowego z Lubelszczyzny, by zacząć rozmawiać i budować platformę, na której można prezentować inny od dominującego dziś sposobu opowiadania o przeszłości.

– Mamy potrzebę znalezienia przestrzeni do swobodnej refleksji. Chcemy mówić w sposób rzetelny i dający satysfakcję intelektualną – mówi dr hab. Piotr Witek, historyk z UMCS. – Historia jest zawłaszczana przez politykę i upraszczana do granic możliwości. Nie możemy na to pozwolić.

Wahadło

Dlaczego uprawia się dziś politykę historyczną?

– Mamy do czynienia z mocnym przechyłem wahadła w prawą stronę – uważa dr. hab. Piotr Witek. – Mamy do czynienia z bezrefleksyjnym kultem bohaterów „dziwnych”, zmitologizowanych takich jak „Żołnierze wyklęci”. A historia nie jest czarnobiała i zero-jedynkowa. Z niedowierzaniem np. czytałem wypowiedzi prezesa IPN dotyczące okoliczności mordu w Jedwabnem... Wydawało się jeszcze kilka lat temu, że publiczne mówienie takich rzeczy jest niemożliwe, niedopuszczalne nie tylko z powodu warsztatu i profesjonalnego uprawiania historii, ale i z powodów etycznych. Dziś najwyraźniej, wg niektórych, te zasady nie obowiązują, a historia jest instrumentalizowana i upolityczniana.

Odcienie

Historycy nie wykluczają, że zaprezentują wkrótce teksty poświęcone „Żołnierzom wyklętym”.

– Myślę, że to kwestia czasu, że ten temat się pojawi – uważa dr Sławomir Poleszak, redaktor naczelny portalu i pracownik lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. – Mam nadzieję, że będą prezentowały rożną optykę: i tą dziś dominującą, afirmatywną i tą bardziej krytyczną. Należę do grupy historyków, którzy jako pierwsi w latach 90-tych zajęli się badaniem powojennego podziemia antykomunistycznego, jest mi przykro, gdy widzę laurkowy obraz „Żołnierzy wyklętych”. Wiem, ile kosztowało nas, historyków, którzy od początku lat 90 wykonaliśmy olbrzymią pracę przywracając tym ludziom odpowiednie miejsce na kartach historii: pisząc o wszystkich odcieniach: kartach chwalebnych, których było najwięcej, ale i tych ciemniejszych, które też się zdarzały. Trudno będzie teraz zmienić rozpowszechniony w mediach, skrajnie wyidealizowany ich obraz, który tym samym jest mniej wiarygodny, a przecież tylko prawda jest ciekawa.

Źródła i fakty

Jednym z pierwszych opublikowanych tekstów jest porównanie informacji zawartych w przygotowanej przez IPN animacji „Niezwyciężeni”, który ma przybliżać cudzoziemcom najnowszą historię Polski z ustaleniami historyków.

– To, że język nauki ścierający się z propagandą, która upraszcza i etykietuje jest w odwrocie nie znaczy, że mamy się poddawać i milcząc godzić się na manipulacje – uważa autor tekstu prof. dr. hab. Rafał Wnuk. – W dłuższej perspektywie wiarygodne badania zwyciężą. Dziś już nie wierzymy, że Ziemia jest płaska i opiera się na dwóch wielorybach, a takie przekonanie było niegdyś powszechne. Historyk pracuje w oparciu o źródła i w oparciu o nie ustala fakty i proponuje interpretacje. Musi to robić niezależnie od odgórnie zadekretowanych „prawd”, zmieniających się „polityk historycznych” czy rozpowszechnionych przekonań. Historyk musi przyznać, że nie wyłącznie Polacy zdobyli Monte Cassino, ale była to najbardziej międzynarodowa bitwa II wojny światowej, a po stronie Aliantów dowodził w niej nie generał Władysław Anders, lecz brytyjski dowódca, generał Harold Alexander. Jeśli twierdzi inaczej, to nie jest historykiem.

Szacunek do profesjonalizmu

– Nie boją się panowie walki z polityką historyczną?

– Nie możemy się bać. Gdybyśmy się bali to może za kilka miesięcy mogłoby się okazać, że dostaniemy listę jedynie słusznych tematów, i obowiązujących interpretacji. Na to nie możemy pozwolić w imię wartości podstawowych, w tym wolności badań naukowych – mówi dr hab. Piotr Witek. – Nie prowadzimy wojny, ale staramy się dmuchać na zimne. Mając wiedzę na temat tego, co władza jest w stanie zrobić musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Oprócz wielu „polubień” naszego portalu na facebookowym fanpage’u otrzymanych od badaczy z różnych ośrodków, są też negatywne komentarze. Na stronie facebookowej Instytutu Historii UMCS w jednym z komentarzy pod postem prezentującym portal zarzucono nam, że jesteśmy wychowani na radzieckich standardach i powinniśmy milczeć – przyznaje dr hab. Witek. – Staramy się tłumaczyć, że nam zależy na różnorodności i wieloperspektywiczności. Dowodem na to jest fakt, że środowisko tworzące portal jest bardzo różnorodne. W wielu sprawach bardzo się różnimy. W wielu nie zgadzamy, ale łączy nas szacunek do profesjonalizmu, poważne traktowanie wiedzy o historii i uprawianie jej zgodnie ze standardami nauki.

Szkodliwy, antypolski element

– To, że jakieś środowisko polityczne twierdzi, że reprezentuje jedynie słuszny polski punkt widzenia nie oznacza, że jest to prawdą – podkreśla prof. Wnuk. – Ze względu na to, co pisałem, byłem wielokrotnie uznany za „niepolskiego naukowca”, „sługę Berlina”, „sługę Brukseli”, „zdrajcę”, „złego chrześcijanina”, „szkodliwy, antypolski element” czy „banderowca”. Jeżeli po raz kolejny ktoś mnie nazwie w ten lub podobny sposób to jakoś to zniosę. Nie będzie to przyjemne, ale będzie świadczyło bardziej o mówiącym, a nie o mnie. Jeżeli okaże się, że ktoś wytknie mi braki warsztatowe albo pokaże, że czegoś nie doczytałem przyjmę trafną krytykę i za nią podziękuję. Merytoryczna dyskusja jest bardzo ważna.

Na portalu ohistorie.eu i jego fanpage’u na Facebooku opublikowano dotychczas kilkanaście tekstów, a kolejne znajdują się w redakcji. Historycy chcą, by najrzadziej co miesiąc pojawiały się dwa kolejne artykuły.

Skąd pomysł na jego założenie?

– W ubiegłym roku zauważyliśmy, że na polu szeroko rozumianej historii dzieją się bardzo niepokojące rzeczy – przyznaje prof. dr hab. Rafał Wnuk z KUL. – Polityka historyczna zaczęła być używana dla budowania poparcia przez ugrupowania polityczne. Coraz częściej naruszana była przez polityków i administrację państwową autonomia badań naukowych.

Zacząć rozmawiać

Wśród przykładów pada m.in. próba wyrzucenia z pracy w lubelskim oddziale IPN Macieja Sobieraja, który poddał w wątpliwość, że mjr NSZ Leonard Zub-Zdanowicz, jako dezerter z AK w czasie wojny, powinien być patronem ulicy w Lublinie.

– Mimo że opierał się na wiarygodnych badaniach i ustaleniach naukowych – podkreśla prof. Wnuk. – Mieliśmy też do czynienia z brutalnym atakiem administracji państwowej na działalność naukową i edukacyjną bardzo szanowanej i dobrze działającej placówki, jaką jest Muzeum na Majdanku, w związku ze zmianą jego nazwy. To był kolejny moment, który nas zaniepokoił. A liczba tych sygnałów z każdym tygodniem narastała. Potem były też wystąpienia wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka uczestniczącego w marszach Obozu Narodowo-Radykalnego, odwołującej się do tradycji skrajnie nacjonalistycznej, szowinistycznej i antydemokratycznej. W końcu zmuszenie do odejścia z pracy w IPN dr. Adama Puławskiego badającego silnie dziś zideologizowany problem stosunku polskiego podziemia i władz emigracyjnych do zagłady Żydów. Tak narodziła się potrzeba części środowiska naukowego z Lubelszczyzny, by zacząć rozmawiać i budować platformę, na której można prezentować inny od dominującego dziś sposobu opowiadania o przeszłości.


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama