Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Polowanie, interwencja policji, a na koniec wybita szyba i przebite opony. Co się wydarzyło w lesie?

Jednego lisa zastrzelili myśliwi podczas sobotniego polowania w lesie Kozi Bór w powiecie puławskim. Policja ustala zaś kto zniszczył samochód należący do Olgi Kisielewicz, która była tam na spacerze i zawiadomiła mundurowych, że myśliwi nie podali godziny zakończenia strzelania
Polowanie, interwencja policji, a na koniec wybita szyba i przebite opony. Co się wydarzyło w lesie?
Pieniądze na naprawę zniszczonego auta Olga Kisielewicz zbiera w internecie. Można ją wesprzeć na stronie zrzutka.pl/cgrckw

Autor: zrzutka.pl

Olga Kisielewicz przyznaje, że jest aktywistką Lubelskiego Ruchu Antyłowieckiego. Podkreśla jednak, że w sobotę rano razem z kolegą wybrała się na zwykły spacer do lasu Kozi Bór na pograniczu gmin Żyrzyn i Kurów i wcale nie zamierzała przeszkadzać w polowaniu.

– Przed wejściem do lasu zauważyliśmy znaki „Uwaga polowanie”. Sprawdziłam więc, czy odbywa się ono zgodnie z procedurami. Znam się na przepisach, więc zauważyłam nieprawidłowość. W ogłoszeniu brakowało informacji o tym, kiedy polowanie się kończy. Wchodząc do lasu musimy mieć pewność, że nie jesteśmy już narażeni na niebezpieczeństwo. W lesie było około 20 mężczyzn z bronią. Dlatego poinformowaliśmy policję – relacjonuje.

Na miejsce przyjechał patrol.

– Mieszkanka Lublina poinformowała, że nie wie kiedy może wejść do lasu w Woli Osińskiej, gdyż na tablicy informacyjnej o odbywającym się polowaniu nie ma godziny jego zakończenia – potwierdza kom. Ewa Rejn-Kozak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Puławach. – Funkcjonariusze ustalili, że polowanie zaplanowano do godz. 12 i taką informację przekazali zgłaszającej.

Olga Kisielewicz: – Ale ludzi w lesie było więcej niż my: pilarze, kilku rowerzystów, starszy pan z wnuczkami. Oni tego nie wiedzieli.

Myśliwi przyznają, że w sobotę w Kozim Borze odbywało się uroczyste polowanie hubertowskie, tradycyjnie rozpoczynające sezon polowań zbiorowych.

– Kiedy wjeżdżaliśmy do lasu, zobaczyliśmy dwoje zamaskowanych ludzi. Wyglądali jak terroryści, mieli całkowicie zasłonięte twarze i trzymali kamerę. Przypuszczaliśmy, że mogą to być osoby z ruchu antyłowieckiego, które od kilku lat regularnie przeszkadzają w polowaniach – relacjonuje Andrzej Tomasiak, myśliwy, który gościnnie brał udział w polowaniu organizowanym przez Koło Łowieckie nr 57 „Debra”.

Kisielewicz: – Grożono nam zniszczeniem kamery. Próbowano zepchnąć nas z drogi rozpędzonym autem. W ostatniej chwili udało nam się uniknąć ciosów wymierzonych w naszą stronę. Cała sytuacja rozgrywała się na drodze głównej. Tak wygląda kultura myśliwych na polowaniu, gdzie traktują las jak własny, a innymi ludźmi gardzą – opowiada

Myśliwi przyznają dziś, że w ogłoszeniu o polowaniu zabrakło informacji o godzinie zakończenia. – Policjanci zapytali, czy możemy już zakończyć polowanie. Poinformowaliśmy, że skończymy o godz. 12 – mówi Dariusz Kozak z Koła Łowieckiego „Debra”. Deklaruje, że przy kolejnych polowaniach godziny zakończenia będą podawane.

Według relacji kobiety, po godz. 12 tabliczki ostrzegające przed polowaniem nadal w lesie były. Stały też auta myśliwych, co mogło sugerować, że niektórzy nadal strzelają. Część z nich bawiła się już w swoim gronie przy zadaszonej wiacie na działce w okolicy wsi Dęba. – Chcieliśmy potwierdzić czy polowanie zostało już zakończone i kiedy zostaną zdjęte tabliczki ostrzegawcze – tak Kisielewicz tłumaczy dlaczego razem z kolegą podeszli do myśliwych.

Mężczyźni zażądali opuszczenia posesji. – Zostaliśmy wyproszeni, co natychmiast uczyniliśmy – relacjonuje Kisielewicz. Myśliwi wezwali policjantów, którzy wylegitymowali dwójkę.

Po wszystkim, około godz.14, kobieta wróciła do swojego samochodu, który zaparkowała na leśnej drodze.

Wszystkie cztery opony zostały przekłute wielokrotnie nożem. Wyłamano wycieraczki oraz lewe lusterko. Została wybita tylna, boczna szyba – opisuje.

Na miejsce kolejny raz została wezwana policja. – Na miejscu policjanci wykonali oględziny samochodu, w tym dokumentację fotograficzną. Postępowanie mające na celu wyjaśnienie okoliczności sprawy oraz ustalenie sprawcy prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Puławach – informuje Ewa Rejn-Kozak.

Kto mógł zniszczyć samochód? Świadków na razie nie ma. Ale Olga Kisielewicz nie ma wątpliwości.

– Nie trzeba złapać za rękę konkretnej osoby, żeby wiedzieć jaka grupa za tym stoi. Czy to była zemsta za całe zamieszanie? Po naszym zgłoszeniu myśliwi mieli styczność z policją od samego rana – uważa Kisielewicz.

 – Dopiero po jakimś czasie dostałem informację, że ktoś uszkodził samochód tej pani. Nie wiem kto mógł to zrobić, na pewno nikt z myśliwych ani naganiaczy – zapewnia Andrzej Tomasiak. I podkreśla, że potępia fakt zniszczenia auta. –W lesie dochodzi niestety do bardzo wielu zniszczeń, także naszego mienia. W ubiegłym miesiącu w środku tego samego lasu ktoś podpalił ambonę. To bardzo nieodpowiedzialne zachowanie, które mogło doprowadzić do tragedii.

W rozmowie z nami myśliwy Tomasiak sugeruje, że być może to… sama właścicielka zniszczyła swoje auto.

– Ten komentarz to parodia – odpowiada Kisielewicz.

Zbiórka na naprawę auta

Pieniądze na naprawę zniszczonego auta Olga Kisielewicz zbiera w internecie. Można ją wesprzeć na tej stronie.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama