Dym. Wszędzie dym. Gęsty, kłębiasty, wyglądający jak obłok, gdy przejeżdża się przez Aleksandrów. I żrący, toksyczny, duszący, zostawiający ślady na włosach, skórze i ubraniach, gdy parkuje się przy zalewie w Józefowie.
Mniej więcej dziesięć kilometrów dalej pali się około trzystu hektarów Puszczy Solskiej, urokliwego kompleksu leśnego w południowej części województwa lubelskiego.
Obok nas stoi Wiesław Gmyz, mieszkaniec Józefowa w podeszłym wieku.
- Takiego pożaru, jak żyję, nie przeżywałem.
5 maja, około 15:00, wracał z pracy i zauważył dym.
- Pojechałem w stronę Kozaków, tam ten dym, trzaski, ogień. Uciekłem z jezdni, żeby nie przeszkadzać straży pożarnej. Później zamknęli drogę. A pożar szybko postępował, niósł się koronami drzew, na całej ścianie lasu. Przerażające to było. I nagle kolega z Osuch zadzwonił, że wypadek był. Samolot spadł. Pilot zginął. Tragedia - mówi Gmyz.
Dromader, samolot gaśniczy w układzie dolnopłata z silnikiem tłokowym, spadł we wtorek w nocy w pobliżu miejscowości Osuchy. Pilot, który siedział za jego sterami, był doświadczony. Miał 65 lat. Prokurator Rafał Kawalec z Prokuratury Okręgowej w Zamościu informuje, że śledczy badają okoliczności wypadku: zabezpieczą szczątki rozbitego samolotu, przeprowadzą sekcję zwłok, zgromadzą dokumentację lotu.
Strażacy się przewracali
Nad Nadleśnictwem Józefów latają policyjne Black Hawki, które pobierają wodę z jeziora i zrzucają ją na palący się las ze zbiornika Bambi Bucket o pojemności trzech tysięcy litrów. W akcji uczestniczy prawie pół tysiąca strażaków, ponad sto zastępów, mniej więcej pięćdziesięciu żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej i jakaś setka policjantów. Problem stanowią silny wiatr, ciepłe powietrze, szybko zajmujące się ogniem drzewa iglaste, pożar ma charakter ściółkowo-wierzchołkowy.
Rozmawialiśmy z Rafałem Goliszkiem, zastępcą Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP. Całym pokrytym sadzą, wyraźnie zmęczonym, mówiącym krótkimi zdaniami.
- Czy warunki są faktycznie ekstremalnie trudne? - spytaliśmy.
- Tak, wiatr jest bardzo silny, koledzy trzymali linie gaśnicze we dwóch, trzech. Warunki konwekcyjne, powiew wiatru powoduje, że strażacy się przewracają.
Chwilę wcześniej zamieniliśmy kilka słów z równie wyczerpanymi strażakami z jednego z lokalnych OSP.
- Na gaszeniu pożaru spędziliśmy całą noc. I pół dnia. A ogień ciągle i ciągle się rozprzestrzeniał - mówili.
Mają zakaz oficjalnych rozmów z dziennikarzami. Żeby nie siać dezinformacji.

Panika
Mieszkańcy gmin okalających Nadleśnictwo Józefów i tak są wystarczająco spanikowani. Ktoś usłyszał, że jeden z funkcjonariuszy narzekał na brak strategii. Ktoś inny przestraszył się rządowego alertu. Jeszcze ktoś zaczął domorośle snuć pomysły wycinania drzew, budowania pasa przeciwpożarowego, angażowania prywatnych ciągników i pługów do orania ziemi.
Niepokój wzbudziła ewakuacja sztabu kryzysowego, który został przeniesiony w rejon Osuch i okolice Muzeum Partyzantów Polskich. Zarządzają nim między innymi minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński i wojewoda lubelski Krzysztof Komorski. Powiat biłgorajski już dawno objęty został alertem RCB.
Mieszkańcom gmin Łukowa, Józefów i Aleksandrów zaleca się nieotwieranie okien i ograniczenie przebywania na zewnątrz ze względu na toksyczne zadymienie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wyklucza konieczności przeprowadzenia ewakuacji przynajmniej kilku domów, wzywa do przygotowania dokumentów i najpotrzebniejszych rzeczy do natychmiastowego wyjazdu.

Pożar się nie poddaje
Po gminie kursuje Roman Dziura, burmistrz Józefowa.
- Już był taki moment, że myśleliśmy, że damy radę zatrzymać tę katastrofę ekologiczną. Niestety, ostry wiatr przeniósł pożar z podszycia na korony drzew. A na koronach drzew jest niesłychanie trudno walczyć z pożarem. Jest ogromny niepokój mieszkańców, szczególnie osiedla Morgi - martwi się Dziura.
Ludzie boją się, że stracą dobytek.
- Wszystko prowadzone jest profesjonalnie. Ale pożar się nie poddaje - mówi burmistrz Józefowa.

Ludzie płaczą
Pod Starostwem Powiatowym w Lublinie spotkaliśmy się z Małgorzatą Gromadzką, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.
- Chce mi się płakać. Jestem mieszkanką powiatu biłgorajskiego. I jestem niezwykle związana z tą puszczą. Słowa nie przechodzą mi przez gardło. Nie przespaliśmy minuty tej nocy - opowiada Gromadzka ze łzami w oczach.
Mieszka we wsi Korchów Drugi, w powiecie biłgorajskim. Osobiście zna wielu mieszkańców, których dotknęły skutki pożaru Puszczy Solskiej. Jej przyjaciółka z Józefowa organizuje zbiórkę wody dla strażaków, pozostaje w stałym kontakcie z burmistrzami i wójtami.
- Dzwonią do mnie znajomi, którzy są ewakuowani. Z płaczem, że zostawiają wszystko. Ale jak trzeba, to trzeba. Służby skupiają się na pracy. Wkładają wszystkie siły, żeby okiełznać żywioł. Mieszkańcy muszą zachować zdrowy rozsądek. Słuchać się komunikatów. Stosować do poleceń. Myśleć o swoim życiu i zdrowiu. Dziękuje wszystkim strażakom, funkcjonariuszom, wszystkim tym, którzy stanęli naprzeciwko ognia. Jesteście wielcy. Trzymam za was kciuki - mówi wiceminister Gromadzka.
Wielki smutek
Na miejscu pożaru nieustannie działa Andrzej Szarlip, starosta biłgorajski.
- Chciałbym podziękować wszystkim strażakom i strażakom ochotnikom za akcję ratunkową. Ona jest bardzo trudna. Wymaga poświęcenia. Składam też kondolencje rodzinie pilota, który zginął w akcji gaśniczej. Zginął na posterunku. Zginął, broniąc przed ogniem społeczność powiatu biłgorajskiego – ubolewa Szarlip.
Ze smutkiem patrzy na pożar w Nadleśnictwie Józefów.
- Puszcza Solska, Roztocze, unikatowe tereny, bardzo turystyczne, reja dla rowerzystów. Straty są i będą olbrzymie. Pożar objął nie tylko lasy państwowe, ale też prywatne – kręci głową starosta biłgorajski.
Identycznego zdania jest Roman Dziura.
- Dla nas Puszcza Solska jest powodem do dumy. Roztoczańskim Parkiem Narodowym chwalimy się wszędzie, gdzie tylko możemy. To przepotężne kompleksy borów sosnowych. Turyści tu wypoczywają, zachwycają się przyrodą. Smutek jest wielki – stwierdza burmistrz Józefowa.
Dramat istnień
Andrzej Borowiec, kilka lat temu dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, aktualnie wójt gminy Aleksandrów, chodzi po lesie. Spalonym lesie. Na filmach pokazuje spopieloną ziemię, sczerniałe drzewa. Pisze o tym, co zniszczył, strawił, zanieczyścił żywioł: o jagodach, borówkach, grzybach, torfowiskach, czystej wodzie.
Wreszcie o dzikich zwierzętach, dla których Puszcza Solska była i wciąż jest domem, nawet w płomieniach: wilkach, rysiach, łosiach, sarnach, dzikach, bobrach, wydrach, borsukach, lisach, kunach, łasicach, gronostajach, zającach, sowach, owadach, rybach, głuszcach, żółwiach, nietoperzach.
Wojciech Gralec, rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, mówi nam, że ogień w końcu nie dotarł do zabudowań, nie zagroził ludziom i przymusowa ewakuacja nie była konieczna, bo w powiecie biłgorajskim spadł zbawienny deszcz. Nie znaczy to jednak, że w Puszczy Solskiej nie rozgrywa się dramat, którego skutki odczuwalne będą w kolejnych miesiącach i latach.


Komentarze