Aktualna sytuacja:
1. Stal S.W. 6 14 8-1
2. Unia 6 11 9-5
3. Proszowianka 6 11 9-8
4. Siarka 6 10 12-5
5. LEWART 6 9 8-9
6. Wisłoka 6 9 5-6
7. Niedwied 6 8 10-9
8. ŁADA 6 8 8-7
Korona 6 8 8-7
10. wit 6 8 8-9
11. Cracovia 6 7 7-7
12. Pogoń S. 6 7 6-6
Górnik 6 7 6-6
14. Sandecja 6 6 1-2
15. KRANIK 6 6 6-9
16. Polonia 6 5 4-9
17. Pogoń L. 6 4 4-8
18. Star 6 3 6-12
8-9 wrzenia: Lewart - Wisłoka Łada - Korona Siarka - Stal K.
Stal Kranik - Sandecja Nowy Sącz 0:0
SKŁADYKranik: Mazur - Solis, Gawron, Nowak (83 Jaskowski), Kleszcz, Wężyk, Lebioda, Wójtowicz (46 Ryczek), G. Brzozowski, M. Szczawiński (46 Samolej), Poleszak (46 Wronka). Sandecja: Bodziony - Mikołajczyk, Froehlich, Kandyfer, Obiedziński, Szczepański, Manelski, Ciastoń (88 Krawczyk), Łukasik, Krupa (68 Ulucki), Wojtas (61 Zachariasz).
KARTKI
Czerwona: Mikołajczyk (w 72 min za drugą żółtą). Żółte: Brzozowski, Samolej (K) - Mikołajczyk, Manelski (S). Sędziował: Robert Kubas z Rzeszowa. Widzów - 1000.
W Kraniku zmierzyły się drużyny sąsiadujące w tabeli - miejscowa Stal i Sandecja Nowy Sącz. Po wyrównanym meczu, zakończonym bezbramkowym remisem, sytuacja obydwu zespołów nie uległa zmianie.
O tym, że Sandecji trudno strzelić gola przekonało się już kilka drużyn. Ekipa z Nowego Sącza straciła dotychczas tylko jedną bramkę i nadal utrzymuje ten wynik. Inna sprawa, że napastnicy Sandecji nie trafiają często do bramki rywala i tak też było w Kraniku, chociaż gocie przeprowadzili kilka gronych kontr. Na szczęcie w bramce Stali dobrze spisywał się debiutujący w trzeciej lidze niespełna 18-letni Marcin Mazur. Musiał zastąpić Marcina Bożka, który wprawdzie wyszedł na rozgrzewkę, ale z powodu przeziębienia nie był w stanie przystąpić do gry. - O tym, że muszę grać dowiedziałem się w ostatniej chwili, ale nie miałem tremy - powiedział Marcin Mazur.
Mecz nie był wielkim widowiskiem. Dominowała twarda walka, głównie w rodkowej strefie boiska. Gospodarze częciej byli przy piłce, jednak musieli uważać na kontrataki rywali. W 2 min Michał Szczawiński zdobył nawet gola dla Stali, ale wczeniej był na pozycji spalonej. Pierwszy celny strzał oddano dopiero w 24 min, jednak uderzenie Artura Lebiody obronił bramkarz Sandecji. W 34 i 39 min strzelał Sławomir Wójtowicz, ale i tym razem Bodziony nie dał się zaskoczyć. W 43 min wyborną okazję mieli gocie. Krupa strzelił z 7 m, jednak Mazur popisał się refleksem.
Przez większą częć drugiej połowy meczu akcje gospodarzy były chaotyczne i nie przynosiły żadnego efektu. Gra ożywiła się dopiero na 20 min przed końcem spotkania, kiedy czerwoną kartkę otrzymał zawodnik goci - Mikołajczyk. Stal zaatakowała energiczniej, ale bliższa strzelenia gola była Sandecja. W 90 min Tomasz Szczepański przejął piłkę i znalazł się sam na sam z Mazurem. Strzelił obok słupka.
Korona Kielce - Lewart PEGWAN Lubartów 0:0
SKŁADYKorona: Majcherczyk - Stemplewski, Bąk, Cielikowski, Mikiewicz (78 Pawłowski), Gołąbek, Kozak, Heinrich (87 Pasionek), Bujak, Orzeł (85 Piercionek), Lipski (74 Ziółkowski).
Lewart: Nosowki - Dec, Zagrodniczek, Mirosław, Czeberak (72 Kuchta), R. Szczawiński, Mitura, Klempka, Melchior (46 Palica), Kaczmarski (87 Augustynowicz), Klepacz.
KARTKI
Żółte: Mikiewicz (K) - Dec, Mitura, Klepacz, Melchior, Kaczmarski (L). Sędziował: Dubiel (Kraków).
Piłkarze Lewartu okazali się doć wymagającym przeciwnikiem dla kieleckiej Korony, która poprzednio odniosła dwa zwycięstwa z rzędu. Lubartowianie byli niele zorganizowani w obronie, dlatego kieleccy zawodnicy rzadziej dochodzili do czystych pozycji strzeleckich.
Lewart kilkakrotnie po kontratakach napędził strachu kielczanom. Najlepszą okazję do zdobycia bramki miał w 77 minucie Borys Kaczmarski, który po dorodkowaniu z prawej strony Armanda Palicy główkował, a piłka trafiła w słupek kieleckiej bramki. Z kolei w 81 minucie Rafał Szczawiński będąc 14 metrów przed Majcherczykiem strzelił wprost w niego.
Kielczanie także mieli kilka okazji do zdobycia gola. Już w 4 minucie po podaniu Łukasza Bujaka w pole karne z piłką wbiegał Tomasz Lipski, który posłał futbolówkę ponad poprzeczką. Ten sam gracz w 31 minucie z 5 metrów strzelił wprost w bramkarza Lewartu. Podobnie w drugiej połowie w 59 minucie kielecki napastnik będąc w polu karnym nie zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, tylko próbował wymusić jedenastkę i gocie odetchnęli z ulgą. Także w 72 minucie pracowity Lipski strzlał z 10 metrów nożycami, jednak Ireneusz Nosowski nie dał się zaskoczyć. - Nie mogłem dzi w Kielcach przegrać, gdyż popsułbym sobie pięćdziesiąte urodziny - powiedział Siergiej Gacenko, trener Lewartu. - Trochę szkoda straconych szans na wygraną, ale remis uważam za najbardziej sprawiedliwe odzwierciedlenie tego, co przez 90 minut działo się na murawie.
- Stracilimy dzi dwa punkty, a nie wywalczylimy jeden - stwierdził Robert Orłowski, szkoleniowiec Korony. - Może w pierwszej połowie w obawie przed kontrami rywali zagralimy nieco zachowawczo, ale w drugiej, lepszej w naszym wykonaniu odsłonie, bramki powinny pać. (













Komentarze