Tragedii udało się uniknąć, ale ostatnie mecze bardziej przypominały stypę niż ligową rywalizację. Wprawdzie udało się pokonać Górnik Zamek Książ Wałbrzych, jak i Tauron GTK Gliwice, to jednak trudno było o satysfakcję z tych wyników. W niedzielę, przy okazji meczu z AMW Arka Gdynia, zwycięstwa już nie było, bo rywal był zdecydowanie mocniejszy niż ekipy z Wałbrzycha czy Gliwic. Gościom wystarczyły zaledwie dwa przyspieszenia, aby spokojnie wygrać z PGE Start.
Pierwszy miał miejsce na początku drugiej kwarty, kiedy Arka zbudowała przewagę liczącą 10 pkt. Drugi natomiast nastąpił w czwartej kwarcie, kiedy gdynianie bardzo szybko wyszli na prowadzenie liczące ponad 20 pkt. To ostatecznie zamknęło emocje w tym spotkaniu, a trener Wojciech Kamiński mógł dać szansę zawodnikom z końca ławki. Szansę na punkty wykorzystał Michał Turewicz, który ładnym manewrem podkoszowym zdobył 2 pkt. Nie zmieniło to jednak końcowego rezultatu, który brzmiał aż 80:101 dla AMW Arka Gdynia.
Za niedzielny występ należy pochwalić Jordana Wrighta, który zdobył aż 22 pkt. Amerykanin trafił aż 4 razy za 3 pkt. Wyróżnić też należy Filipa Puta. Kapitan PGE Start zdobył wprawdzie tylko 6 pkt, ale w trakcie blisko piętnastominutowego pobytu na parkiecie nie notował praktycznie złych zagrań. U przeciwników najlepiej zagrał Kresimir Ljubicić. Ten center o dobrych warunkach fizycznych skompletował double-double. Złożyło się na nie 21 pkt i 11 zbiórek.
PGE Start Lublin – AMW Arka Gdynia 80:101 (19:21, 18:27, 21:22, 22:31)
Start: Wright 22 (4x3), O’Reilly 12 (2x3), Griffin 9, Ford 8, Ramey 7 oraz Krasuski 12 (1x3), Put 6, Frankamp 2, Turewicz 2, B. Pelczar 0, Kępka 0, Mazek 0.
Arka: Ljubicić 21, Garbacz 13 (2x3), Tubutis 9 (1x3), Łączyński 7 (1x3), Barbitch 2 oraz Barret 19 (2x3), Zyskowski 18 (2x3), Okauru 9, Kowalczyk 3 (1x3), Hrycaniuk 0.
Sędziowali: Kowalski, Sosin i Wawrzyński. Widzów: 951














Komentarze