Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Łada Biłgoraj - Korona Kielce 1:1

Do 90 min piłkarzom Łady udawało się utrzymywać korzystny wynik, ale biłgorajanie zupełnie oddali inicjatywę kieleckiej Koronie, która z uporem dążyła do wyrównania. Jedna z ostatnich akcji gości zakończyła się sukcesem, chociaż miejscowi protestowali, twierdząc, że autor gola był na spalonym.
Zanim doszło do tak dramatycznej końcówki spotkania, mecz układał się po myśli gospodarzy. Wprawdzie klarownych sytuacji strzeleckich mieli mało, jednak wystarczył znakomicie wykonany przez Tomasza Karasińskiego rzut wolny. Czołowy snajper Łady w brazylijskim stylu strzelił z 25 m nad murem, piłka odbiła się od wewnętrznej części poprzeczki, później od murawy i wpadła do bramki. Działo się to w 42 min meczu. Wcześniej na boisku toczyła się bardzo wyrównana walka. Kielczanie umiejętnie bronili dostępu do własnego pola karnego, potwierdzając przy okazji, że mają już za sobą kryzys formy, który widoczny był na początku rozgrywek. Korona zaczęła odrabiać straty na tyle skutecznie, że zrównała się punktami z Ładą. W pierwszej połowie jeszcze dwukrotnie było groźnie pod kielecką bramką. W 7 min po rzucie rożnym powstało spore zamieszanie, ale Ernest Chomicz i Ireneusz Zarczuk nie potrafili skierować piłki do siatki. W 14 min gospodarze przeprowadzili ładną akcję, zainicjowaną przez Zarczuka. Po jego dośrodkowaniu Karasiński zagrał piętą do Janusza Górecznego, jednak podanie było mało precyzyjne i skończyło się na strachu gości. Po zmianie stron biłgorajanie zupełnie oddali inicjatywę rywalom, którzy dominowali w środkowej strefie boiska. Kielczanie z uporem dążyli do zmiany wyniku i byli tego bliscy w 68 min. Stemplewski znalazł się sam na sam z Maciejem Kudryckim, który na szczęście wygrał pojedynek. W 71 min okazję miał Orzeł, jednak w dogodnej sytuacji nie trafił do bramki. Losy meczu rozstrzygnęły się w 90 min. Stemplewski otrzymał prostopadłe podanie z głębi pola i ponownie znalazł się sam na sam z Kudryckim, ale tym razem był skuteczny. Kiedy strzelec gola otrzymał podanie, sędzia boczny sygnalizował pozycję spaloną. Główny arbiter po krótkiej konsultacji postanowił uznać bramkę, co wywołało protesty publiczności, żegnającej sędziów epitetami, których nie możemy przytoczyć.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama