Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Górnik Łęczna – Zagłębie Lubin 3:0 - lubiński pierwszoligowiec rozbity w Łęcznej

W 1/16 finału Pucharu Polski Górnik Łęczna stał się sprawcą dużej niespodzianki eliminując z dalszego udziału pierwszoligowca - Zagłębie Lubin. Awans zespołu Pawła Kowalskiego jest jak najbardziej zasłużony, a rozmiary wygranej najmniejsze z możliwych. Wszyscy łęcznianie zasłużyli za wczorajszy mecz na słowa uznania, a prawdziwy koncert gry dał Paweł Bugała, który walczył, kiwał, strzelał, podawał, momentami ośmieszał faworyzowanych rywali.
BRAMKI 1:0 Cetnarowicz 45, 2:0 Bugała 81, 3:0 G. Bronowicki 90 SKŁADY Górnik: Mańka - Jaroszyński, Jarzynka, Różański - Pranagal, P. Bronowicki, G. Bronowicki, Bugała, Fojna (63 Bosowski) - Cetnarowicz (70 Feliksiak, 76 Warakomski), Sawa. Zagłębie: Norko - Bubnowicz, Cecot, Błauciak, Romaniuk - Wołczek (46 Manuszewski), Radżius, Kupsik (46 Kubik), Szewczyk - Kowalski, Konon (62 Lizak). KARTKI Żółte: Jaroszyński (G) - Kupsik (Z). Sędziował: Jacek Granat z Warszawy. Widzów: 2000. Trener Stefan Majewski przywiózł swoją ekipę do Łęcznej bez kilku podstawowych zawodników. Lecz jak sam podkreślił po spotkaniu, w niczym to nie tłumaczy końcowego rezultatu. Gospodarze do meczu z Zagłębiem przystąpili bez najmniejszych kompleksów. W pierwszej połowie dominowali na boisku, ale groźnych sytuacji pod bramką przyjezdnych było jak na lekarstwo. Żywiej serca miejscowych fanów zabiły w 17 min, gdy Bugała podał na głowę do Mariusza Sawy, a strzał wślizgiem zamykającego akcję Pawła Pranagala z najbliższej odległości instynktownie obronił Przemysław Norko. W 21 min Sawa zbyt długo zwlekał z uderzeniem i powracający obrońca zdążył z interwencją. Na przedpolu Marcina Mańki było jeszcze nudniej, a piłkarze Zagłębia ograniczali się tylko do strzałów z dystansu. Gdy powszechnie oczekiwano na przerwę, arbiter odgwizdał rzut wolny 20 m od bramki gości. Krótko rozegraną piłkę kopnął silnie Piotr Cetnarowicz, która po rykoszecie od stojącego w murze Ireneusza Kowalskiego ugrzęzła w siatce. Po zmianie stron role się odwróciły, przyjezdni przejęli inicjatywę, ale również nie byli w stanie zdobyć się na dogodne okazje. Górnicze kontry były natomiast zabójcze. Najpierw \"Bugała obsłużył Jacka Fojnę, który po przebiegnięciu 40 m, zamiast strzelać, wdał się w niepotrzebny drybling z Błauciakiem. W 68 m Grzegorz Bronowicki w dogodnej sytuacji uderzył zbyt słabo i niecelnie, a po chwili Sawa z 5 m przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 81 min Norkę zablokował Pranagal, a nadbiegający Bugała przerzucił piłkę nad Cecotem, wyszedł na wolne pole i strzałem przy słupku z prawej nogi pozostawił bez szans miedziowego golkipera. 3 minuty później niefrasobliwość i rozluźnienie mogły skończyć się źle, gdy fatalne podanie Wojciecha Jarzynki, przejął Kowalski. Na szczęście próba strzału z 30 m okazała się pomyłką. W 90 min padł trzeci gol. Jednak z nieznanych powodów sędzia Granat odgwizdał \"spalonego” Pranagala. Co się odwlecze to nie uciecze. Bugała zagrał na lewe skrzydło do starszego \"Bronka”, a Grzesiek soczystym uderzeniem w długi róg dobił lubinian. Schodzących z murawy gości żegnał zespół Elektryczne Gitary piosenką: \"to już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść”. Stefan Majewski (Zagłębie): Końcowy rezultat jest sprawiedliwy i oddaje przebieg wydarzeń na boisku. Górnik odniósł zwycięstwo w pełni zasłużenie. Był od nas po prostu lepszy. Zagłębie zagrało fatalnie. Cóż więcej można do tego dodać? Paweł Kowalski (Górnik): Nie wiem, czy to Zagłębie zagrało tak fatalnie, czy też my tak dobrze. Było to bardzo dobre spotkanie i warto było dzisiaj przyjść na stadion. Górnik zaprezentował się lepiej i jak najbardziej zasłużenie awansował do następnej rundy. Rozmiary naszego zwycięstwa mogły być jeszcze wyższe. Dzisiaj cały mój zespół zasłużył na słowa uznania.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama