Górnik Łęczna – Zagłębie Lubin 3:0 - lubiński pierwszoligowiec rozbity w Łęcznej
W 1/16 finału Pucharu Polski Górnik Łęczna stał się sprawcą dużej niespodzianki eliminując
z dalszego udziału pierwszoligowca - Zagłębie Lubin. Awans zespołu Pawła Kowalskiego jest jak najbardziej zasłużony, a rozmiary wygranej najmniejsze z możliwych. Wszyscy łęcznianie zasłużyli za wczorajszy mecz na słowa uznania, a prawdziwy koncert gry dał Paweł Bugała, który walczył, kiwał, strzelał, podawał, momentami ośmieszał faworyzowanych rywali.
- 11.10.2001 14:15
BRAMKI
1:0 Cetnarowicz 45, 2:0 Bugała 81, 3:0 G. Bronowicki 90
SKŁADY
Górnik: Mańka - Jaroszyński, Jarzynka, Różański - Pranagal, P. Bronowicki,
G. Bronowicki, Bugała, Fojna (63 Bosowski) - Cetnarowicz (70 Feliksiak, 76 Warakomski), Sawa.
Zagłębie: Norko - Bubnowicz, Cecot, Błauciak, Romaniuk - Wołczek (46 Manuszewski), Radżius, Kupsik (46 Kubik), Szewczyk - Kowalski, Konon (62 Lizak).
KARTKI
Żółte: Jaroszyński (G) - Kupsik (Z). Sędziował: Jacek Granat z Warszawy. Widzów: 2000.
Trener Stefan Majewski przywiózł swoją ekipę do Łęcznej bez kilku podstawowych zawodników. Lecz jak sam podkreślił po spotkaniu, w niczym to nie tłumaczy końcowego rezultatu. Gospodarze do meczu z Zagłębiem przystąpili bez najmniejszych kompleksów. W pierwszej połowie dominowali na boisku, ale groźnych sytuacji pod bramką przyjezdnych było jak na lekarstwo. Żywiej serca miejscowych fanów zabiły w 17 min, gdy Bugała podał na głowę do Mariusza Sawy, a strzał wślizgiem zamykającego akcję Pawła Pranagala z najbliższej odległości instynktownie obronił Przemysław Norko. W 21 min Sawa zbyt długo zwlekał z uderzeniem i powracający obrońca zdążył z interwencją. Na przedpolu Marcina Mańki było jeszcze nudniej, a piłkarze Zagłębia ograniczali się tylko do strzałów z dystansu. Gdy powszechnie oczekiwano na przerwę, arbiter odgwizdał rzut wolny 20 m od bramki gości. Krótko rozegraną piłkę kopnął silnie Piotr Cetnarowicz, która po rykoszecie od stojącego w murze Ireneusza Kowalskiego ugrzęzła w siatce.
Po zmianie stron role się odwróciły, przyjezdni przejęli inicjatywę, ale również nie byli w stanie zdobyć się na dogodne okazje. Górnicze kontry były natomiast zabójcze. Najpierw \"Bugała obsłużył Jacka Fojnę, który po przebiegnięciu 40 m, zamiast strzelać, wdał się w niepotrzebny drybling z Błauciakiem. W 68 m Grzegorz Bronowicki w dogodnej sytuacji uderzył zbyt słabo i niecelnie, a po chwili Sawa z 5 m przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 81 min Norkę zablokował Pranagal, a nadbiegający Bugała przerzucił piłkę nad Cecotem, wyszedł na wolne pole i strzałem przy słupku z prawej nogi pozostawił bez szans miedziowego golkipera. 3 minuty później niefrasobliwość i rozluźnienie mogły skończyć się źle, gdy fatalne podanie Wojciecha Jarzynki, przejął Kowalski. Na szczęście próba strzału z 30 m okazała się pomyłką. W 90 min padł trzeci gol. Jednak z nieznanych powodów sędzia Granat odgwizdał \"spalonego” Pranagala. Co się odwlecze to nie uciecze. Bugała zagrał na lewe skrzydło do starszego \"Bronka”, a Grzesiek soczystym uderzeniem w długi róg dobił lubinian. Schodzących z murawy gości żegnał zespół Elektryczne Gitary piosenką: \"to już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść”.
Stefan Majewski (Zagłębie):
Końcowy rezultat jest sprawiedliwy i oddaje przebieg wydarzeń na boisku. Górnik odniósł zwycięstwo w pełni zasłużenie. Był od nas po prostu lepszy. Zagłębie zagrało fatalnie. Cóż więcej można do tego dodać?
Paweł Kowalski (Górnik):
Nie wiem, czy to Zagłębie zagrało tak fatalnie, czy też my tak dobrze. Było to bardzo dobre spotkanie i warto było dzisiaj przyjść na stadion. Górnik zaprezentował się lepiej i jak najbardziej zasłużenie awansował do następnej rundy. Rozmiary naszego zwycięstwa mogły być jeszcze wyższe. Dzisiaj cały mój zespół zasłużył na słowa uznania.
Reklama













Komentarze