Pomysł narodził się w głowie Anity Skalskiej, nauczycielki i pasjonatki ogrodnictwa. – Kiedy przyszłam tu do pracy, zobaczyłam ogromny, zaniedbany teren. Od razu pomyślałam, że to przestrzeń z potencjałem – mówi. Z czasem wizja zaczęła się konkretyzować. Za zgodą dyrekcji i przy wsparciu gminy ruszyły pierwsze działania.
Założenie było ambitne: sześć dużych sektorów, z których każdy ma odpowiadać innemu zmysłowi. To nie symboliczny ogródek, ale inwestycja zajmująca blisko tysiąc metrów kwadratowych. Jeden sektor ma ponad 12 na 12 metrów. – To miało być coś więcej niż dekoracja. To przestrzeń do zajęć, terapii, odpoczynku i ruchu – podkreśla Skalska.
Na start gmina przeznaczyła 10 tys. zł, a później kolejne 10 tys. Środki te wystarczyły głównie na ogrodzenie sektorów i podstawową infrastrukturę. Resztę wykonali rodzice – często po godzinach, społecznie. – Wjechali koparkami, wyrównali teren, pomagali przy nasadzeniach. Bez nich ten ogród by nie powstał – podkreśla inicjatorka.
Z czasem pojawiły się tuje, lawendy, kwiaty, domki dla murarek, a także podwyższone grządki warzywne. Każda klasa ma swoją, podpisaną. – Dzieci sieją, pielęgnują, obserwują. To nauka przez doświadczenie, nie z podręcznika – mówi Skalska.
Jednym z kluczowych miejsc ma być sektor ruchu. Już stoi tam karuzela tarczowa, z której może korzystać kilka dzieci jednocześnie. W planach są kolejne elementy: linowy „pająk”, ścieżka sensoryczna z różnych nawierzchni, przyrządy do ćwiczeń równowagi. Problemem są jednak koszty. – Wszystko musi być atestowane. Pomysłów nie brakuje, brakuje pieniędzy – przyznaje nauczycielka bez ogródek.
Dlatego twórcy ogrodu otwarcie apelują o wsparcie. – Szukamy sponsorów, firm, ludzi dobrej woli. Każdy może dołożyć swoją cegiełkę – finansowo, materiałowo albo pracą – mówi Skalska. Przy ogrodzie ma stanąć duża tablica z listą sponsorów. – Niezależnie od tego, czy ktoś przekaże 100 zł, deski, rośliny czy pomoże fizycznie – każdy będzie uhonorowany – zapowiada.
W planach są jeszcze doposażenia kolejnych sektorów: strefa ciszy z trawami ozdobnymi, w której ma się pojawić jakaś ławeczka i stoliczek, mini sad z drzewkami owocowymi, część edukacyjna z grami plenerowymi oraz – w przyszłości – altana z miejscem na ognisko. – Gdyby udało się zebrać większe środki, ten ogród mógłby być kompletny. Potencjał jest ogromny – podkreśla inicjatorka.
Ogród sensoryczny w Tomaszowicach już dziś służy dzieciom, choć wciąż jest w budowie. To przykład, że szkolna przestrzeń może być tworzona wspólnie – przez nauczycieli, rodziców, lokalne firmy i mieszkańców. I że naprawdę każdy może dołożyć tu swoją cegiełkę.














Komentarze