Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Felieton

Nasz węglowy baron z solarnym dachem

Ściema i manipulacja, hipokryzja, cynizm, szkodnictwo gospodarcze. To te bardziej subtelne komentarze po słowach Przemysława „Kandydata na premiera” Czarnka o odnawialnych źródłach energii. Partyjni koledzy dyplomatycznie milczą, bo tego po prostu nie da się obronić. A wszystko za sprawą europosła Krzysztofa Hetmana, który – po arcymistrzowsku – zdemaskował „Kandydata na premiera”.
Nasz węglowy baron z solarnym dachem

A szło tak dobrze, tak gładko. 7 marca, hala "Sokół" w Krakowie, konwencja PiS. Jarosław Kaczyński ogłasza, że jego „Kandydatem na premiera” jest Przemysław Czarnek, poseł PiS z Lublina. Ten w iście amerykańskim stylu – dynamiczna muzyka, mocne światła, gromkie brawa – wchodzi na scenę i już od pierwszych słów rozpoczyna brawurowy marsz po władzę. Że ma gadane – to wszyscy wiemy, że nie gryzie się w język – to też wiadomo, że idealnie trafia w oczekiwania prawicowego elektoratu – to także nie nowina. Ale w sobotę jest w swojej najlepszej formie, dosłownie płynie na fali własnych słów. 

- Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych "OZE-sroze" dofinansowanych z dopłat! My mamy nasz miks węglowy, mamy nasze bogactwa naturalne i wara nam od nich! - krzyczy z mównicy Przemysław Czarnek.

A publiczność wiwatuje, bo to chwytliwe hasła, wpisujące się w ideę patriotyzmu gospodarczego, trafiające na podatny antyunijny grunt, dobrze rokujące na przyszłą, brutalną kampanię. 

Niestety, dziś już tylko hasła. I „Kandydat na premiera” doskonale to wie, gdyż bystrości i obycia odmówić mu nie można. A jeśli jednak nie wie, to zachęcam do wizyty w pobliskiej Bogdance i do rozmowy ze Zbigniewem Stopą, prezesem Lubelskiego Węgla Bogdanka. To „nasza kopalnia”, która przez lata przynosiła krociowe zyski. Jej prezes to górnik z krwi i kości i świetny menadżer znający rynek węgla jak mało kto w Polsce.

Sądzę, że prezes Bogdanki chętnie przypomni lubelskiemu posłowi, jak sprowadzany do Polski za rządów PiS węgiel z Rosji, a potem z Kolumbii zdewastował polski rynek, jak trudno konkurować z „czymś”, co jest dwukrotnie lub trzykrotnie tańsze i że nigdy nie dorównamy w tym względzie np. Chinom, choćby dlatego, że my uczciwie płacimy górnikom za ich ciężką i niebezpieczną robotę. Pewnie powiedziałby też, że wydajność wydobycia w Polsce stale spada, zasoby są coraz głębsze i trudniej dostępne, że więcej węgla importujemy niż eksportujemy. I że cała branża idzie dziś drogą wygaszania i minimalizowania strat, a słowa pana posła to zwykle mrzonki i czysta utopia. 

Ale nie wiem, czy taka merytoryczna rozmowa interesuje Przemysława Czarnka, bo ma on dziś kłopot z innymi swoimi słowami. Bo, jak ujawnił europoseł Krzysztof Hetman, „OZE-sroze” w wydaniu posła Czarnka to dach jego domu w lubelskiej dzielnicy gęsto wypełniony panelami fotowoltaicznymi. 

– Mam nadzieję, że pan poseł Czarnek(…) siedzi na swoim własnym dachu, na swoim domu, i rozmontowuje fotowoltaikę, którą sobie kilka lat temu założył – mówił Krzysztof Hetman w TVN24. 

Minister Paulina Hennig-Kloska natychmiast ochrzciła Czarnka "węglowym baronem z solarnym dachem" i nawet sąsiedzi posła z lubelskiej dzielnicy (cytuję za Faktem) byli zdumieni jego słowami:

– „Krytykuje, a sam ma cały dach upstrzony panelami słonecznymi. Z każdej strony je widać. To zwykła hipokryzja.”

No i tego się Przemysław „Kandydat na premiera” Czarnek chyba nie spodziewał. Bo tych paneli nie da się schować przed ludźmi, nie da się im zaprzeczyć. Przemysław Czarnek zamontował je świadomie, z konkretną intencją i nie pogardził zewnętrznym dofinansowaniem. Dzięki temu – jak sam przyznaje – jego rachunki za energię są od kilku lat niższe o ok. 1000 zł rocznie. 

Ale ta oszczędność to dla posła strata. Brnie dalej i wymyśla kolejne kurioza – ku uciesze opozycji i medióworaz zdumieniu ekspertów. 

– Czy to prawda, że ma pan na swoim dachu zainstalowane „OZE-sroze”? – zapytał z Radio ZET redaktor Bogdan Rymanowski. 

– Tak. Ta fotowoltaika jest kompletnie nieopłacalna – odpowiedział poseł.

– Zdemontuje pan te panele ze swojego dachu? – dociskał redaktor.

– Będę demontował te panele ze swojego dachu. W pewnej perspektywie – odpowiedział poseł.

Ta „pewna perspektywa” może się okazać bardzo bliska, jeśli „Kandydat na premiera” chce nim nadal pozostać. Trzeba będzie zdemontować „OZE-sroze” dla dobra partii i ku chwale prezesa. Ale będzie ból, bo do tej rozbiórki nikt się panu posłowi nie dołoży. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama