W poniedziałek 11 maja do redakcji „Dziennika Wschodniego” zadzwonił czytelnik, który twierdził, że w miejscowości Halasy, w gminie Międzyrzec Podlaski zdarzyła się skandaliczna sytuacja. W Święto Pracy dwóch policjantów z międzyrzeckiego komisariatu pojechało na miejsce wypadku, w którym po zderzeniu z TIR-em ranny został jeleń.
Nasz informator przekonywał, że funkcjonariusze znaleźli ranne zwierzę na poboczu drogi. Według jego relacji, nie wezwali jednak weterynarza. Jeden z nich rzekomo dobił jelenia pałką, po czym... odciął mu głowę. Miała nagrać ich kamera Zarządu Dróg Wojewódzkich. 4 maja informacje o nieprawidłowym zachowaniu policjanta podczas interwencji wpłynęły do Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej. Sprawą od razu zajęło się Biuro Spraw Wewnętrznych Policji.
Serię konkretnych pytań o zdarzenie w Halasach wysłaliśmy do nadkomisarz Barbary Salczyńskiej-Pyrchli, oficer prasowej KMP w Białej Podlaskiej. Dzień później oficjalny komunikat wystosował podinspektor Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie.
- Informacje i zabezpieczone materiały z przebiegu interwencji zostały przekazane do prokuratury, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Informacja o zdarzeniu została przesłana także do Biura Spraw Wewnętrznych oraz Wydziału Kontroli KWP w Lublinie. Komendant Miejski Policji w Białej Podlaskiej polecił wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i podjął decyzję o zawieszeniu funkcjonariusza w obowiązkach służbowych. Jednocześnie przesłał do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie wniosek z uzasadnieniem o wydaleniu funkcjonariusza ze względu na ważny interes służby. Szef lubelskiego garnizonu Policji po zapoznaniu się z materiałami nie miał żadnych wątpliwości, co do decyzji o wydaleniu. Priorytetem dla nas jest jak najszybsze, rzetelne i pełne wyjaśnienie tego zdarzenia. Zawsze reagujemy na wszelkie sygnały mogące budzić wątpliwości, co do sposobu realizacji czynności służbowych. Nie ma przyzwolenia na sytuacje, w których jakiekolwiek działanie funkcjonariusza mogłoby narazić zwierzę na niepotrzebne cierpienie - pisał Fijołek z KWP w Lublinie.

Odcięta głowa jelonka
Zadzwoniliśmy do Andrzeja Fijołka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie po zweryfikowanie budzących kontrowersje szczegółów zajścia.
- Czy to prawda, że policjant nie wezwał weterynarza i dobił zwierzę służbową pałką?
- Z tego, co wiemy, lekarz weterynarii nie został ani wezwany na miejsce, ani nawet poinformowany o całym zdarzeniu. Czy była taka potrzeba? To już inna kwestia. Policjant, w zależności od stanu zwierzęcia, powinien sam ocenić sytuację. Jeżeli byłaby szansa na przeżycie jelonka, oczywiście należało wezwać lekarza weterynarii. Natomiast jeśli stan był agonalny, funkcjonariusz mógł wykorzystać broń służbową, żeby skrócić cierpienia zwierzęcia.
- Na czym więc polegało jego niedopełnienie obowiązków, za które został wydalony ze służby?
- Przebieg tej interwencji jest jeszcze badany i sprawdzany. Będzie się nim zajmować prokuratura. Generalnie wygląda to tak, że policjanci jadą do konkretnego zgłoszenia. Tutaj brzmiało ono: kolizja i potrącenie sarny. Patrol ma obowiązek potwierdzić, co faktycznie zastaje na miejscu, bo czasami sytuacja wygląda inaczej niż w zgłoszeniu. Jeżeli funkcjonariusze widzą, że nie ma osób rannych, traktują to jako kolizję. Ale jeśli jest ranne zwierzę, w tym wypadku jelonek, to policjant powinien poinformować dyżurnego o sytuacji. Dyżurny musi wiedzieć, co się dzieje, żeby móc odpowiednio pokierować działaniami. Może wysłać weterynarza. Może wysłać drugi patrol do wsparcia albo przekazać wskazówki. A wszystko wskazuje na to, że dyżurny nie miał pełnej informacji o tym, co dzieje się na miejscu. W związku z tym nie wezwano weterynarza i nie zapadła decyzja o użyciu broni służbowej w celu skrócenia cierpień zwierzęcia. Finalnie zwierzę padło, ale w naszej ocenie cierpiało niepotrzebnie.
- A co z tą pałką służbową? Była użyta czy nie?
- Policjant wstępnie tłumaczył, że wykorzystał pałkę w innym celu. Mówił, że za takim nasypem z materiałem wykorzystywanym do budowy było dużo krwi, która wypływała spod tego jelonka, i że używał pałki do przesypywania żwiru, żeby tę krew zasypać i nie była widoczna dla osób przejeżdżających drogą. Natomiast, czy tylko do tego celu użyto pałki, czy również w innym, to właśnie będzie ustalane przez prokuraturę. Być może stąd pojawiły się informacje o użyciu pałki wobec zwierzęcia. Na tę chwilę nie mogę tego potwierdzić.
- Ale rozumiem, że dlatego właśnie wszczęto postępowanie dyscyplinarne?
- Tak. Na podstawie materiałów zgromadzonych do tej pory komendant miejski nie miał wątpliwości, że interwencja została przeprowadzona niewłaściwie i że zwierzę cierpiało. Dlatego wszczęto postępowanie dyscyplinarne i skierowano wniosek do komendanta wojewódzkiego o wydalenie funkcjonariusza ze służby. Interwencja miała miejsce pierwszego dnia miesiąca, ale o możliwych nieprawidłowościach dowiedzieliśmy się dopiero czwartego, po weekendzie. Wtedy ruszyły procedury. Do sprawy skierowano Wydział Kontroli, Biuro Spraw Wewnętrznych, została też powiadomiona prokuratura. Nasz komendant wojewódzki był wtedy zaangażowany w działania związane z dużym pożarem w powiecie biłgorajskim. Po powrocie zapoznał się z dokumentami i podjął decyzję o wydaleniu policjanta ze służby ze względu na dobro interesu służby.
- Pojawiła się też jeszcze bardziej makabryczna plotka. Mianowicie, że zwierzę znaleziono później bez głowy i że miał ją odciąć policjant. Czy to prawda?
– Nie mamy takich informacji. Nic w materiałach, które posiadamy, nie wskazuje na to, żeby policjant odciął głowę zwierzęciu. Mogę natomiast powiedzieć, co ustaliliśmy. Dyżurny został poinformowany pod koniec działań, że zwierzę nie żyje. W związku z tym zgodnie z procedurami powiadomiono zarządcę drogi, czyli Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Tam trwa budowa nowego odcinka ekspresówki. Ruch odbywa się tymczasowo po jednej jezdni, a teren nie jest jeszcze zabezpieczony siatkami przed dziką zwierzyną, dlatego często dochodzi tam do potrąceń. Dzień wcześniej również mieliśmy tam podobne zdarzenie. Ponieważ był to dzień świąteczny, dyżurny kontaktował się przez punkt informacji drogowej. Wszystko wskazuje jednak na to, że truchło nie zostało zabrane tego samego dnia. Następnego dnia pracownicy budowy znaleźli zwierzę za tym nasypem.
- I co się stało?
- Wzięli je na łyżkę koparki, przenieśli i przysypali ziemią. I niewykluczone, że właśnie wtedy doszło do oddzielenia głowy. Albo ktoś ją odciął, albo po prostu odpadła podczas przenoszenia. Trudno powiedzieć. Później zwierzę zostało ponownie odkopane i zabezpieczone do sekcji. Rzeczywiście, podczas sekcji głowy już nie było. Ale nie wiemy, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach zniknęła. Nic nie wskazuje na to, żeby miało to miejsce podczas samej interwencji policji. To był teren budowy, przez pewien czas miejsce było bez nadzoru, więc mogło wydarzyć się wiele rzeczy. Ktoś mógł zauważyć truchło wcześniej, mogło dojść do uszkodzenia podczas transportu koparką. Właśnie po to prowadzone jest śledztwo, żeby to wszystko wyjaśnić.
- Czyli na obecnym etapie nie może pan potwierdzić tych najbardziej drastycznych wersji wydarzeń?
- Nie. To zbyt wczesny etap postępowania, żeby takie rzeczy potwierdzać. Na miejscu było dwóch policjantów. Jeden zajmował się zwierzęciem, a drugi ciężarówką, która potrąciła jelonka. Kierowca TIR-a z ładunkiem zatrzymał się znacznie dalej od miejsca zdarzenia. W związku z tym nie ma na tę chwilę podstaw, żeby wobec drugiego z policjantów formułować jakieś dalej idące wnioski dotyczące nieprzydatności do służby czy podobnych kwestii. Natomiast trzeba podkreślić, że analizowana będzie całość interwencji. Nie tylko samo zachowanie funkcjonariusza wobec zwierzęcia, ale również cały obieg informacji pomiędzy patrolem a dyżurnym i sposób prowadzenia działań. Już teraz jednak nie budzi wątpliwości niewłaściwe zachowanie funkcjonariusza, który zajmował się zwierzęciem. I właśnie dlatego zapadła taka decyzja przełożonych, jeszcze zanim komukolwiek formalnie przedstawiono zarzuty - mówi nam Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.














Komentarze