W okresie Wielkanocy na lotnisku Warszawa-Radom wylądowały dwa szerokokadłubowe samoloty izraelskich linii El Al. Były to Boeingi 777-200ER, przystosowane do pokonywania dalekich tras i zdolne do przewozu 279 pasażerów na dystansie nawet ponad 13 tysięcy kilometrów. Jeden z nich przyleciał z Fiumicino w Rzymie, drugi z Aéroport Roissy-Charles-de-Gaulle w Paryżu. Oba loty miały charakter techniczny i odbyły się bez pasażerów.
Przebazowanie izraelskich samolotów w Radomiu jest związane z trwającą od 28 lutego wojną Izraela i Stanów Zjednoczonych przeciwko Iranowi, którego wojsko przeprowadza w regionie ataki odwetowe. Wybuch zbrojnego konfliktu doprowadził do poważnych zakłóceń ruchu lotniczego na Bliskim Wschodzie. Straciło na tym chociażby lotnisko Ben Guriona w Tel Awiwie, będące główną bazą linii El Al. Wprowadzono tam ścisłe ograniczenia operacyjne, obejmujące limity liczby lotów i pasażerów, co uniemożliwia prowadzenie normalnej działalności przewozowej.
Radom zarobi
Jak czytamy na stronie RynekLotniczy.pl, w początkowej fazie kryzysu ograniczenia były bardzo restrykcyjne i dopuszczały jedynie jeden przylot i jeden odlot na godzinę i maksymalnie 50 pasażerów na rejs. Niedawno przepisy częściowo złagodzono do dwóch odlotów i jednego przylotu na godzinę oraz około 100 pasażerów na pokładzie. Nadal jednak oznacza to funkcjonowanie portu na poziomie znacznie poniżej standardowej przepustowości. Dodatkowo część miejsc pozostaje poza otwartą sprzedażą i jest przydzielana decyzją administracyjną.
W takich warunkach linie El Al zdecydowały się czasowo wycofać z eksploatacji flotę Boeingów 777 i ulokować ją w bezpiecznych portach zagranicznych. Radom, również dzięki działaniom Polskich Portów Lotniczych, został wybrany na jedną z takich baz. Przedstawiciele lotniska Warszawa-Radom mówili w „Rzeczpospolitej” i RDC, że samoloty El Al pozostaną tam co najmniej kilka dni, a przewoźnik poniesie opłaty za lądowanie i postój zgodnie z cennikiem, co wygeneruje niemałe przychody dla portu.
Podkreślali też, że lotnisko w Radomiu udowodniło tym samym zdolność do obsługi największych samolotów dalekodystansowych i zwiększyło rozpoznawalność na rynku międzynarodowym. Co więcej, rozpoczęło rozmowy z kolejnymi przewoźnikami z regionu Bliskiego Wschodu dotyczące zarówno przebazowania, jak i potencjalnych operacji pasażerskich. Ma to szczególne znaczenie w kontekście słabych wyników portu: w pierwszym kwartale 2026 roku obsłużono tam 8 847 pasażerów, co oznacza spadek o około 34 procent rok do roku.
Izraelcy przewoźnicy też w Lublinie?
Na początku kwietnia w mieście pojawiły się plotki, że na podobny ruch mógłby zdecydować się Port Lotniczy Lublin. Wysłaliśmy więc zapytanie do Piotra Jankowskiego, rzecznika prasowego Lublin Aiport.
- Przy obecnym ruchu Port Lotniczy Lublin nie może sobie pozwolić na zbazowanie samolotów i zajęcie stanowisk parkingowych. W przypadku naszego portu lotniczego rozważamy rozbudowę infrastruktury. Konieczne zmiany wymusza zwiększający się ruch statków powietrznych. Dla porównania, w marcu 2025 roku zrealizowaliśmy 289 operacji lotniczej, podczas gdy w marcu tego roku już 413, czyli aż o 42,91 procent więcej operacji - mówi nam Jankowski.
- Pod koniec marca uruchomione zostały z naszego lotniska nowe połączenia: do Maastricht i Trapani. W maju zaczyna się sezon wzmożonego ruchu turystycznego, więc musimy zapewnić przede wszystkim miejsca na płycie dla samolotów, które będą wykonywały te połączenia - puentuje rzecznik prasowy Portu Lotniczego Lublin.














Komentarze