Na początku września 2025 roku rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną i zanurzyły się w głąb kraju. Część z nich spadła na ziemię samoistnie. Większość zestrzeliło polskie wojsko. Alicja i Tomasz Wesołowscy, małżeństwo z Wyryk w powiecie włodawskim, śledziło te doniesienia, aż nad ich domem „rozległ się przerażający ryk”, jak opowiadali później w „Fakcie”: dziura w suficie, żyrandol na podłodze, wojsko, policja.
Państwo Wesołowscy mieli jednocześnie olbrzymiego pecha i wielkie szczęście. Pecha, bo ich posesja została zdewastowana, najprawdopodobniej przez rakietę wystrzeloną przez polski F-16, która była wymierzona w jednego z rosyjskich dronów, o czym poinformowała „Rzeczpospolita”. I szczęście, bo w porę zdążyli zejść z sypialni na dół budynku, czemu zawdzięczają życie i zdrowie.
Premier Donald Tusk przekonywał w mediach społecznościowych, że „cała odpowiedzialność za uszkodzenia domu w Wyrykach spada na autorów dronowej prowokacji, czyli Rosję”. Prokuratura Okręgowa w Lublinie informowała o niezidentyfikowanym obiekcie latającym, który „spowodował zniszczenia między innymi domu mieszkalnego, a który to obiekt nie został na chwilę obecną zidentyfikowany ani jako dron, ani jako jego fragmenty”.
Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało, że sfinansuje odbudowę domu, a wojsko pomogło poszkodowanej rodzinie przenieść się do mieszkania zastępczego.
Mniej więcej w okresie Bożego Narodzenia rozebrano zniszczony dom. Państwo Wesołowscy wybrali parterowy projekt nowego domu. Pod koniec marca 2026 roku przyjechały materiały budowlane i rozpoczęły się prace. Alicja i Tomasz w rozmowie z Interią i Polsat News narzekali na ponoć niejasne i niekorzystne zapisy umowy z MON, opowiadali o ukrytych kosztach i opłatach, którego mogłyby sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, co naturalnie przekracza ich możliwości finansowe. Najbardziej Wesołowskich z Wyryk bolało jednak, że nie widzą realnego postępu budowy. To już nieaktualne.
Odbudowują dom w Wyrykach
- W Wyrykach byłem chyba dwa tygodnie po tym wydarzeniu, może nawet szybciej. Dostałem polecenie od premiera Kosiniaka-Kamysza, żeby spotkać się z poszkodowaną rodziną. Dzień wcześniej odbyła się tam komisja powołana przez Centrum Operacyjne MON. Deklaracja była jasna: pomożemy obudować dom - mówi nam Jakub Stefaniak, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Zastępca szefa KPRM przekazuje, że rząd monitoruje obudowę domu w Wyrykach. Podkreśla, że w proces zaangażował się również Sejmik Województwa Lubelskiego, który w październiku ubiegłego roku jednogłośnie przegłosował uchwałę o pomocy finansowej w wysokości 70 tysięcy złotych dla gminy.
- Nowy dom powstaje i powstanie. Prace już się rozpoczęły. Na obecnym etapie najwięcej czasu zajmuje dokumentacja i przygotowanie formalne. To zawsze jest najdłuższa część procesu. Gdy ruszają właściwe prace budowlane, wszystko przebieg znacznie szybciej. Wójt gminy na bieżąco informuje mnie o postępach. Obietnica premiera Kosiniaka-Kamysza jest podtrzymana - podkreśla Stefaniak.

Pomoc też dla sąsiadów
Rozmawiam z Bernardem Błaszczukiem, wójtem gminy Wyryki.
- Dom rośnie jak grzyby po deszczu. Mieliśmy wykonane fundamenty, teraz powstają już pierwsze elementy konstrukcyjne z bloczków betonowych. W najbliższym czasie widoczne będą kolejne etapy. Wykonawca naprawdę się spręża i inwestycja nabiera tempa. Cieszy to mieszkańców, którzy widzą, że coś się dzieje, że dom faktycznie jest odbudowywany - opowiada Błaszczuk.
Wójt gminy Wyryki zaznacza, że „nikt nie może mieć pretensji o czas realizacji odbudowy domu”, ponieważ „pewnych etapów administracyjnych nie da się przyspieszyć”, jeśli nie chce robić się tego w trybie „samowoli budowlanej”.
- Budowa zakończy się do grudnia 2026 roku. Termin wielokrotnie podczas rozmów potwierdzał wykonawca. Zarówno my, jak i poszkodowani, pozostajemy w stałym kontakcie z MON, którego przedstawiciele cyklicznie przyjeżdżają do naszej gminy, odbywają spotkania. To dotyczy nie tylko państwa Wesołowskich, ale też innych poszkodowanych - mówi wójt Błaszczuk.
- Czyli kogo? - dopytuję.
- Na przykład sąsiad po drugiej stronie drogi otrzymał rekompensatę za zniszczony samochód. Inna z sąsiadek jest obecnie na etapie postępowania z ubezpieczycielem. Pomogliśmy jej przygotować odwołanie dotyczące wypłaty odszkodowania. Procedury są takie, że najpierw trzeba wyczerpać wszystkie możliwości po stronie ubezpieczenia. Dopiero później, jeśli to nie wystarczy, może zareagować ministerstwo i przejąć sprawę. Sąsiedni dom został już naprawiony, natomiast czekamy jeszcze na ostateczne rozstrzygnięcie, czy wszystkie koszty pokryje ubezpieczyciel, czy też konieczny będzie udział środków ministerialnych. To są środki publiczne, więc musimy dochować wszystkich procedur i najpierw wykorzystać dostępne możliwości - wyjaśnia polityk.
Szczeliny i lokal zastępczy
Państwo Wesołowscy mieszkają w lokalu zastępczym.
- Mogą mieszkać w nim do zakończenia budowy. To było konieczne, ponieważ rzeczoznawca uznał, że dom nie nadaje się do zamieszkania. Na wyższej kondygnacji widać było bardzo duże pęknięcia ścian i sufitów. Mówimy o szczelinach rzędu kilkunastu centymetrów. Realnym zagrożeniu dla życia i zdrowia mieszkańców - relacjonuje sekretarz stanu Jakub Stefaniak.
- Dysponujemy budynkiem z czterema mieszkaniami i jedno z nich zajmują państwo Wesołowscy. Tylko koszty mediów, wodę i prąd, zgodnie z przepisami finansów publicznych, pokrywają we własnym zakresie, gmina nie może finansować tych opłat osobom, które samodzielnie osiągają dochód. Samo mieszkanie jest jednak zapewnione bezpłatnie w ramach wsparcia po tym zdarzeniu. I będzie udostępnione do czasu zakończenia odbudowy domu - zapewnia wójt Bernard Błaszczuk.














Komentarze