Spotkanie na szczycie było wyrównane. Po pierwszej połowie można było lekko wskazać na Hetmana, a w drugiej na Lewart. Jak zawody ocenia trener gospodarzy Grzegorz Bonin?
– Potrafiliśmy zniwelować atuty przeciwnika. Ani Serdiuk, ani Sikora za bardzo sobie nie pograli. Stałe fragmenty Hetmana też wybroniliśmy. Dodatkowo zależało nam na zabezpieczeniu kontr, bo wiedzieliśmy, że to jest siła zespołu z Zamościa. Za bardzo się nie otwieraliśmy, żeby nie narażać się na te szybkie ataki. Założenia wykonaliśmy w stu procentach, ale wielkich sytuacji bramkowych nie było. My mieliśmy dwa strzały, rywale tak samo. W końcowym rozrachunku mamy jednak trzy punkty, z czego bardzo się cieszymy – mówi trener Bonin.
I przyznaje, że chciał pokonać Hetmana, stąd ofensywne zmiany już na początku drugiej połowy.
– Od razu po przerwie wprowadziliśmy Doriana Palucha, a na szóstkę zszedł Ernest Skrzyński. Chcieliśmy bardziej zaryzykować, żeby wygrać. Znowu nie było jednak zbyt wielu konkretów pod obiema bramkami, jakieś dośrodkowania, bardziej półsytuacje. Wiedzieliśmy też, że nie możemy zbyt wcześnie pójść do przodu. Dlatego dopiero w końcówce na boisku pojawił się także Krystian Żelisko – przyznaje opiekun Lewartu.
A jak szkoleniowiec zapatruje się na wyścig do III ligi? W końcu jego drużyna dogoniła lidera i obie ekipy mają teraz po 58 punktów, więc szanse na awans zdecydowanie wzrosły.
– To sprawa rozwojowa. Miasto i zarząd rozmawiają z różnymi ludźmi. Umówiliśmy się tak, że za miesiąc zapadnie decyzja, na co w ogóle będzie nas stać w przyszłym sezonie. My na razie skupiamy się na tym, żeby każdy mecz wygrać, a co będzie dalej, powinno się wyjaśnić pod koniec maja. To jednak kwestia miasta i zarządu. Wiadomo, że w trzeciej lidze trzeba mieć zdecydowanie większe pieniądze. Problemem nie jest awans, bardziej co zrobimy dalej. Trzecia liga, jeżeli nie całkiem zawodowa, to jest przynajmniej półzawodowa. Trzeba mieć niezły skład i naprawdę solidne zaplecze finansowe – przyznaje trener Bonin.














Komentarze