Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Afera w PiS

Zgniły układ w biłgorajskim PiS. Palikot: Gangsterskie rozgrywki

Janusz Kowalski mówi, że odszedł z Prawa i Sprawiedliwości przez układ biłgorajski. Twierdzi, że lokalni działacze przyjmują tam do partii „ludzi Palikota”. Jako przykład podaje Bartłomieja Świtałę, ale ten wszystkiego się wypiera. Janusz Palikot opowiada nam o „gangsterskich rozgrywkach”. Politycy PiS nabierają wody w usta lub mętnie się tłumaczą. A jednocześnie wycinają ze struktur kolegów i koleżanki związanych z posłem Marcinem Romanowskim.
Zgniły układ w biłgorajskim PiS. Palikot: Gangsterskie rozgrywki

Źródło: Janusz Palikot/Janusz Kowalski/Youtube/X

- Jeżeli w Biłgoraju ludzie widzą, że politycy PiS zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki, zajmują się sprawą jakiegoś Autodromu, który jest wielkim znakiem zapytania pod kątem aferalnym, zamiast zaopiekować się szpitalem, to przepraszam uprzejmie, ale ja wysiadam. Nie ma mojej zgody na to, żebym walczył o silną prawicę na poziomie centralnym, kiedy tolerowane są układy lokalne. To jest główny powód, dla którego odszedłem z Prawa i Sprawiedliwości - mówił Janusz Kowalski na początku maja.

Przekonywał, że władzom Prawa i Sprawiedliwości postawił ultimatum: albo on, albo układ biłgorajski. Na potwierdzenie istnienia tego drugiego zamieścił zdjęcie: za plecami Janusza Palikota stoi Bartłomiej Świtała, etatowy członek zarządu powiatu w Biłgoraju, wpisany do PiS. 

Amnezja stołkowa

Bartłomiej Świtała zignorował naszą wiadomość z prośbą o komentarz. Krótkiej wypowiedzi udzielił jednak prawicowemu portalowi wPolityce.pl.

- Nie byłem związany z Ruchem Palikota. Nie wiem, co tam wtedy robiłem pod urzędem miasta w Biłgoraju, to było ze dwadzieścia lat temu. Jestem osobą publiczną, mogę być w różnych miejscach. To, że mi zrobią zdjęcie za kimś, to nie znaczy, że to o czymś świadczy. Przecież to jest nienormalne. Jeżeli pan Kowalski twierdzi, że byłem w Ruchu Palikota, to mogę pozwać go do sądu, bo w Ruchu Palikota nigdy nie byłem - bronił się Świtała.

Stwierdził, że nie zna prywatnie Palikota.

- Wspierał Palikota, ludzie z nim związani to robili, wspierał Małgorzatę Gromadzką i KO jeszcze kilkanaście lat temu, jest na to pełno zrzutów z ekranu z Facebooku i kropka, do widzenia. To człowiek absolutnie po tamtej stronie. Niech jeszcze powie, że te osoby, które są na tym zdjęciu i są zatrudnione w jednostkach starostwa, to też ich nie zna. Niech sobie nie robi jaj. Amnezja stołkowa. Łaził za Palikotem, był w zarządzie biłgorajskiej PO Tuska w 2013 roku, niedawno zapisał się do PiS, został etatowym członkiem zarządu powiatu i nagle o wszystkim zapomniał - ripostował poseł Kowalski, który sam od 2005 do 2006 należał do PO, w wPolityce.pl.

Gangsterskie rozgrywki

Napisaliśmy do Janusza Palikota, dawno temu czołowego polityka Platformy Obywatelskiej, później założyciela partii Ruch Palikota, przekształconej w Twój Ruch, kandydata w wyborach prezydenckich w 2015 roku, na początku XXI wieku jednego z najbardziej rozpoznawalnych Polaków, nad którym ciążą jednak aktualnie zarzuty przywłaszczenia mienia na szkodę pięciu tysięcy osób i kwotę blisko siedemdziesięciu milionów złotych.

- Nie znam Bartłomieja Świtały i nigdy nie miałem z nim kontaktu - ucina Palikot. 

Pochodzi z Biłgoraja. W tym rejonie Lubelszczyzny budował podwaliny pod swoje niegdysiejsze biznesowe imperium. Zna tu prawie wszystkich, więc pytamy go o układy w lokalnej polityce i tutejszym PiS. 

- Wstrząsająca jest relacja Łukasza Borowca, działacza Prawa i Sprawiedliwości. Twierdzi, że w ramach rozgrywek o władzę w biłgorajskim PiS został aresztowany pod fikcyjnym zarzutem na dwa lata. I mimo że wyszedł siedem lat temu, to wciąż nie jest o nic oskarżony. Była to ponoć zemsta posła Sławomira Zawiślaka, który przeszedł z PiS w ramiona Grzegorza Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej, za wynik siostry Borowca startującej z tych samych list. Poziom tych rozgrywek jest wręcz gangsterski - przekonuje 61-latek.

Diagnozuje też pogłębiające się podziały w PiS. 

- Wynikają one z błędów popełnionych dwa lata temu przez Jarosława Kaczyńskiego, który za późno zareagował na rosnące poparcie dla Brauna. Próbuje teraz ratować partię Czarnkiem, a to prowadzi do chaosu i podziałów - mówi Palikot.

W Biłgoraju źle się dzieje

W rozmowach z lubelskimi działaczami Prawa i Sprawiedliwości od dłuższego czasu przewija się jedno określnie: „w Biłgoraju źle się dzieje”. Ścierają się tam bowiem dwie frakcje samorządowców: tych z PiS i tych od Marcina Romanowskiego z Suwerennej Polski. 

Były wiceminister sprawiedliwości ukrywa się przed zarzutami w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. W okręgu wyborczym numer 7, który obejmuje rejony powiatów bialskiego, biłgorajskiego, chełmskiego, hrubieszowskiego, krasnostawskiego, parczewskiego, radzyńskiego, tomaszowskiego, włodawskiego i zamojskiego, wciąż jednak jego nazwisko otwiera wiele drzwi.

Januszowi Kowalskiemu, który w ostatnich wyborach parlamentarnych został przerzucony z Opola na Lubelszczyznę, w okręgu numer 7 zdobył czternaście tysięcy głosów i dostał się do Sejmu, nigdy takich wpływów w okolicach Biłgoraja i Zamościa wypracować się nie udało, nawet mimo usilnych starań.

W Tygodniku Zamojskimczytamy, że niedawno z PiS wyrzucono polityków związanych z Romanowskim: Jana Łebkę, Magdalenę Bogucką, Danutę Gurę, Piotra Szeligę i Andrzeja Kozinę. Niemal jednocześnie Anna Chyl z biura poselskiego byłego sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości złożyła w Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Powiatu w Biłgoraju skargę na działalność starosty biłgorajskiego Andrzeja Szarlipa z PiS.

O tym Łukasz Borowiec, prawicowy działacz wspomniany wcześniej przez Janusza Palikota, regularnie w krytycznym i ocierającym się o zniesławienie tonie pisze na swoich profilach w mediach społecznościowych. Tu na przykład w nawiązaniu do wypowiedzi posła Kowalskiego o „układzie biłgorajskim”: „Widzisz Szarlip, od twoich szemranych interesów na Autodromie śmierdzi aż w Warszawie. Myślałeś, że wyrzucisz radnych powiatowych z PiS i będzie po wszystkim? Nie wiem, czemu tak długo prokuratura śpi, ale sprawy się toczą. Teraz może dzięki posłowi szybciej się zakończą”. 

Ośmiornica

O rodzinie Borowców głośno było, kiedy politycy Koalicji Obywatelskiej zarzucali Marcinowi Romanowskiemu, że do podbicia poparcia cynicznie wykorzystuje pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Europosłanka Marta Wcisło wyliczała, że na kilkadziesiąt godzin przed wyborami w 2023 roku na prawo i lewo szastał czekami, które trafiały do ochotniczych straży pożarnych czy kół gospodyń wiejskich.

- Wykorzystywał pieniądze nie tylko z Funduszu Sprawiedliwości, ale także z Funduszu Lasów Państwowych. Na ich czele w województwie lubelskim stał bowiem pan Andrzej Borowiec, który za środki tych właśnie Lasów Państwowych organizował Romanowskiemu imprezy typu festyny, pikniki. Takich koncertów i koncercików było kilkadziesiąt, w tym jeden zespołu Kombi, na którym się pan poseł mógł lansować. Mało tego, Borowiec drukował ulotki, na których Romanowski pod pretekstem organizacji pozarządowej niby działał na rzecz lokalnych społeczności. Pan Borowiec został później wójtem gminy Aleksandrów z listy pana Romanowskiego – mówiła nam Wcisło.

W województwie lubelskim Romanowski pomieszkiwał w Gilowie, pół godziny jazdy samochodem od Biłgoraja. Mieszkanie na wsi, jak dowiedziała się Wirtualna Polska, wynajmowała mu Anna Mamona-Szymańska, radna z Turobina. Wcisło nazywała to „ośmiornicą Romanowskiego”.

- Łukasz Borowiec, rodzony brat Andrzeja, miał zarzuty prokuratorskie o wyłudzanie VAT-u, ale w czasie kiedy rządził PiS, a pan Romanowski był wiceministrem sprawiedliwości, żadne konsekwencje, żadne sankcje mu nie groziły. Młodszy Borowiec był nietykalny. W okolicach Biłgoraja powstało coś w rodzaju układu zamkniętego. Sieć powiązań Solidarnej czy też Suwerennej Polski, przystawki PiS-u, żeby tylko robić brudną kampanię, a gdy to wyjdzie na jaw, uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Mogę to śmiało nazwać „ośmiornicą Romanowskiego” – grzmiała europosłanka z Koalicji Obywatelskiej.

Komentarz zbędny

Dzwonimy do Andrzeja Szarlipa, przewodniczący zarządu powiatu biłgorajskiego w PiS. Przytaczamy słowa posła Janusza Kowalskiego o „tolerowaniu układów” i przyjmowaniu do partii „ludzi Palikota”.

- Nie chciałbym tego komentować.

Pytamy go o dwie frakcje rywalizujące o władzę w Biłgoraju i okolicach, czyli członków PiS i stronników posła Marcina Romanowskiego z Suwerennej Polski.

- Uważa, że jakikolwiek komentarz w tej sprawy byłby zbędny - kończy rozmowę Szarlip. 

Na współpracę

Bardziej wylewny jest Łukasz Pracoń, który w PiS pełni funkcję przewodniczącego komitetu terenowego w Biłgoraju. 

- Zgadza się pan z Januszem Kowalskim, kiedy o politykach PiS w Biłgoraju mówi: „Zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki, zajmują się sprawą jakiegoś Autodromu, który jest wielkim znakiem zapytania pod kątem aferalnym, zamiast zaopiekować się szpitalem”?

- Jeśli taka sytuacja rzeczywiście zaistniała i do partii przyjmowani są ludzie niezwiązani ideowo z naszym ugrupowaniem, to jak najbardziej jest to naganne. Ale ja wiedzy o takich zdarzeniach nie mam.

- Dobrze współpracowało się panu z posłem Kowalskim, kiedy w ostatnich latach reprezentował okręg wyborczy numer 7?

- Przyznam szczerze, że z posłem Kowalskim nigdy nie miałem przyjemności oficjalnie rozmawiać. Mało tego, nigdy nie byłem nawet na spotkaniu z posłem Kowalskim. 

- Jego teza o zgniłym układzie biłgorajskim ma ręce i nogi? 

- Nie mam takiej wiedzy, jaką niewątpliwie posiada pan Janusz Kowalski, który utrzymuje kontakt z szerszym partyjnym kręgiem, bo, jak rozumiem, on mówił o całym powiecie biłgorajskim. A ja działam tylko w Biłgoraju.

- I w Biłgoraju nic takiego pan nie zaobserwował?

- Nie. Jako samorządowiec staram się nie łączyć polityki z działalnością pożytku publicznego. Współpracujemy z burmistrzem. Współpracujemy ze wszystkimi, którzy chcą robić coś na rzecz miasta i jego mieszkańców. Obecnie w Polsce rządzi Koalicja Obywatelska z PSL-em, więc, żeby miasto się rozwijało i skutecznie pozyskiwało środki, musimy umiejętnie poruszać się również na szczeblu rządowym. W samorządzie pozostaję możliwie najdalej od polityki. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jako szef struktur PiS w powiecie i w mieście, jestem w jakimś zakresie na to politykowanie skazany.

- W samorządzie trzeba iść na układy?

- Nie, nie chodzi o polityczne układy, tylko podejmowanie współpracy z różnymi środowiskami dla dobra mieszkańców. Co innego bowiem pragmatyka partyjna czy ideologia polityczna, a co innego stawianie na pierwszym miejscu interesu Biłgoraja i dobra mieszkańców.

- Zamierza pan rozmawiać z lokalnymi członkami PiS o ostatnich wypowiedziach posła Kowalskiego?

- Nie sądzę, żeby pan Janusz Kowalski mówił o mieście Biłgoraj. Podkreślam jeszcze raz, że nie mam takiej wiedzy, jaką ma pan poseł, ale nie sądzę, żebyśmy do naszych miejskich struktur wcielili kogokolwiek ideowo niezwiązanego z partią. Warto jednak podkreślić, że co innego współpracować, a co innego przyjmować kogoś do ugrupowania. 

- Bartłomiej Świtała, którego poseł Kowalski wskazuje jako przykład „człowieka Palikota”, jest członkiem PiS?

- Nie mam takiej wiedzy.

- Ale zna go pan?

- Tak, razem pracujemy. 

- Gdzie?

- Jestem pracownikiem starostwa powiatowego w Biłgoraju, a pan Bartłomiej Świtała jest tam członkiem zarządu.

- Układ biłgorajski istnieje czy nie?

- Nie wiem, co dokładnie poseł Janusz Kowalski miał na myśli. Miasto Biłgoraj jest tylko jedną z czternastu gmin, które wchodzą w skład powiatu biłgorajskiego - mówi Łukasz Pracoń z PiS.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama