• Zakończyliście sezon 25/26 z dwoma trofeami, ale nie udało się obronić mistrzostwa Polski. Przez wiele tygodni musieliście jednak radzić sobie w osłabieniu...
– Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że mamy szeroki skład i na każdego możemy liczyć. Jak jest dobrze, to często zapomina się o tym, co dają zawodnicy, którzy w założeniach mieli grać mniej. My w tym sezonie mieliśmy sporo problemów. I właśnie zawodnicy, którzy teoretycznie normalnie mogliby szansy nie dostać, przy normalnej sytuacji bez kontuzji, jednak ją dostali i spisali się świetnie. Jestem niezwykle dumny, że każdy dołożył nie cegiełkę, a cegłę do tych sukcesów.
• Jak w ogóle oceniacie ten sezon?
– Puchar, Superpuchar i wicemistrzostwo Polski, to jest naprawdę bardzo udany sezon. Oczywiście, zawsze jest delikatne rozgoryczenie czy rozczarowanie, jeżeli przegra się finał. Trzeba jednak docenić, to gdzie jesteśmy. Bycie cały czas w czołówce, gdzie inni napierają, inni chcą nas pokonać, bo zostaliśmy mistrzem, to nie jest łatwe, żeby sobie z tym radzić. Trzeba utrzymać kocnentrację, a do tego wytrzymać presję. Wydaje mi się, że dobrze się spisaliśmy i wszyscy w mieście czy województwie mogą być dumni z tego, co zrobiliśmy.
• Debiutowaliście w Lidze Mistrzów, a przygodę z tymi prestiżowymi rozgrywkami zakończyliście na etapie ćwierćfinału po meczach z PGE Projektem Warszawa. Mogło być lepiej?
– Na pewno mogło być lepiej, zawsze może być lepiej, jak odpada się w ćwierćfinale. To wszystko, co wydarzyło się w tym sezonie: te problemy zdrowotne, ale nie tylko, bo nie zapominajmy o sytuacji z Mikołajem Sawickim. Na pewno wpłynęło na to, jak ten ćwierćfinał mógł wyglądać. Ja jestem jednak ostatni i na pewno nie będę mówił, że przegraliśmy przez problemy. Przegraliśmy, bo byliśmy słabsi, Warszawa była lepsza i zasłużyła, żeby znaleźć się w Final Four. Natomiast nie możemy uciec od tego, jaka była sytuacja. Chcieliśmy więcej wycisnąć, a faza grupowa pokazała, że możemy to zrobić. W momencie, kiedy graliśmy ćwierćfinał prawdopodobnie nasza forma nie była jednak najwyższa. Warszawa była wtedy bardzo dobrze dysponowana, myślę, że mieli swój najlepszy moment w sezonie i wygrali. My potem zrewanżowaliśmy się im w lidze. Dzięki temu myślę, że sytuacja jest dobra, a to wicemistrzostwo, to naprawdę sukces.
• Czy któreś trofeum można uznać za ważniejsze?
– Pierwszy Superpuchar, to osiągnięcie, które trzeba szanować. Później już można tylko ten sukces powtórzyć, ale to już inaczej smakuje. Wicemistrzostwo też jest czymś wielkim. Wiemy, co przeszliśmy i że nie było łatwo. A w ćwierćfinale i półfinale spisaliśmy się znakomicie. Finał też możemy ocenić pozytywnie. Ktoś sprawdzał statystyki, że Zawiercie od stycznia przegrało dwa mecze. A z nami przez tydzień przegrało dwa kolejne spotkania. Było blisko, szkoda, że nie pociągnęliśmy tego dalej, były szanse, szczególnie w czwartym meczu, w Lublinie, ale taki jest sport, taka jest siatkówka, dopóki 25 punkt nie wybije na tablicy, to trzeba grać do końca. Zawiercie widocznie o te kilka piłek było lepsze.
• Czego zabrakło w tym czwartym meczu? W rywalizacji do trzech zwycięstw prowadziliście 2:1 i brakowało już tylko jednego kroku do obrony tytułu...
– To zawsze pytanie, które będziemy sobie zadawać. Zawiercie mogło się podobnie zastanawiać po drugim meczu. Było 2:1 dla nas, ale 18:12 dla nich w kolejnym secie. Mieli wszystko, żeby doprowadzić do tie-breaka, jakby wygrali tego seta, to pewnie byliby napędzeni w tie-breaku i ta rywalizacja mogłaby się jeszcze inaczej potoczyć. Tak jest właśnie w siatkówce, że czasem jeden zawodnik potrafi odmienić losy seta lub całego spotkania. My mieliśmy świetny moment, przy tym 18:12, a w czwartym meczu przy 14:8 przez chwilę stanęliśmy. To nie wynikało jednak z naszych z głupich błędów, tylko dobrej gry Zawiercia. Brawo dla nich, zasłużyli w tym roku na mistrzostwo, ale my też zrobiliśmy sporo dobrego.














Komentarze