W weekend od kilku wiarygodnych źródeł usłyszeliśmy, że Eugeniusz Bielak w kuluarowych rozmowach narzeka na sposób, w jaki traktuje go Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera i szef lubelskich struktur ugrupowania.
Zadzwoniliśmy do niego, żeby spytać o prawdziwość tych doniesień.
- Jeszcze się zastanawiam - rzucił enigmatycznie do słuchawki radny Bielak.
Akurat wracał z meczu Motoru Lublin.
- Nie podjąłem ostatecznej decyzji. Wciąż nie złożyłem papierów. Nic więcej na razie zdradzić nie mogę - przekazał nam 67-letni polityk.
Określenia „jeszcze”, „ostatecznie”, „wciąż” świadczą jednak o tym, że jego czas w PiS może dobiegać końca.
Sarkastyczny, ale cichy
Eugeniusz Bielak pełni funkcję radnego miasta Lublina od 2014 roku. W ostatnich wyborach otrzymał 1233 głosów w okręgu numer 5, który obejmuje Felin, Hajdów-Zadębie, Kalinowszczyzna, Ponikwoda, Tatary.
Zasiada w trzech komisjach:
- Komisji Rozwoju Miasta, Urbanistyki i Ochrony Środowiska,
- Komisji Samorządności i Porządku Publicznego,
- Komisji Sportu, Turystyki i Wypoczynku.
Na sesjach rady miasta rzadko zabiera głos. A przynajmniej w oficjalnym trybie. Bo generalnie ma dużo do powiedzenia. Tylko że nie do mikrofonu. Często kręci głową, sarkastycznie się śmieje, komentuje, pokrzykuje. W odpowiedzi słyszy zazwyczaj: „Panie radny, proszę nie przerywać”. W trwającej kadencji nie złożył ani jednego zapytania i ani jednej samodzielnej interpelacji.
W oświadczeniu majątkowym za 2025 rok w rubryce zawierającej informacje o miejscu zatrudnienia, stanowisku lub funkcji wpisał: „Emeryt”. Posiada 15 tysięcy złotych oszczędności i mieszkanie o powierzchni 58 metrów kwadratowych w ramach małżeńskiej wspólności majątkowej.
Problemy kandydata Czarnka
Nie ma wątpliwości, że ostatnimi czasy w Prawie i Sprawiedliwości na Lubelszczyźnie źle się dzieje. Z partii odszedł Janusz Kowalski, który na odchodne wywołał wojenkę, opowiadając o „układzie biłgorajskim”. I faktycznie brutalnie ścierają się tam ze sobą frakcje samorządowców PiS ze stronnikami uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości posła Marcina Romanowskiego.
Jednocześnie w Lublinie coraz większa grupa działaczy jest zmęczona współpracą z liderującym im Przemysławem Czarnkiem. Nie brakuje tu takich polityków PiS, którzy Czarnka nie znoszą. Irytuje ich jego pewność siebie, dyrektorska maniera, to, że praktycznie nie da się wygrać z nim dyskusji.
- Spodziewaliśmy się „złotego chłopca” z kapelusza, a dostaliśmy „broń o sile rażenia bomby atomowej”, choć nakrytą na razie „moherowym beretem” – żartował prominentny członek PiS ze wschodnich rubieży regionu, gdy pytaliśmy go o ewidentny falstart Czarnka w roli kandydata na premiera.
Z sondaży wynika, że niemal 68 procent Polaków uważa, iż nie nadawałby się na szefa rządu, który mógłby powstać w 2027 roku. Kiedy pisaliśmy o nim reportaż pod tytułem „Bardzo utalentowany pan Czarnek”, wypowiedzi odmówiło nam kilku jego wieloletnich doradców i bliskich kolegów. Bo zostawił ich a placu boju. Daleko za sobą.
- On się pnie w górę z szybkością rakiety kosmicznej. Jak ktoś nie nadąża, a nie nadąża prawie nikt, spada ze stratosfery na Ziemię – powtarzają w tutejszym oddziale PiS-u.
Gdy Mateusz Morawiecki założył stowarzyszenie „Rozwój Plus”, które powstało w reakcji na otwarcie populistyczny i coraz bardziej radykalny język początków kampanii Czarnka w roli kandydata PiS na premiera, podążyło za nim niemal czterdziestu posłów, w tym troje parlamentarzystów z województwa lubelskiego: Anna Baluch, Monika Pawłowska i Sławomir Skwarek.
Nasi rozmówcy z kręgów lubelskiej polityki podkreślali, że to gorzka recenzja działań Czarnka na „pisowskiej” Lubelszczyźnie, którą dotąd mógł przecież z pełną odpowiedzialnością uznawać za swój niepodzielny rewir. Frustracja radnego Eugeniusza Bielaka to tylko dalszy etap tej samej gierki.














Komentarze